Gość.

Stoję pośrodku pobojowiska po pierniczkowo-kartkowo-łańcuchowej niedzieli, mam we włosach kolorową posypkę, wszystko się lepi od miodu, lukru, krzyku i chichotu. Opieram się o blat, oddycham spokojnie. Nie mogę wyjść ze zdziwienia.

Znam się dobrze, na wylot się znam. Wiem zwykle przynajmniej albo co, albo dlaczego, bywa, że rozumiem oba. To czasem usypia, przytłumia wyczulenie na nowe spotkania – dojście do właściwego słowa zajmuje mi wtedy dłużej niż powinno, a nie potrafię rozmawiać z postaciami bez imienia. Kiedy już orientuję się, że mam do czynienia z kimś bezdyskusyjnie nowym, staram się czekać cierpliwie: zaczepiam, zagaduję, zachodzę, aż w końcu – zazwyczaj za sprawą przypadku, potknięcia, zostawionego w drzwiach komentarza – zostajemy sobie przedstawieni.

Tym razem zaczęło się od tego, że jakoś przestało mnie cieszyć. Nie że całkiem, ale wiecie, grudzień, lastchristmas, śnieg nawet spadł był, a tu nihuhu. W powietrzu ani śladu cynamonu, ani pół goździka. Młode robią mikołaje, w Liroyu rzucili choinki, a ja, no, nic, jak boga noga podrzędny październik.

Potem, nadal bez powodu, zwijałam w siebie coraz odleglejsze kawałki pojutrza. Mimochodem, między jednym zmywaniem a drugim, składałam na odwal się radość z cudownej styczniowej pracy, byle tylko weszła w kąt obok zadowolenia z planów na najbliższe pół roku. Jedną ręką wyprowadzałam psa, drugą starannie odbarwiałam czekające mnie poranki i wieczory, zdzierałam brokat, pozbawiałam smaku.

A potem którejś nocy nie mogłam zasnąć. Leżałam na wznak i z całych sił powstrzymywałam się, żeby nie pójść do pokoju pędraków, tak wiecie, tylko na chwilkę, tylko usiąść cichutko, tylko posłuchać, jak oddychają. Walczyłam ze sobą może z pół godziny, może trochę dłużej – gdybym nie obudziła TST, przegrałabym. Musiałam go obudzić: nie można, nie wolno karmić snów dzieci taką gorączką, nigdy.

Sporo czasu mi zajęło, zanim zrozumiałam, że przyszedł do mnie Lęk.

Dacie wiarę, że dotychczas się nie spotkaliśmy? Owszem, otarliśmy się o siebie kilka razy, ale nigdy nie zostawał na dłużej. Ze Strachem znamy się świetnie – co by nie mówić, jak się w życiu na serio popychało czarne suchary o małych trumienkach, to znaczy, że człowiek się jednak trochę nabał. Nie powiem, że się lubimy, ale szanuję jego temperament (nawet jeśli to tylko dynamizm uniku) i działanie (nawet jeśli to tylko atawistyczna reakcja na bodziec). Teraz czułam się inaczej.

Nie chciałam uciekać. Chciałam się zapaść.

To było absolutnie niesamowite. Raczę Was tą wątpliwej przydatności historyjką  z niezapowiedzianej podróży do wnętrza, bo wciąż jestem nią oszołomiona, mam potrzebę zdania relacji. Ni z tego ni z owego przestałam być dla siebie ziemią, stałam się czarną dziurą, zupełnie innym rodzajem centrum. Stale zawężałam horyzont zdarzeń, nie pozwalałam uciec naprzód żadnej myśli, wszystko poza hiperciężkim teraz traciło sens.

Kiedy już otrząsnęłam się z pierwszego szoku, że to naprawdę on, że teraz, że zupełnie bez zapowiedzi i bez podstaw innych niż te, które można mieć zawsze, zrobiłam herbatę. Oswajałam się z nim powoli. Rozmowa się nie kleiła, bo i o czym tu gadać; patrzyliśmy na siebie jakiś czas w uprzejmym milczeniu, z mojej strony zabarwionym niedowierzaniem i – później – ciekawością. W końcu wstałam od stołu i wyciągnęłam moździerz, bo my tu pitupitu, a grudzień leci. Zrozumiał aluzję, dopił swoje, poszedł się rozpakować.

Widzę siebie z góry, w tej kuchni, z tą posypką we włosach, opartą o blat. Szukam jego twarzy – ma bardzo ostre rysy, co znaczy, że właśnie intensywnie się go uczę. Jest. Stoi obok zlewu, w gęstym tłumie tych, którzy od czasu do czasu stapiają się ze mną, by mi coś pokazać, by mnie zmienić – na moment albo na zawsze. Jest ich wielu, składam się z nich: z niektórymi się przyjaźnię, niektórych dawno nie widziałam, za niektórymi boleśnie (nie)tęsknię. Wzdycham.

Zrobiłam za mało pierniczków.

TSM

*obraz: http://altius.com.pl/index.php?obiekty_id=2871

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Gość.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s