Pierwszy: jasność.

Plan teoretycznie jest prosty i klarowny: zbieramy dzieciaki z przedszkola, ja z Drugą udaję się na kawkę i ploteczki do koleżanki, TST z Pierwszym próbują szturmem zdobyć fryzjera, po czym mały zostaje odwieziony do Wielkiej Matki na noc, ja do kina, a Druga w ciepłych ramionach ojca do własnego łóżka. Przepiękny początek przecudnego łikendu.

Gorąca godzina, dzieci wybiegają tłumnie i w podskokach, szalone bardziej niż zwykle. Nic w tym dziwnego – Dzień na Opak, kiedy łażą w piżamach, na śniadanie jedzą kolację i tańczą boogie woogie w światach latarek i kuli dyskotekowej, zdarza się przecież tylko raz w roku.

Druga omdlewa z rozkoszy, nie wie, co opowiadać najpierw, Pierwszy jakoś… omdlewa. Przy szafce spazmatycznie łapie oddech, bezradnie i bezwładnie pozwala sobie założyć bluzę. Walczy.

Po trzech urwanych sylabach wiem, o co chodzi. Bo oni cały dzień tak na niby spali. A przecież. Jego Łóżeczko.

[Robimy całkowity remont pokoju dziecięcego. Pędraki strasznie się cieszą, dopytują, są podjarane jak małe pszczółki. Nie zmienia to faktu, że Pierwszy wylewa morze łez za KAŻDĄ szafką, szufladką, kawałkiem wykładziny. Łóżeczko to największa wyrwa, ostatnie coś, co zostanie oddane, starannie pielęgnowana rana.]

Więc czy on mógłby do Łóżeczka. Teraz. Na chwilę tylko, tato, na chwilę się przytuli.

Ustaliliśmy tyle, że mogą nas najpierw odwieźć. Pierwszy chlipie, pełna podkówka, łykane łzy ocierane rękawem kurtki, bardzo się stara. Jedziemy.

A wiesz, mamo, co bym powiedział Łóżeczku, gdybym był w domu?

No, co byś powiedział, Kochanie?

Powiedziałbym: „Łóżeczko [powietrze jest dla niego ewidentnie za rzadkie, nie daje oparcia], jak będę miał nowy pokój, to już nie będziemy spać razem. Nie będę mógł… cię przytulać, bo… bo… będzie to robił ktoś innyyyy”…

Jego szept przeradza się w cichy płacz, mój cichy płacz w szept:

Mogę cię jakoś pocieszyć?

– [haust haust otarcie] Ale ja jestem spokojny, mamo.

Ja wiem, że jesteś spokojny, jesteś tylko bardzo smutny, prawda? [skinienie] Pytam więc, czy mogę coś zrobić, żeby cię pocieszyć.

Nie. Teraz nie.

Docieramy, wysiadamy. Życzę TST powodzenia.

U fryzjera kolejka, rezygnują. Pierwszy uprzedza pytanie, siąkając:

Już mi trochę lepiej, tato. A wiesz, co by mi najbardziej pomogło?

No?

Gdybym się przytulił do jakiejś przytulanki. To może wejdziemy do Smyka, kupisz mi jakąś przytulankę i ja się przytulę.

Wiesz, jeśli chcesz, możemy pojechać do domu. Tam mógłbyś się przytulić do Pandzika i Kocysia.

Myśli.

Chciałbym. Ale ile to zabierze czasu? Bo ja nie wiem, wiesz, czy uda mi się dotrzymać tę łezkę do domu.

5 minut.

A, to tyle dotrzymam chyba.

Wracają. Wchodzą. TST wita się z psem. Pierwszy zdejmuje buty i kurtkę, po drodze do Łóżeczka zbiera z podłogi Pandzika, owija go wcześniej wyciągniętym z zapakowanej torby Kocysiem i włazi pod kołdrę. Odwraca się twarzą do ściany i zastyga.

Po mniej więcej piętnastu sekundach wstaje i przychodzi do kuchni, spokojny jak późny wrzesień.

Już dobrze, tato. Myślę, że możemy teraz jechać do babci.

 

Nie zadeptać, nie przeoczyć, nie popędzać.

Nie oślepnąć.

TSM

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Pierwszy: jasność.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s