Filmy nieme.

Restauracja, przypadkowy plac zabaw, przypadkowa koleżanka z przypadkowego placu zabaw, przypadkowa przypadkowej koleżanki z przypadkowego placu zabaw matka. Stoję jak kołek, najchętniej weszłabym do środka, przez okno widzę, jak podają ciasto. Na pizgawicy i z daleka od kawy trzymają mnie konwenanse – ja wiem, że Pierwszy sobie poradzi, przypadkowa matka przypadkowej koleżanki tego nie wie. Nie lubię narażać obcych ludzi na dyskomfort.

Dzieci świetnie się bawią. Przypadkowa matka stara się zabawę urozmaicić, niech jej panboczek da zdrowie. A puść teraz niuniusiu chłopczyka…

– Jestem Pierwszy.

…to może teraz chlopczyk będzie konduktorem…

– Mam na imię Pierwszy!

…a zobacz, a chłopczyk wcale się nie boi…

– MAM NA IMIĘ PIERWSZY!!!

…no, chłopczyk tu nie dostanie, zobacz, on jest niższy od ciebie…

– Jestem Pierwszy…

Przypadkowa matka nie jest głucha. Pierwszy mówi bardzo wyraźnie.

Ma ze cztery latka, taki słodki.

***

Sklep osiedlowy. Wszyscy nas tam znają, a raczej znają nasze dzieci. Mimo, że sto razy podawałam im nazwisko, kiedy biorę coś na krechę, zapisują na paragonie „mama Pierwszego i Drugiej”.

TST staje w progu, gada z kimś. Pierwszy w jednej ręce trzyma piątkę, w drugiej Drugą. Podchodzą, biorą musy, to znaczy Pierwszy bierze, Druga wskazuje, Pierwszy jej podaje. Podchodzą do lady, kładą. Pierwszy jest opóźniony w fazie, więc dzieńdobry jest po poproszę, Druga załatwia wszystko naraz skondensowanym skinieniocześć.

– Coś jeszcze?

TST, do którego pytanie jest skierowane, wytrącony wpół zdania patrzy trochę nieprzytomnie. Odpowiedź przychodzi z dołu.

– Tak, kefir. Duży.

Tym razem wytrącona jest sprzedawczyni. Pierwszy czeka.

– Czy on powiedział kefir?

Pierwszy stoi przy ladzie, ma w ręce piątkę. TST stoi w progu i gada przez telefon. Znają nas, to jest nasza najbardziej wytresowana pani.

To silniejsze od niej.

***

Zajęcia, na które chodzimy co tydzień. Dzieci szaleją, latają, drą się bez większego sensu. Pierwszy ma dobry dzień, podchodzi po kolei do każdego.

– Czy chciałbyś ze mną zatańczyć?

Zwijają się w ramiona rodziców jak ścięte mrozem tulipany.

***

Siłownia na świeżym powietrzu. Nijaka godzina, wszystkie sprzęty oblepione. Pierwszy podchodzi do na oko dziesięcioletniej dziewczynki.

– Cześć.

– Cześć. – automat, ale Pierwszy tego nie wie. Uśmiecha się.

– Dziewczynko, czy ja mógłbym być następny na tym instrumencie?

Mała drętwieje, peszy się, wycofuje. Schodzi natychmiast.

– Ale nie, za chwilkę sobie wejdę, pobaw się jeszcze…

Uciekła, zanim skończył zdanie.

***

Kolejka w Dronie.

– A jak masz na imię?

Zapytany po wielokroć dwudziestolatek śmieje się głupawo. Koledzy, pohukując, wypychają go do przodu jak kiedyś na dyskotekach. Śmiechawa.

– Kamil.

Ohoho haha.

– A jak masz na nazwisko?

Pokładają się bardzo nerwowo.

– Kowalski.

Ale żeś mu powiedział, stary, ło jezu. Pierwszy szuka następnego punktu zaczepienia, chłopak tupie niespokojnie – nie wytrzymuje wzroku, nie wytrzymuje tej pełnej napięcia autentycznej chęci komunikacji.

– Kupujesz piwo?

Stupor, już nawet bez prób.  Pierwszy daje za wygraną.

– To fajnie.

***

Rozmawiam z dorosłym człowiekiem. Jest starszy ode mnie, przeszkadza mi w zajęciach, gada bzdury. Chcę sprawdzić, czy jest po prostu tępy, czy jednak o coś mu chodzi.

Kiedy przekonuje się, że nie mam zamiaru go ani straszyć, ani prosić, gubi wątek. Jest potwornie zdezorientowany, wybiera z repertuaru wszystkie standardowe reakcje po kolei, grozi mi, wyśmiewa mnie, przeprasza, prycha. Daję spokój, żal mi go. To musi być straszne, jak jesteś nieprzyzwyczajony – gdy tak nagle uwaga koncentruje się na tobie, z a n i m zrobisz fikołka.

***

– Mamo, a dlaczego ten pan jest na wózku?

Słońce na przystanku grzeje mnie w plecy.

– Bo nie może chodzić.

– Ale dlaczego nie może chodzić?

– Nie wiem, mogą być bardzo różne powody, musiałbyś go zapytać.

– Proszę panaaaa, a dlaczego pan nie może sam chodzić?

Cisza, robię się sztywna. Jestem pewna, że zaraz opluje – mnie głupią, małego, świat.

Okazuje się, że po prostu szukał słów. Mełł je chwilę, nie układały się. Nic dziwnego – tak dawno nikt, mówiąc o nim, nie zwracał się do niego.

 

Może nigdy.

TSM

Advertisements

9 uwag do wpisu “Filmy nieme.

  1. A w Holandii na kempingu przy recepcji specjalne schodki aby móc dosięgnąć kontuaru i załatwić nagląca sprawę. Na placu zabaw żadnych rodziców z bliska, jak nie możesz gdzieś sie wspiąć, to znaczy, że jeszcze nie dla ciebie. Chcesz się umyć? Zabierz rzeczy, tam jest łazienka. Dla dzieci osobna, wysokość sprzętów jak w przedszkolu. Toalety oczywiście też. Rodzicom wstęp „wzbroniony”, inaczej dzieci „zamierają” z wrażenia, zreszta 4 latki zęby juz myją same, pewnie od dawna. Po alejkach chmary dzieciaków na rowerach, w sklepiku tak samo. Chcesz poskakać na trampolinie? Masz tu piątaka, zapłać panu. Pan wie o co chodzi, nie zbeszta i nie każe czekać nie wiadomo ile, nie zignoruje, choć na wygląd psa bym mu nie powierzyła. W restauracji nikt nie marudzi, nie upomina, każdy je sam. Dorośli tez. No cóż.

    • To się bardzo nakręca – nikt dzieci nie traktuje poważnie, więc nikt ich nie słucha; nikt ich nie słucha, więc się uczą, że mówienie jest bez sensu, chyba, że powie coś (to samo) dorosły, więc chcąc nie chcąc komunikują się przez dorosłych; dorośli przyzwyczajeni do powyższego, z zasady nie słuchają dzieci. A potem… cóż, jak wyżej.
      I to nie chodzi o to, że z ust Pierwszego padają wyłącznie mądrości objawione. Ale jednak coś mówi. Po coś mówi. Do kogoś mówi.

  2. Pingback: Głód. | Taka Sobie Matka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s