Dwanaście minut.

Późne popołudnie, stoję na przystanku. Jest absolutnie pięknie i absolutnie zimno. Ślizgam się wzrokiem po ludziach. Pod górkę sunie ku mnie bielutka jak gołąbek kobieta. Rękę z małą reklamóweczką opiera na kuli, w drugiej trzyma sporą siatę z Mili, choć w sumie wygląda, jakby to siata trzymała ją. Porusza się z trudem, straszliwie wolno, krok za kroczkiem, często…

Imago.

Pierwszy się przepoczwarzył. Nie wiem dokładnie kiedy, odpycham to od siebie od jakichś dwóch-czterech tygodni. Wszystko jest jeszcze świeże, lekko opuchnięte i niezborne, ale nie ma co się oszukiwać – już się dokonało. Tak musiało być i ja wiedziałam, że tak będzie; granica między dwiema kategoriami pędraków na placach zabaw zawsze wydawała mi się boleśnie wręcz…

Prawo do schabowego.

Cyklicznie pojawiają się na moim horyzoncie ludzie, którzy, często w dobrej, czasem w gorszej wierze, usiłują uświadomić mi, że żyję zbyt wąsko, za płytko, bez polotu, że w tej mojej mieszczańskiej komódce dobrego samopoczucia nie mieści się nawet skrawek porządnego świata, nie mówiąc o prawdziwym, głębokim przeżywaniu. Czasem, o niedoskonała, mam gorszy dzień i wchodzę z nimi…

A tak by to wyglądało…

… gdyby TSM pewnego pięknego dnia nie zeszła ze świetlanej ścieżki wiodącej ją na parnas autorów fantasy. ————————————————————— Chwilę później przez karczmę przeszedł huragan. Drzwi otworzyły się z hukiem: wpadła przez nie zielonowłosa istota nieokreślonej płci, tratując wszystko i wszystkich, którzy stanęli jej na drodze. Klnąc soczyście obleciała wkoło całą izbę, aż wreszcie zasapana stanęła…

Jak fb uczył mnie moresu i kilka innych historii.

Szukałam sobie ilustracji do tego, co nie zdążyłam, albo do czego inni chcieli zdążyć, a nie wiedzą. Wylogowałam się na chwilę z fejsa. I nie mogłam zalogować się z powrotem. Od początku fejsbukowi bardzo nie podobało się, że nie dałam mu mojego numeru telefonu, prosił o niego średnio raz w tygodniu, mniej lub bardziej zza…

O mojej córce dziwce.

Pisałam już kiedyś, że nikt nie potrafi tak szybko i skutecznie podnieść mi ciśnienia jak Wielka Matka. Bywa, że mam ochotę ją rozszarpać, wytrząsnąć z niej całe to nieprzemyślenie, ten głuchy głos ludu, który powtarza bezmyślnie jak echo, choć przecież nie jest ani głupia, ani niezdolna do refleksji własnej. Ostatnio siedzimy między drugim a ciastkiem,…

Żeby język giętki nie był jak piorun jasny prędki.

Z niejakim rozbawieniem obserwuję dyskusję wokół tabletki „po” (swoją drogą, co za nazwa, nie? jak dotykanie się „tam”, żeby robić „to”;D). Jak zwykle w internetach wszyscy są oburzeni, w dodatku, jak to przy światopoglądowych przepychankach – wszyscy krzyczą. Katotalibański trup ściele się gęsto, świadomi rodzice, których dzieci po światłych rozmowach z nimi nigdy w życiu…

Słuchajcie Kluski, …

… dylemat mam. Blogiem roku nie zostanę, choćbym skisła, bo się Was liczy na sztuki, a nie na wagę. Z drugiej strony człowiek nie zna dnia ani godziny, może popojutrze opuści mnie wena i chęci – chcę więc dzisiaj wycisnąć z mojego blogowania, ile się da. Zgłoszę teksta, a co. Nie pytam Was, czy warto,…

Okruchy.

Późno, ciemno, zimno. Mijany po drodze z pracy przystanek jest pełen kulących się ludzi. Kątem oka widzę nadjeżdżający autobus, wyciągam telefon i nagle już nic nie widzę, bo leżę, intensywnie skupiając się na sygnałach tłoczących się na drodze kostka-mózg. Z jednej strony torba, z drugiej komórka w częściach, cholera, nawet nie zadzwonię po nikogo, nie…

Letnio.

1. Nagle umiera daleki znajomy rodziny, chłop w sile wieku, dziadek jedynego, rozpieszczanego i hołubionego wnuka. Chłopiec ma sześć lat, za dużo, żeby nic nie rozumieć, za mało, żeby rozumieć dlaczego wszyscy dookoła (w dobrej wierze!)  bardzo, coraz bardziej chcą, żeby w końcu przestał płakać, zaczął normalnie  jeść, śmiać się. W końcu to już prawie…