Druga: tygrys.

Stoimy w przedpokoju, Druga krzyczy przeraźliwie. Jest na mnie zła. Bardzo, bardzo, BARDZO zła. Ociera się falami o granicę histerii – tę granicę, za którą już nic nie ma – ale jej nie przekracza, więc nadal traktujemy się poważnie. Jestem w nenufarowym nastroju. Po którymś z kolei odpartym spokojnie szturmie na coś-co-mi-się-akurat-uwidziało-i-wuj, gorączkowo, z jakąś…

Głupia rzecz, kawa.

W zamierzchłej przeszłości postanowiłam zbawić świat na miarę ówczesnych możliwości i zostałam tutorką Wiosny: raz czy dwa razy w tygodniu pomagałam w lekcjach jednej rezolutnej ośmiolatce, której matka zapieprzała na trzy etaty, żeby wyżywić i ubrać ją i czworo innych rezolutnych (piąte, takie mniej jakby, w poprawczaku), w związku z czym na niewiele więcej wystarczało…

Głód.

– Druga, poproszę nożyczki. Potrzebuję ich teraz. – Nie. [pauza] Teraz nie mogę, bo [pauza] jestem zajęta. [pauza] Nie widzisz? [pauza pauza] Za chwilę ci dam. – Za jaką chwilę? Co zdążę zrobić do tego czasu? [jednostki miary są różne, od zatańczenia do Tequili do przeczytania „Tytusa w cyrku”] – Za dwie minutki. – Aha.…

Pierwszy: jasność.

Plan teoretycznie jest prosty i klarowny: zbieramy dzieciaki z przedszkola, ja z Drugą udaję się na kawkę i ploteczki do koleżanki, TST z Pierwszym próbują szturmem zdobyć fryzjera, po czym mały zostaje odwieziony do Wielkiej Matki na noc, ja do kina, a Druga w ciepłych ramionach ojca do własnego łóżka. Przepiękny początek przecudnego łikendu. Gorąca…

Dzieci są głupie.

Były, są i najwyraźniej będą. Kiedyś było łatwiej, mniej refleksyjnie. Dzieci się po prostu miało. Niespecjalnie się człowiek zastanawiał. Jak się tak trzylatkowi drogę ręką zagradzało, a on wpadał w panikę, w stupor, jak uciekał z wrzaskiem, to to hiperzabawne było, wszyscy się śmiali przecież. Kij z tym, że się właśnie wyprowadził z pijąco-bijącego domu.…

Filmy nieme.

Restauracja, przypadkowy plac zabaw, przypadkowa koleżanka z przypadkowego placu zabaw, przypadkowa przypadkowej koleżanki z przypadkowego placu zabaw matka. Stoję jak kołek, najchętniej weszłabym do środka, przez okno widzę, jak podają ciasto. Na pizgawicy i z daleka od kawy trzymają mnie konwenanse – ja wiem, że Pierwszy sobie poradzi, przypadkowa matka przypadkowej koleżanki tego nie wie.…

Druga: ruch.

Nie licząc jednej papużki falistej, na której krótkim istnieniu położył się złowrogim cieniem prastary instynkt łowiecki naszego jamnika, oswoiłam w życiu dwa zwierzęta. Jako jedyne były naprawdę moje, stanowiłam dla nich naturalną ramę, byłam jednocześnie alfą i omegą ich małego stada. Całe pozostałe barachło – psy, koty, kawki, pustułki, chomiki, myszy, rybki i co tam…

Tupnij nóżką i fufnij.

Tramwaj. Pi razy oko czterdziestoletnia Marzena w pełnym rynsztunku (trzewiczki na kaczuszce, watowany płaszczyk, czapka z zalotną cyrkonią) podróżuje ze swoją pociechą lat z pięć, ubraną pod kolor. Siedzą sobie statecznie na krzesełkach jedna za drugą, omawiają przedszkolne nowości, poprawiają szaliczki, no serce roście, macierzyństwo prosto z okładki Pani Domu. Wsiada Staruszka. – Kochanie, słoneczko,…

Modlitwa wieczorna.

Zbieramy się do mycia, Pierwszy nie w nastroju, przedłuża jak może. Były już bajki, była woda, dokładka wody, a może owocek, to poczytajmy. Widzę, że specjalnie nie ma ochoty, ale czytania z reguły nie odmawiam – sięgam po cokolwiek, złapała mi się Zima Muminków. Pierwszy bez planu układa klocki odwrócony do mnie plecami, słucha ledwie…