Szczeniaki.

Jakiś czas temu przeczytałam wywiad w Tygodniku Powszechnym (zalogujcie się, będzie za friko, warto). Zalągł się we mnie znacznie bardziej, niż wcześniejszy artykuł, od którego wszystko się zaczęło, ten, że idą po nas. Oni, nacjonaliści. Przeczytałam i uwiera mnie, gniecie. Zrobiłam sobie rachunek sumienia. TSM ma ze dwa i pół roku. Napisałam w tym czasie, wordpress mi mówi, 163 posty. I tak sobie patrzę, że już było trzy razy (tu, tu i w końcu tu). Może niewiele, ale jak dla mnie o trzy za dużo.

Patrzy na mnie piesek, rocznik 1993. Jak każdy szczeniak w fazie późnego dojrzewania, dosyć uroczy i uparty. Wystarczy mu to, co widział i czytał, głównie czytał, bo widział raczej w telewizji. Nie grozi mu zauroczenie kimś spoza, bardzo się pilnuje. Nie chce poznać, nie chce dotknąć. Nie czuje potrzeby. Jak można nie czuć potrzeby?

Pani Redaktor wyrzuca sobie pogardę, niskie pobudki, chce uspokoić sumienie, że oto wyciągnęła rękę. Zupełnie niepotrzebnie, podrapie ją i potarmosi, jego ruchy są przecież wciąż nie do końca zborne, nadal szuka swojego miejsca w stadzie, usiłuje je wyszczekać, wysikać. Normalnie mi takich ludzi trochę żal. Mam odruch przytulenia: no czego się, Synku, tak boisz, no czego, powiedz. Pozwól sobie. Nie spotkałam dotąd absolutnie niewątpiącego niezachwiania niepodszytego strachem.

Ale ten pokazuje kły, warczy, a mnie się nie chce, szkoda mi na niego życia, dzieci czekają, mieliśmy iść na plac zabaw.

 

Synku.

Mówisz, że jeszcze nie narzucasz mi swojej wizji tego, co można, a czego nie można. Bardzo ci dziękuję, Kochany. Na pewno wezmę pod uwagę twoje sugestie w przyszłym tygodniu, kiedy w końcu będziemy musieli zdecydować się ostatecznie, czy zapisać Pierwszego na ten angielski, czy nie. No bo z tańca go nie wypiszemy już, za bardzo mu się podoba, sorry. Nie, gola w prawilnej szkółce piłkarskiej nie strzelał. Do tarczy też nie.

Zapewniasz, że to, co ludzie krzyczą albo piszą w sieci nie przekłada się na czyny raczej. Powtarzasz „raczej”. No cóż, ja rozumiem, że pomrukujesz nadal trochę na pół gwizdka, tyle ci wypada, ale też i więcej nie trzeba, już szkopów biją. Sukces, jakby nie było, choć swoją retoryką póki co trafiłeś tylko do szukającego pretekstu podpitego żula.

Łaskawie stwierdzasz, że nie każesz nikomu zmieniać wiary, o ile ktoś, kto myśli inaczej niż ty, szanuje i przestrzega twoich zasad. Słoneczko, ja ci może wyjaśnię. Na szacunek trzeba sobie zasłużyć, nie dostaje się go automatycznie w spadku po bogurodzicy. A twoje zasady z definicji są twoje, nikogo innego nie obchodzą. Tylko weź mi teraz nie płacz w kąciku.

Ale czekaj, nie zauważyłam! Ty jesteś nawet bardziej wspaniałomyślny! Nie uważasz, że należałoby zabijać homoseksualistów, choć są zawadą dla siebie i społeczeństwa. No to teraz serioznie mnie masz, bo ja też tak myślę, wiesz? O tym zabijaniu. Się podśmiewuję z LGBTQWERTY, ale to jednak kłopotliwe by było, tak na tym moim balkonie, przyjaciela. No bo jak to? Samego? Czy od razu z mężem/partnerem (niepotrzebne po 14 latach wspólnego pożycia skreślić)? Po cichu czy na pohybel? No sam przyznasz, kłopot, a wiesz, zebranie w przedszkolu, zebranie w pracy, inne sprawy, chcę w końcu płacić te podatki na dobro Ojczyzny, nie mam czasu na pierdoły.

Ale ale, śmichy chichy, a ty mi w twarz plujesz, że póki nie stanowię zagrożenia dla Polski, nie mam się czego bać. I widzisz, tu żeś nieco przedobrzył, Syneczku, przeszarżował. Wracaj do szeregu. Nie groź mnie, matce dwojga, nie wchodź mi z buciorami nieproszony do domu, nie poddawaj weryfikacji mężowości mojego męża i mojej sprawności jako żony. Bo jak lubię schabowe, tak założę ci kolczatkę i dostaniesz po kufie.

Chyba już czas powiedzieć to głośno.

Wara.

TSM

 

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Szczeniaki.

  1. A ja Ci napisze, że ja czuję satysfakcję wiesz. Że coś pewnym sferom wreszcie wybuchło w twarz. Tyle lat pogardy, wyśmiewania, kpiarstwa, tego że się wstydzą że są Polakami i tak dalej. Tygodnik Powszechny też w tym brał udział niestety. Więc to się nie mogło inaczej skończyć. No niestety. Dlatego chociaż i mnie się może dostać odłamkiem (bo daleko mi już do jakiś narodowych fantazmatów) to jednak mam jakąś satysfakcję. Jakiś czas przeczytałem wpis jednego z tych „synków” – utrzymany w podobnym tonie jak Twój. Że jak tyle lat na nich pluli to niech teraz przestaną płakać. Bo oni idą po swoje.
    I kim ja jestem żeby im tego bronić?

    • Nie dziwię się. Ani tej satysfakcji, ani temu, że ktoś w podobnym do mnie tonie (podrzucisz linka?). Możesz wierzyć lub nie, ale wśród moich lewackich znajomych uchodzimy za prawacki beton;) Nie znoszę „polaczków”, nie znoszę negowania własnych wartości (niech i będą chrześcijańskie, co mi tam) i gloryfikowania Zachodu, nie znoszę zapatrzenia ślepego w cokolwiek, co nie jest polskie. Bo ani my taki zaścianek, ani oni tacy boscy, chociaż z drugiej strony przecież ani my tacy przecudowni, a oni takie zło wcielone – ale żeby to wiedzieć, trzeba wyjść, wyjechać, spojrzeć bez kompleksów – a mam wrażenie, że po żadnej ze stron nie ma zbyt wielu ludzi, którym chciałoby się to robić. Czarno-białych pozycji znacznie wygodniej się broni.

      Długo rozmawialiśmy o TP, o tym histerycznym w tonie „idą po nas”. Czy zamiast piszczeć na alarm i dzielić coś, co i tak jest już makabrycznie podzielone i spolaryzowane, nie lepiej wpisać się w patriotyzm, ale inaczej: nie z pięścią, z, że tak pojadę po bandzie, pługiem. Pokazać, że jest – bo jest, na miłość boską, jest – lepiej, piękniej, bogaciej, mniej szaro. Tylko do tego jedna strona musiałaby się pozbyć kpiarstwa i kompleksów, a druga przyznać, że unia, zachód, europejskość nasza nam jednak coś (ciutek ciuteczek) dobrego przyniosła. Innymi słowy: minimalnie chociaż ustąpić. Idziemy niestety w przeciwną stronę.

      Problem mój z synkami jest zupełnie przyziemny i nie ma związku z ideologią: ci moi (jeśli mnie uznać ostatecznie za wroga ojczyzny i krzewiciela homopropagandy;>) co najwyżej plują. Ci ich mówią o zabijaniu. O przymuszaniu. Otwarcie warczą właśnie, chcą gryźć. Ja nie pozwolę na siebie warczeć, dzieci mi straszyć.

      Ale klu jest gdzie indziej, pisałam o nim linkując ten tekst na fejsie. Nie mam potrzeby nikogo przekonywać do moich racji, bo jest dla mnie absolutnie jasne, że tu, w kraju nad Wisłą, zmieścimy się wszyscy: ja, Marzoch, nawet ci, co się z kałaszami i krzyżem fotografują. Tylko im będzie się gorzej z tym pogodzić, a ja nie zamierzam dobrowolnie schodzić z kanapy. Bo jest tak moja, jak ich, jestem z niej tak samo dumna i tak samo mam prawo się na niej rozwalić.

      Nu.

      P.S: Fajnie, że tu zaglądasz, choć chyba się dosyć różnimy 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s