Dzieci są głupie.

Były, są i najwyraźniej będą.

Kiedyś było łatwiej, mniej refleksyjnie. Dzieci się po prostu miało. Niespecjalnie się człowiek zastanawiał. Jak się tak trzylatkowi drogę ręką zagradzało, a on wpadał w panikę, w stupor, jak uciekał z wrzaskiem, to to hiperzabawne było, wszyscy się śmiali przecież. Kij z tym, że się właśnie wyprowadził z pijąco-bijącego domu. Kij z tym, że się moczył. Kij z tym, że wnuczek.

Obowiązywał paradygmat: dzieci to durne podludzie.

Teraz zatrzymań, teorii i literatur jest na kopy – to ogólnie lepiej, bez sarkazmu mówię. Problem w tym, że posiadanie narzędzi nie jest niestety równoważne z umiejętnością ich używania. A przyzwyczajenie jest silne, silniejsze niż cokolwiek.

Nowy paradygmat mówi więc: dzieci to durne nadludzie.

No na przykład, kobita na placu zabaw mi się chwali, że rozwiązała problem z Coca Colą. No bo jest problem z Coca Colą, wiecie: dzieci ją lubią, a wszyscy wiedzą, że jest niezdrowa. No to nie dawać bachorom. Ale jak nie dawać, jak nie dam ci Coca Coli nie funkcjonuje, tego,  n e g a t y w n y  k o m u n i k a t  (dzieciom się nie mówi nie, nie pojmą). Za krótki, zbyt ostry, nie liczący się ze zdaniem czterolatka. Całe szczęście można rozrobić sok z czarnej porzeczki z wodą gazowaną i powiedzieć, że to taka Coca Cola dla dzieci – nie poczuje różnicy, tępotę ma wpisaną w metrykę.

Albo dwuipółlatek. Nie da mu się po prostu nie dać smoczka któregoś ranka. Się mu mówi, że się zgubił, że pan listonosz przywiezie następny, że już zamówiony. Się chwali, że tak pana listonosza wygląda codziennie; rozgarnięty taki, tak się dziwi, że jeszcze nie ma paczki. W końcu przestanie przecież, wychowawczy sukces do odhaczenia. Się nie widzi, jak traci wiarę w słowa.

Z drugiej strony – niech ma prawo, ciemiężone do tej pory, do wyrażania uczuć. Niech wrzeszczy do woli, niech rzuca, niech wyzywa. To wyzwalające jest. Dopiero nabywa zdolności, dlaczegóż by więc wymagać, żeby odróżniało własne klocki od cudzych, żeby się realizowało w ramach własnego podwórka, a nie wyżywało na świecie wokół. Żeby nienawiść komunikowało tylko własnej matce, a nie spotkanym przelotnie czołom, niemowlakom i misiom – opresja, jak boga kocham, opresja i wstecznictwo. Dziecko cię bije? Gryzie? Szczerbaty nenufar, koniecznie szczerbaty nenufar, bo jak sobie nie pozwolisz, jak przytrzymasz, jak jasno powiesz, że sobie nie życzysz – to już siedzisz w ławce z tymi, co piorą. Ba, piorą. Gorzej! Emocjonalność tłamszą. Bo przecież jest zbyt ograniczone, żeby zrozumieć, że ciebie też boli, czegóż tu wymagać.

Jestem pierwsza, żeby przyznać, że nie każde młode rodzi geniuszem. Ale do tej pory spotkałam bardzo mało tak pokrzywdzonych przez los, żeby nie były w stanie pojąć sensu zdania: nie, nie dostaniesz kolejnego cukierka. Dlaczego? Bo ja tak mówię, ja, której ufasz, z którą możesz podyskutować, ale umówmy się, nie na każdy temat. Bo masz lat cztery, a ja trzydzieści i ostatecznie to ja płacę za dentystę. Szlus. Czy to jest przemoc i traktowanie z góry? A i owszem. Takiego wyboru dokonałam: wolę czasem z góry, niż jak kretyna. Bo większości ten prosty komunikat w ogóle nie jest dany: słodycze nagle czarodziejskim sposobem rozpływają się w powietrzu (w szafce? jakiej szafce? wcale nic nie schowałam w szafce), dziadek zjada całe kilo (o, popatrz, jaki wielki ma brzuch), przelatuje ptaszek, a może obejrzymy bajeczkę, tirli tirli trala lala. Na miłość boską, na to nie łapią się nawet większe niemowlaki.

Dzieci mi się starzeją, a zasięg i automatyzm tej plagi wcale się nie zmniejsza. Przeraża mnie to. Idziemy na wesele. Pierwszy i Druga od tygodni mają zapowiedziane, że pobawią się z nami do tortu, a potem idą spać do dziadków, my zostajemy na imprezie, spotkamy się następnego dnia w domu. To nie jest ich debiut w nieswoich łóżkach, za naszymi rodzicami przepadają. Na pożegnanie dostajemy radosne buziaki (Druga) i miłego wesela! (Pierwszy), rozjeżdżają się. Następnego dnia Druga Matka, kobieta w końcu – co przeraża mnie najbardziej – światła i świadoma, opowiada, jak to sobie świetnie poradziła w nocy – córka moja bowiem obudziła się o drugiej, poprosiła o wodę i zapytała, gdzie jest tata. No to jej powiedziała, że śpi w pokoju obok.

Nie mieści mi się w głowie, nie mieści mi się w głowie, nie mieści.

TSM

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Dzieci są głupie.

  1. Mieszkam z dziadkami i wiem cos na ten temat. Dwa betony. Nic do nich nie dociera. Za to śmieją się do rozpuku, gdy na pytanie: jak masz na imie, corka odpowiada dzidzia 😦

  2. Bardzo bliskie jest mi Twoje podejście. Sama mam problem słysząc: „no przecież ona tego nie zrozumie” i z wymyślaniem głupich powodów, dlaczego nie. Albo mówię prawdę, albo kategorycznie odmawiam, jeśli młode na prawdę nie jest gotowe, albo argument nie dociera.

  3. Zasadniczo też dziecku mówię prawdę, staram się ją tylko dostosować do możliwości rozumienia 2-latka. W każdym razie moi rodzice uważają, że traktujemy go zbyt dorośle i za często pytamy go o zdanie i za często w sytuacjach jednoznacznych dajemy mu wybór zamiast mówić, ze ma cos zrobić.
    Może i coś w tym jest, ale to przez niego – zbyt często zachowuje się bardzo rozumnie i logicznie… 🙂
    W każdym razie to, że dziecku nie kłamiemy wynika z lenistwa. Po cholerę kombinować i wymyślać jakies kłamstwa, skoro prawda już leży na talerzu 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s