TSM: tlen.

Przeczytałam Mewę zaraz, jak się pojawiła. Siedzi we mnie jakoś, nie że zadrą, ale jednak haczy mi koszulkę/sweter. To takie straszliwie panidomowe. Celebruj chwilę dla ciebie. Weź, wchłoń tę kofeinę, mówią memy na fejsie, chociaż ciepła i w spokoju jest rzadsza niż jednorożec. No żesz ni hu hu. Życie jest chwilą dla mnie. Moje niespełna półtoraroczne…

Takie Sobie Święto.

Pierwszy ogląda bajki dwa razy dziennie, trzy po śniadaniu przed przedszkolem, trzy po kolacji przed myciem. Plus minus. Nam idzie o to, żeby nie dłużej niż pół godziny, on jeszcze nie czai, że trzech Strażników Miasta to tyle co 4,5 Tomka albo 9 Nienormalnych Thomasów, więc wychodzi różnie. Zwykle obie strony są zadowolone. Dzień lewy jakiś,…

Plan.

Klikam, klikam i klikam w upalnej umysłowej degrengoladzie, przeklikowywuję pudla na wskroś, myli mi się już, czy to Krzysiu zaprzestał botoksu czy też matka z ojca narodzona od Kim właśnie zaczęła go używać. Na onet nie mam odwagi, na blożki nie mam siły, zostaje natemat. Dowiaduję się, że afer(k)a była, bo ktoś na plakacie obok…

Dziecko jest jak roślina, czyli statement IV.

Młoda śpi; w tym śnie, niemal na moich oczach, wyrasta  z fazy robaka. Istota, z której jest zrobiona, zaczyna dojrzewać, gęstnieć i nabierać lepkości, niedługo będzie można próbować ją formować. Z pewną taką nieśmiałością zaczynam więc wróżyć z fusów. Gdyby ktoś powiedział mi kiedyś, że jakiekolwiek zachowanie półrocznego niemowlęcia może być przepowiednią na przyszłość, popukałabym…

Dziecko jest jak klub piłkarski, czyli Statement III.

Kiedy byłam dziewoją w wieku mocno przedprodukcyjnym, jednym z największych strachów, z którymi musieliśmy się wszyscy mierzyć idąc do czy ze szkoły, było widmo starszego (czyli ze 12-letniego) chłopaka w szaliku, który niespodziewanie wychynie zza węgła, przyprze do muru i wycedzi przez zasłonięte zęby „ZA KIM JESTEŚ?”. Krążyły bardzo mgliste legendy o tym, co miałoby…

Dziecko jest jak pies, czyli Statement II.

Ten post jest po trosze kontynuacją tego o tresurze, ale zanim do sedna, trochę historii. Zawsze miałam psy w domu (obok różnej innej gadziny), mój wtedy-jeszcze-nie mąż nigdy nie miał nawet rybek. Temat wspólnego bydlęcia odwlekał (się), odwlekał, aż któregoś dnia, po tym jak straciłam nadzieję, w porywie miłości do mnie (gdzież te porywy?…) zacisnął…

Dziecko jest jak noga, czyli Statement I.

I znowu znad porannej kawy – jakaś pani w natemat nie chce mieć dzieci i uważa, że hasło „byłabyś dobrą matką” to żaden komplement. Jakaś inna pani komentuje, trzecia pani zaś odpowiada komentującej pani, ja jestem w wyśmienitym nastroju, więc tym razem nic mnie nie trafia i komentować nie muszę. Refleksja mnie jednak nachodzi, a…

No to zaczynamy. Od szlagu.

Oto co napisałam dziś ja, matka in spe dwojga, póki co jednego, Matka Taka Sobie – choć zwykle łykanych w przelocie do kawy blogów na onecie nie komentuję: A mnie da odmiany szlag trafia, że się rozsądnym ludziom odmawia prawa głosu, tylko dlatego, że „nie wiedzą, jak to jest”. Pewne rzeczy się wie po prostu,…