Ziemia.

Jeden rzut oka wystarcza, żebym się do reszty uspokoiła. W sam raz. Tak jak myśleliśmy – koktail, nie bal. Panie poprawiają toalety, panowie ściskają dłonie – od razu widać, komu trzeba, a komu warto. Z wrodzoną bezczelnością śmiertelnie poważnie odbieramy należne nam skinienia na-wszelki-wypadek. Nie pamiętam, kiedy szelmowskie pięciolatki w nas miały takie używanie. Elektryczne…

Dziwne kalendarze vol. 2.

Cały wczorajszy dzień myślałam, że jest środa. Doradzono mi, żebym kupiła kalendarz. Mam kalendarz, nowy przyszedł właśnie. Ma standardowe miejsca na notatki, rachunki, dane adresowe, a oprócz tego kieszonki w okładce i uchwyt na długopis. Jest niewielki, bardzo porządnie oprawiony, szyty, a nie klejony, trwały. Poprzedni, identyczny, wlokłam ze sobą w każde możliwe do wyobrażenia…

MaMy Kalendarz!

Jesteśmy z mężem przedstawicielami klasy próżniaczej, pracującej w (pół)wolnych zawodach, co z jednej strony oznacza pewną swobodę i możliwość wychowywania dzieci w trybie ciągłym bez niani/babci/cioci/psakoleżanki, z drugiej zaś totalny chaos w grafiku, mistrzostwo w ekwilibrystyce godzinowej i zdolność do przekazywania pięćdziesięciu Ważnych-i-Mniej-Ważnych-Informacji – i nie ma tu poetyckiej przesady – w trzy minuty w…

Baby, ach te baby…

Sprzątać nie znoszę i nie umiem; moje „na błysk” jest w oczach większości ludzi, nawet tych mi życzliwych, ledwie napoczęciem problemu. Część moich bliskich i potencjalnie bliskich się po prostu przyzwyczaja, część jest na tyle taktowna, że patrzy ponad kurzem, część woli spotykać się z moimi rozmaitymi urokami na mieście. Gotować lubię. W moich obiadach…