Czytam sobie.

Pierwszy czyta. Nasza zasługa w tym praktycznie żadna – od zawsze miał jobla na punkcie różnego rodzaju dźwięków, zainteresowanie znaczkami, które oznaczają dźwięki, przyszło samo. Ponieważ w dodatku od samego początku nie były to dla niego abstrakcyjne głoski, tylko początki słów (bo bez problemu słyszał, na co zaczyna się koń, musztarda czy jeżyk), alfabet (łącznie…

Dziwne kalendarze vol. 2.

Cały wczorajszy dzień myślałam, że jest środa. Doradzono mi, żebym kupiła kalendarz. Mam kalendarz, nowy przyszedł właśnie. Ma standardowe miejsca na notatki, rachunki, dane adresowe, a oprócz tego kieszonki w okładce i uchwyt na długopis. Jest niewielki, bardzo porządnie oprawiony, szyty, a nie klejony, trwały. Poprzedni, identyczny, wlokłam ze sobą w każde możliwe do wyobrażenia…

MaMy Kalendarz!

Jesteśmy z mężem przedstawicielami klasy próżniaczej, pracującej w (pół)wolnych zawodach, co z jednej strony oznacza pewną swobodę i możliwość wychowywania dzieci w trybie ciągłym bez niani/babci/cioci/psakoleżanki, z drugiej zaś totalny chaos w grafiku, mistrzostwo w ekwilibrystyce godzinowej i zdolność do przekazywania pięćdziesięciu Ważnych-i-Mniej-Ważnych-Informacji – i nie ma tu poetyckiej przesady – w trzy minuty w…

Przydajesie.

[…jak już pisałam, kompletuję drobiazgi pierwszej potrzeby przed porodem, w związku z czym unoszę się na słodkosielankowej fali wspomnień, zahaczając o najróżniejsze rafy, którymi do czerwca będę od czasu do czasu zadręczać P. T. Czytelników…;>] No dobra, może niektóre pierworódki się dadzą zbałamucić kolorowym czasopismom, może wrażliwe pierwszyrazmatki z miasta dadzą się nabrać na blichtr…