Gdy niebo jest błękitne, a niedzielne przedpołudnie leniwe.

Kiedy tylko definitywnie przestaje pluć żabami, przenosimy życie na balkon. Przy pierwszej kolacji przy świecach w tym roku lekko jeszcze grabiały nam ręce, ale emigrujemy uparcie, rodzinnie, z kocykami, w polarach i czapkach. Z biegiem czasu kawa zaczyna stygnąć wolniej, zioła kwitną, a rozkładany stolik, parapet i krzesło tego, który nie zdążył, zmieniają się w pełnoczasowe biuro w centrum świata, balkon nasz bowiem wisi nad jedną z głównych arterii komunikacyjnych osiedla.

Niebo jest błękitne, a niedzielne przedpołudnie leniwe. Mam skręconą stopę, miejsce do pracy przygotowuję więc staranniej niż zwykle – przelatuję wzrokiem wodę z miętą, lodem i cytryną, kawę, poduszkę pod tyłek, telefon, komputer, kabel do komputera, niebieski i czerwony długopis, kartki czyste, brudne i półzapisane, książki potrzebne, książki niepotrzebne i książki na wszelki wypadek. Chyba wszystko, chyba nie będę musiała wstawać. Moszczę się, zdejmuję ramiączka koszulki, mrużę oczy. Lubię precyzję, z jaką jaskółki tną powietrze.

 

Ja pierdolę, zaraz mnie tu kurwica strzeli! Ile ty masz lat? Czy ty zawsze musisz?! On zawsze musi, ileż razy ja mogę do niego mówić?!!!

Jest łikend i ciepło, więc są w domu i otworzyli okno balkonowe naprzeciwko. Dowiaduję się, że ma lat jedenaście, zawsze musi, a ile razy ona mówi, to nie mam pojęcia, bo póki co drze się histerycznie, co z mówieniem nie ma wiele wspólnego. Z kanapy dochodzi dużo spokojniejszy głos człowieka, od którego najwyraźniej się czegoś wymaga, choć już po pierwszych słowach wiadomo, że w sumie nie wie czego i że chciałby być gdzie indziej.

– Słuchajmamytego, a o co chodzi?

O spodnie! – mam ochotę krzyknąć przez barierkę. Nie chce założyć jakichś spodni. Albo chce jakieś założyć. Inne. Matka się gotuje. Obiad skwierczy. Młody skamle, z niesprawiedliwości skamle i z bezsilności.  Niebo jest błękitne, a niedzielne przedpołudnie leniwe. Ojciec wchodzi w rolę tonem, którym zwykle wzywa się na pomoc Goździkową.

– Bo pójdę po pasek i się skończy!

Fala ucicha naturalnym rytmem, choć tępa dzida nadal znad garów co jakiś czas pruje mordę kompletnie bez sensu. Na balkon zagląda Pierwszy.

Mamo, a wiesz, że gardzielce i wężory to ryby latarki i ryby wędkarze? 

Odkąd TST powiesił na ścianie własnoręcznie zrobione drzewo przedstawiające większość rzędów królestwa zwierząt, pytania tego typu – jak również te o kikutnice, gryzki, liścioraki, hoplitowce i wąsonogi – są na porządku dziennym.

– Pierwszy, chodź tu, zostaw mamę, mama pracuje teraz.

Praca, tak, praca. Dobra już, jedziemy z tym koksem.

Pan w taksówce pode mną też jedzie, potem hamuje. Najwyraźniej niewystarczająco szybko jak na standardy idącego po ulicy pana o kulach.

– I co robisz chuju jebany?! Nie widzisz, że idę?! Co przepraszam, co przepraszam?! Wyjebać ci?!

Nawet gdyby pan w taksówce chciał wyjść w celu poddania się wyjebaniu, nie mógłby, bo pan o kulach z uporem maniaka wali mu jedną z nich w drzwi. Odjeżdża, troglodyta dokuśtykowywuje zaś do czekających na niego na chodniku żony i synka. Niebo jest błękitne, a niedzielne przedpołudnie leniwe; synek ma może z osiem lat, żona wyraża poparcie.

Kontempluję ich w zamyśleniu, gryząc listek mięty. Z głębi mieszkania przybiega rozrozpaczliwiona Druga.

Co się stało, kochanie?

Cała we łzach cmoka w powietrze. Wychylam się, czekam.

– TST!

– No? Co mam jeszcze kupić?

– Nic kupić, wracaj, nie dałeś Drugiej buziaka przed wyjściem.

TST bez słowa chowa się w klatce, mała biegnie do drzwi.

W sam raz pobiegła, bo naprzeciwko rozgrywa się właśnie akt drugi.

– Chodź tu, ja cię mam dość, ja ci taki wpierdól spuszczę zaraz, że ci się odechce. Dawaj dupę. Dawaj dupę mówię, bo jak nie, to po uszach dostaniesz. Dawaj mówię…

– Tak, bo ty byś mnie tylko chciała bić!

Czekam, nie uśmiecha mi się kicać dwa piętra w dól i w górę, żeby wytłumaczyć jakiejś głupiej babie, że przemoc nie jest metodą wychowawczą, ryczeć z balkonu uśmiecha mi się jeszcze mniej, dżizas, co za biomet dzisiaj. Mały zawodzi. Żal mi go strasznie; nie przez to bicie, którego w końcu nie ma, i którego się raczej nie boi – żal mi, że musi z nią przebywać, słuchać jej sfrustrowanego pisku, zaprzątać sobie nią głowę, gdy niebo jest tak błękitne, a niedzielne przedpołudnie leniwe.

 

Gniotła mnie ta niedziela długo, siedziała mi na żołądku jak frytki na starym oleju. Mdliła, choć nie była znowuż aż tak specjalna przecież, nie od dziś obserwuję otaczające mnie agresywne buractwo, przestało mnie dziwić, że ludzie nie żyją tak jak my. Nie wiem. Może przez to, że zwykle jednak z tego balkonu schodzę, łażę, wracam. Może przez jaskółki.

Tępa dzida. Troglodyta. Agresywne buractwo. Nie używam tutaj takich słów za często, nie? Ale wiecie, Dzień Matki był. Stanęłam sobie w rogu, wsparłam się na poręczy, wyciągnęłam się. To jest mój statek. Ja tu jestem kapitanem. Ja tu orzekam, co jest normalne, co jest właściwe. Nie będę zamykać drzwi przed tą wszechobecną napastliwą kurwą, przed tym roszczeniowym pierdoleniem, nie będę przed nimi chować dzieci. Ja po prostu muszę zrobić tak, żeby moje młode miały zakodowane, że naturalne jest się rozpieszczać. Że cieszyć się, że niebo jest błękitne, a niedzielne przedpołudnie leniwe, jest właściwe. Że należy pytać o zgodę, schodzić z drogi, być dla siebie uprzejmym. Że gdyby TST powiedział do mnie na poważnie spierdalaj, ziemia by się rozstąpiła. I że powinna się wtedy rozstąpić, że to byłaby w tym momencie jedyna odpowiednia reakcja świata. I w dupie mam, że zwykle się nie rozstępuje.

Siedze se na balkonie, niech mnie który przegoni.

TSM

Advertisements

8 uwag do wpisu “Gdy niebo jest błękitne, a niedzielne przedpołudnie leniwe.

  1. Bardzo mi się spodobała ta tępa dzida, która pruje mordę; TSM nie owija w bawełnę. Jeśli idzie o hałasy, mam nienaturalnie wyostrzony zmysł słuchu, zdarza mi się popłakać z frustracji, bo moja rodzina jest z tych drących zamiast mówiących. W okaflowanym domu. W którym się niesie. Mam stopery, ale potrafią się przez nie przebić. Miałam kilka miesięcy spędzić w nowym domu, kawałek za wielkim miastem. Okazało się, że to wiocha, na której jest głośniej niż w centrum; jakby samoloty latały nad domem, jeden nad drugim. Gdy już przetrawiłam darcie gęb w domu lub do sąsiadki za płotem, ojciec zaczął podlewać trawę „dychając”. Słyszę to 20 parę lat. Wiesz, to tak jak kogoś gryzie w gardle, zamiast kaszlnąć, on tak dycha..yh..yh…yh…yh.. Dorwało mnie dychanie pod oknem w kuchni, a jak ugotowałam stał pod moim oknem w pokoju. To kolejny dzień kiedy dycha mi pod oknem, zamkniecie okna nic nie daje. Muszę wszystkich zagłuszać telewizorem, chociaż nie chcę kurwy słuchać. I wiesz co. Sąsiad napierdala (chyba zaczynam wyrzucać z siebie frustracje) od kilkunastu dni podjazd i ogródek. Przed 7 odpalają ciężką maszynerię i rzucają do taczki kocie łby. A przedwczoraj o 6:54 ktoś odpalił piłę i tnie czereśnię. A kilka dni wcześniej patrzę i ja pierdolę – grunty pod dom. A przedwczoraj ściągam żaluzję, a tam grunt pod kolejny dom! – Czy wiedziałeś, że będą budować dwa domy? – Będą 4.
    Za kilka miesięcy się wyprowadzam, będę wieść prawdziwe życie, ale jak boga nie kocham, rozpada mi się od tego nie tylko psychika, ale i ciało.

    • I muszę dodać, że były tylko dwa domy w otoczeniu sadu, a właściciel mówił, że na razie nikt nie będzie się budował. A teraz przed moim oknem 4 kurwy! A dwa miesiące temu na chwilę ogłuchłam, ale to nie było fajne, jednak miało plusy. Kocham ludzi świat i nienawidzę jebańców. Nie masz cenzora?
      Wyszalałam się, dziękówka 😉

      • TSM, pozwolisz sobie coś doradzić? Wyszukiwarki , które mogą sprowadzić na Twój blog więcej publiczności bardzo nie lubią krótkich tytułów…. To taka mała podpowiedź .Dobrze jest zadać w tytule jakieś pytanie….Wyciągnąć co nieco by zaciekawić czytelnika….Nie bierz mi tego za złe:) Pozdrawiam noworocznie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s