Ziemia.

Jeden rzut oka wystarcza, żebym się do reszty uspokoiła. W sam raz. Tak jak myśleliśmy – koktail, nie bal. Panie poprawiają toalety, panowie ściskają dłonie – od razu widać, komu trzeba, a komu warto. Z wrodzoną bezczelnością śmiertelnie poważnie odbieramy należne nam skinienia na-wszelki-wypadek. Nie pamiętam, kiedy szelmowskie pięciolatki w nas miały takie używanie. Elektryczne…

Pierwszy: jasność.

Plan teoretycznie jest prosty i klarowny: zbieramy dzieciaki z przedszkola, ja z Drugą udaję się na kawkę i ploteczki do koleżanki, TST z Pierwszym próbują szturmem zdobyć fryzjera, po czym mały zostaje odwieziony do Wielkiej Matki na noc, ja do kina, a Druga w ciepłych ramionach ojca do własnego łóżka. Przepiękny początek przecudnego łikendu. Gorąca…

Dwanaście minut.

Późne popołudnie, stoję na przystanku. Jest absolutnie pięknie i absolutnie zimno. Ślizgam się wzrokiem po ludziach. Pod górkę sunie ku mnie bielutka jak gołąbek kobieta. Rękę z małą reklamóweczką opiera na kuli, w drugiej trzyma sporą siatę z Mili, choć w sumie wygląda, jakby to siata trzymała ją. Porusza się z trudem, straszliwie wolno, krok za kroczkiem, często…

O kolażach.

No więc jadę tym autobusem. Jest dziewiąta rano może, może jeszcze nie ma. Wchodzą. Idą w moją stronę. Nie wierzę; mimowolnie drugim spojrzeniem upewniam się, że NAPRAWDĘ łączy ich coś więcej niż czasoprzestrzeń siemianowickiego przystanku. Zbliżają się spokojnie, w zwolnionym tempie, rozbujanym krokiem doświadczonych bosmanów komunikacji miejskiej. Siedzę na końcu, pośrodku na samej górze – na…

Tupnij nóżką i fufnij.

Tramwaj. Pi razy oko czterdziestoletnia Marzena w pełnym rynsztunku (trzewiczki na kaczuszce, watowany płaszczyk, czapka z zalotną cyrkonią) podróżuje ze swoją pociechą lat z pięć, ubraną pod kolor. Siedzą sobie statecznie na krzesełkach jedna za drugą, omawiają przedszkolne nowości, poprawiają szaliczki, no serce roście, macierzyństwo prosto z okładki Pani Domu. Wsiada Staruszka. – Kochanie, słoneczko,…

Ubierz się ciepło.

Autobus. Zauważam ją od razu: jest cicha, uważna i czuła – słucha, kiedy synek do niej mówi, w geście, którym rozluźnia mu szalik, nie ma automatyzmu, układają kolana idealnie równolegle w jakiś taki ciepły sposób. Myśli o czymś, tłumi uśmiech, w końcu nie wytrzymuje, nachyla się do na oko ośmioletniego ucha i pyta, czy wie,…

Dziegieć.

Szlak do Biedry. Pierwszy tłumaczy mi coś po raz setny, skutecznie zagłuszany przez Drugą, która z braku innych środków wyrazu inwestuje głównie w decybele. Samochody, utrefione babcie, czapka spadła, gdzie mam portfel, nie, nie bierzemy koszyka, nie, dziękuję. – … moją córkę. Zatrzymuję się. – To pana córka? – pytam, może głupio, ale zwykle z…

Pocztówka ze środy: upał.

– No i wiesz, tak jednym okiem rano spojrzałam – Druga Matka z przejęciem relacjonuje mi do słuchawki – ale to bardzo ciekawy program był, wiesz, tak pani doktor mówiła, tak mądrze mówiła, wiesz, no bo teraz taka pogoda właśnie, i te dzieci się pod tą pieluszką odparzają, wiesz, a Druga ma właśnie takie zaczerwienienia,…

Narzędnik.

Jadę autobusem z Drugą. Na którymś przystanku robi się zamieszanie, kierowca podjeżdża na dwa razy, drze się do kogoś przez otwarte okno. Zerkam, na chodniku stoi kobieta z facetem na wózku, oboje na oko w okolicy zażywnej sześćdziesiątki. Autobusiarz, starszy mężczyzna z nadciśnieniem, skacze jak ping-pong, cały się zapala, dyszy, on obniży, on podjedzie dalej,…