Dwanaście minut.

Późne popołudnie, stoję na przystanku. Jest absolutnie pięknie i absolutnie zimno. Ślizgam się wzrokiem po ludziach.

Pod górkę sunie ku mnie bielutka jak gołąbek kobieta. Rękę z małą reklamóweczką opiera na kuli, w drugiej trzyma sporą siatę z Mili, choć w sumie wygląda, jakby to siata trzymała ją. Porusza się z trudem, straszliwie wolno, krok za kroczkiem, często przystaje. Z tymi zakupami, z tym tempem, ze mną mam-autobus-za-minutę-muszę-nim-jechać jakoś koli mnie w oczy. Nie wytrzymuję.

Pomóc pani?

Ale w czym?

Jest szczerze, życzliwie zainteresowana. Ma zadziwiająco gładką twarz, nie ma za to górnej dwójki.

No… Nie wiem, z tą siatką jakoś coś.

A nie, dziękuję, ja sobie radzę. Wie pani, ja sobie tak powolutku, a gdzie mi się spieszy? Plecy mnie bolą, lędźwie, problemy mam, to i muszę uważać, żeby coś nie strzeliło, ale przecież mi się nie spieszy, dodreptam… A przecież, wie pani, ja to i tak się cieszę, no, bo ludzie to tacy biedni są, o dwóch kulach, albo na wózku, albo nie daj boże leżą… a ja sama wszystko zrobię, prawie osiemdziesiąt lat mam, a i rozum mnie jeszcze nie odszedł, wie pani, to i nie trzeba się mną zajmować… bo mnie to zawsze żal, wie pani, jak tak widzę, jak ludzie dzieci mają, a tu i rodzicami się muszą zajmować, ale co zrobić… albo z kolanami, taka pani u mnie w klatce to ma z kolanami, ale poszła do tej kliniki i wie pani? pomogli jej tak, to i się ucieszyłam, że pomogli… a ja to czasem muszę na dwa razy, bo nie mogę dźwigać, ale to i pójdę, powolutku, dokąd mi się ma spieszyć? a człowiek nie może się zastać, bo potem to już i rehabilitacja nie pomoże, to chodzę tu… a przecież mogłam i o dwóch kulach, ludzie to biedni są, tak… a pani ma męża? bo jak sobie tak poczytam te gazety czasem czytam, to przeraża mnie, że tak dużo ludzi się teraz rozwodzi, wie pani… a to chyba tego, wie pani, trzeba dbać, kochać trzeba…

Wzrusza mnie przepotwornie to jej zawstydzone chyba, tak w ostatniej chwili, czy aby mi się gdzieś nie wdarła, czy czasem się nie wtrąca z tą radą dobrą, z tym spojrzeniem swoim. Przytakuję, w ogóle dużo przytakuję, nie mogę uwierzyć. Podjeżdża nasz autobus.

Dopiero po chwili orientuję się, że nie idzie za mną. Stoi tam, gdzie stała, nawet nie próbuje – facet się spieszył, nie wjechał w zatoczkę, przed nią szalone półtora metra chodnika, krawężnik, drugie półtora metra do drzwi… Przestwór. Opiera kulę o rozkład, żeby pomachać mi pocieszająco i zachęcająco: nic się nie stało, gdzie jej się tam spieszy.

W jej stronę nie jedzie z tego przystanku żaden inny autobus, następny ma za 40 minut. Zawracam, pukam w okienko kierowcy, otwiera z widoczną niechęcią. Zgłaszam, że jest pani o kulach i że będzie musiał chwilę poczekać. Coś mi tam prycha, fuka, to mu mówię, że gdyby podjechał normalnie, już byłaby w środku.

Proszę pani, ja mam dwanaście minut spóźnienia! – słyszę za sobą, bo musi mieć ostatnie słowo, choć przecież jego ciało już dawno dało mi znać, że zrezygnował, że nie zamknie drzwi.

W międzyczasie kobieta z przystanku, uwierzywszy w sens eskapady, heroicznie pokonuje krawężnik; po dwóch następnych minutach asystuję jej w zwycięstwie nad progiem, siadamy.

Jadę, mijam coś, mielę. Zawsze mielę. No bo trudno nie docenić dwunastu minut. Może któryś z pasażerów przeze mnie nie zdąży na pociąg, nie złapie kolejnego autobusu, nie wiem. Może przez tę trzynastą komuś zawali się świat jakoś. A ona przecież ma czas, dużo czasu, na oko to tylko czas jej został.

Ale wiecie, tak stała pod tym słupkiem, z tym swoim cieszeniem się, ze zmierzchem i zimnem za plecami stała.

 

Jutro będzie sobota, 8. października, 282 dzień roku. Słońce wzejdzie o 6:48, zajdzie o 17:57. W całym kraju zapowiadane są przelotne opady deszczu. Imieniny obchodzą Pelagia, Brygida i Ginter.

Podarujcie proszę jutro komuś dwanaście minut spóźnienia.

TSM

Reklamy

8 uwag do wpisu “Dwanaście minut.

  1. W sumie to byłaś pośrednikiem… Podarowałaś kobiecie 12 minut kierowcy (w sumie to więcej, doliczając czas potrzebny na dojście do autobusu i pokonanie wejscia). Prawdopodobnie naliczą mu karę proporcjonalną do spóźnienia…

    Oczywiście – kładąc wszystko na szalkach wagi – ta starsza kobieta mogła się np. rozchorować, gdyby musiała czekać na kolejny autobus, itp., więc sumarycznie rachunek jest raczej na plus 🙂

    A swoją drogą to ta pani ma rację mówiąc, że nie można się zastać. ale to temat na inną historię 🙂

  2. Spoznilam sie z obiadem o jakies poltorej godziny. Za to wyspacerowalam corke i wyglaskalam psa, ktory zostawil mi w podziece strasznie duzo siersci na podlodze. Obiadem zadne z nich sie nie przejelo. Liczy sie? 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s