Pierwszy miesiąc.

Powolutku, powolusieńku odkurzam w sobie matkę noworodka. Piorę ciuszki, kupuję smoczki,  rozglądam się za laktatorami . Podsumowanie robię, a raczej – przedsumowanie. I wychodzi mi, że świeżynka jestem, że się jak pierwiastka (stara już) podniecam, że nie ogarniam. I nic dziwnego, bo ja w sumie nie mam pojęcia, co się robi z takim robakiem. Junior…

Brzuch – update.

No więc, mimo wszystko ponoć jedno. Co nie zmienia faktu, że kiedy mój ginekolog powitał mnie w progu gabinetu radosnym „pani X, rany boskie, kiedy to pani rodzi?!”, to miałam ochotę go opluć. Wyglądam jakbym połknęła globus. Duży. Coraz większy. Myślę, że niedługo cała się rozstąpię. W razie czego, Junior już teraz oferuje pomoc w…

Brzuch.

Naprawdę nie wiem, jak można mówić, że kobieta w ciąży ma „brzuszek”. JA nie mam. Może przy Juniorze miałam, nie wiem. Dorwałam niedawno zdjęcie robione z ukrycia już na porodówce, z kartą NFZ w jednej ręce i torbą z najpiękniejszą-piżamką-świata w drugiej (najlepszy ciążowo-dziecięcy zakup ever, przynajmniej teraz, jak już wyjeżdżam do tych luksusowych kurortów,…