Druga: tygrys.

Stoimy w przedpokoju, Druga krzyczy przeraźliwie. Jest na mnie zła. Bardzo, bardzo, BARDZO zła. Ociera się falami o granicę histerii – tę granicę, za którą już nic nie ma – ale jej nie przekracza, więc nadal traktujemy się poważnie. Jestem w nenufarowym nastroju.

Po którymś z kolei odpartym spokojnie szturmie na coś-co-mi-się-akurat-uwidziało-i-wuj, gorączkowo, z jakąś straceńczą determinacją chwyta mnie za dłoń i wkłada ją sobie w usta.

 

Kiedyś gryzła bez ostrzeżenia, bez wstępu, do krwi, wszystkich jak leciało.

Potem gryzła siebie, trzeba przyznać, również bez taryfy ulgowej. Któregoś dnia już od progu przedszkola jesteśmy witani zakłopotanymi przeprosinami: że córka ma na ręce ewidentne sine ślady zębów, że oni nie wiedzą, jak to się mogło stać, że nie było żadnej bójki, że nie płakała nawet. Natychmiast, w świętej naiwności swojej (bo co tu się bogu ducha winne kobiety mają w wyrzutach sumienia pławić) wyjaśniliśmy, że prawdopodobnie sama się pogryzła – nie umiała czegoś zmieścić w sobie, a wie, że nie wolno nikogo krzywdzić. Dopiero po minach zorientowaliśmy się, że czasem… czasem lepiej się po prostu oburzyć.

W końcu (a cały proces trwał z dobrych parę miesięcy, może rok) przerzuciła się na nieruchomości: kiedy już kompletnie, kompletnie nie radziła sobie ze sobą, pędziła do szafek kuchennych, w biegu jeszcze z przyzwyczajenia otwierając usta, po czym metodycznie, z wielką siłą, aż do zmęczenia, waliła drzwiczkami. Nigdy jej w tym nie przeszkadzaliśmy.

 

Wciąż nie umiem jej złapać w rękę, choć bardzo się staram. Jest właśnie na etapie stawania się, kondensacji, z każdym dniem nabiera kształtu – a ja ciągle, jak w rysowankach z Rufusem Kłopotkiem, nie wiem, co z niej wyjdzie.

Pierwszy rozwija się powoli, łagodnie, systematycznie z każdej strony nasiąkając światem. Przypomina te takie fancy herbaciane kulki: zalewasz je wrzątkiem i patrzysz, jak puchną, jak się rozprostowują listek po listku. Nigdzie się nie spieszy, jest w nim jakaś taka absolutna zgoda, przy czym, co ciekawe, od początku nie był nijaki. Świat jest dla niego… łatwy. I dobry, zawsze dobry.

Druga nigdy nie była zaschnięta, nigdy nie pączkowała: jest żywym mięsem, pianą, wszechobecnym tętnieniem. Nosi w sobie sprzeciw, ciśnienie, wrzenie, żądzę jakąś, głód. Nieustannie się wymyka: nam, sobie. Żeby się określić, potrzebuje spętania. To jakby z olbrzymiej puchowej kołdry za pomocą śliskiego sznurka chcieć zrobić łabędzia: niby już ma szyję, niemal kuper widać, a tu nagle z boku wyjdzie ci jakaś bulwa, wytryśnie rożek, wyślizgnie się pół tyłu. I zaczynasz od nowa. Wiecznie od nowa.

A potem, kiedy już trafia cię szlag, kiedy się zastanawiasz, czy przypadkiem nie położyć lagi, bo i tak nic z tego nie będzie – ileż to razy nocami dyskutowaliśmy, czy nie jest zwyczajnie tępa, no bo dżizas, pies się szybciej uczy – zupełnie niespodziewanie, całkiem sensownie i bez niczyjej ingerencji za pomocą plastra rychtuje sobie skrzydła.

 

Zastygam, czekam. Mymla, napięta do granic możliwości. Sekunda, dwie, dziesięć sekund heroicznego ślinienia. W końcu leciutko zaciska szczęki. Natychmiast puszcza i łamie się, potwornie łamie się w zupełnie nowy płacz. 

Ja ten płacz doskonale znam.

Córka moja nie płacze ze strachu przed słusznym gniewem; to nie wstyd spowodowany złym uczynkiem kładzie ją jak ścięte drzewo na moim podołku. Choć jeszcze tego nie wie, zawodzi pełnym żalu i rozczarowania łkaniem człowieka, który przegrał walkę ze sobą.

Rozczulona, tulę ją i kołyszę, bezgłośnie tłumacząc, że ma dwa i pół roku, że jeszcze zdąży, że następnym razem się uda. Że jestem z niej strasznie dumna, bo wiem, z jakim trudem przychodzi jej przyznanie, że F to F, a nie O. Że należy do tych, którzy muszą sami założyć sobie uzdę, i że to zarazem błogosławieństwo i przekleństwo.

 

Jeśli siebie okiełzna, okiełzna wszystko.

TSM

Advertisements

2 uwagi do wpisu “Druga: tygrys.

  1. Nigdy nie znalazlam slow, tak mi bliskich do tego, jak chcialabym byc wobec siebie, swiata.
    Szacunek.Specyficzny, na Tu i Teraz,Do i Dla .
    Dziekuje.
    Jednak nie uszanuje braku szacunku, ze wzgledu na szacunek.
    Granice sa potrzebne. Nie trzeba doswiadczyc wszystkiego.
    Dzieci potrzebuja znaku STOP, nawet jesli nie chce sie byc ich Drogowskazem.
    Mój syn gryzl (i gryzie) inaczej szukajac siebie i siebie w swiecie.
    Jednak nigdy nie dostal przyzwolenia, ze w imie swoich poszukiwan, nieumiejetnosci moze ranic innych.
    Ani on, ani Druga nie moga.
    Nikt nie moze.
    m.

  2. Wiedziałam, że Druga będzie ciężka, ale nie sądziłam, że tak ciężką bitwę będzie toczyć wewnątrz samej siebie.
    Tak, gdy już siebie okiełzna, nic nie będzie niemożliwe.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s