Głód.

Druga, poproszę nożyczki. Potrzebuję ich teraz.

Nie. [pauza] Teraz nie mogę, bo [pauza] jestem zajęta. [pauza] Nie widzisz? [pauza pauza] Za chwilę ci dam.

Za jaką chwilę? Co zdążę zrobić do tego czasu? [jednostki miary są różne, od zatańczenia do Tequili do przeczytania „Tytusa w cyrku”]

Za dwie minutki.

Aha.

Masz już tu.

Dziękuję.

A proszę bardzo.

Oczywiście takie chwile nie zdarzają się jakoś porażająco często, ale bardzo lubię ich wtedy słuchać. Po pierwsze dlatego, że niewiele rzeczy na świecie ma więcej uroku niż zderzenie dwuipółletniej wyszukanej uprzejmości z czteroipółlenią kurtuazją. Głównie jednak z innego powodu: takie momenty to pierwsze owoce naszych mozolnych, świadomych wysiłków zmierzających do nauczenia ich Dialogu.

Początki nie były obiecujące: Druga głównie się darła i gryzła, Pierwszy, kiedy w końcu kończyła mu się i tak święta cierpliwość, ograniczał się do zawodzącego żałośnie Drugaaaaaa, Drugaaaaaa, DRUGAAAAAAA!!!, co, jak się można domyślać, niczego nie załatwiało. Teraz (oboje!) potrafią przylecieć do nas ze skargą, że drugie nie odpowiada na sensowne, ponowione odpowiednio głośno i wyraźnie pytanie. Oczekują kontaktu. Są nastawieni na rzeczową reakcję.

Czasem trafiają na ścianę, ale mimo tego podsycam to w nich na każdym kroku, z oślim uporem i perwersyjną przyjemnością. Za każdym razem, kiedy drą się wodyyyy! pytam, co wody. Zabrakło? Odeszły? Nalej psu, mamo? Poproszę wody do kubka. Gazowanej. Nie tego, żółtego.

Wiem, jak to wygląda. Słyszę różne komentarze, najczęściej te o tresurze. Bardzo niewielu rozumie, że to nie o „poproszę” chodzi, ale o „żółty” i „gazowaną”. O umiejętność mówienia o sobie pełnym zdaniem. O pewien automatyzm nazywania, precyzowania, o skrystalizowanie potrzeby. O to, że Drugiej uwieszonej nogawki Pierwszego znacznie trudniej jest zignorować nie chcę, żebyś mi zapinała te zamki, bo mi to przeszkadza niż najgłośniejsze nawet eeeEEEjjj!

A tak naprawdę, najgłębiej, najbardziej po cichu liczę na to, że jak potrenują porządnie w domu, jak od maleńkości ich wyposażę w słowo, w uwagę, to potem będą się wiedzieli, jak się wykarmić. Nie będą tacy złaknieni, jak ci wszyscy, którzy w autobusie bratają się ze mną kurwą i złodziejskim rządem, bo powszechnie wiadomo, że od tego najlepiej zacząć, potem już pójdzie. Nie będą jak ta bidna kobita w pociągu, która, sprowokowana przez jedno zdanie TST, piętnaście minut opowiadała o sobie powietrzu rozpartemu na miejscu naprzeciwko, po każdym zdaniu zostawiając trzykropek na pytanie: jeśli to powietrze go nie zada, będzie mniej głupio, będzie mniej bolało. Mam nadzieję, że – nauczeni szukania oddźwięku jak mycia rąk po sikaniu – znajdą sobie kogoś, kogo będzie obchodziło, czego się danego dnia nauczyli i co ich bolało; że otoczą się ludźmi, którym będą mogli swoje nieważności opowiedzieć płynnie, zamiast zrzucać nabrzmiałe odłamki zwyczajnych historii na przypadkowych kontrahentów z olx-a. Że – kiedy wyłączą ten ekran, telewizor, kiedy wyładuje im się smartfon – nie będzie ich tak potwornie, potwornie, potwornie ssało.

Z okazji tegorocznych Świąt i Nowychroków życzę Wam, żeby Was omijał szerokim łukiem głód powszedniej rozmowy.

TSM

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Głód.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s