Gwiazdy.

Druga Matka wzięła Wielką Matkę pod pachę i pojechały na zamknięty babski wieczór w zaprzyjaźnionym gabinecie kosmetycznym (zaprzyjaźnionym z Drugą, of korz, bo Wielka nie zwykła uczęszczać). Fakt, że nie zostałam wzięta pod uwagę, uważam za afront i zamierzam im go wytknąć przy pierwszej nadarzającej się okazji, ale nie dziś, dziś łaskawam, póki co niech się bawią.

Rozczula mnie ta ich sztama, to utkane z niczego porozumienie. Są jednym z moich najbardziej udanych świadomych eksperymentów z zarządzania zasobami ludzkimi, takim z kategorii „a co mi szkodzi” – nawet nie złapałam momentu, w którym przestałam być ogniwem łączącym. Czasem to zabawne, czasem irytujące, ale nawet kiedy stają przeciwko mnie podwójnym wspartym na sobie oburzonym murem, zwykle jest tak, że zanim zbiorą się na odwagę, jedna z drugiej zdąży już spuścić powietrze. Bardzo mi to na rękę.

Widzę je teraz na tych wygodnych, jasnym skajem krytych fotelach, celebrujące każda swoją kobiecość. Mimowolnie chichoczę.

Kobiecość Wielkiej Matki chodzi w gumofilcach i ma zniszczone, popękane dłonie – takie z wżartym cifem/drzazgą/wiśniowymsokiem dłonie chłopki, choć pracę zawsze miała umysłową, jest inżynierem. Tymi ręcami, jak zwykła mówić, lepi sobie przytwardą codzienność – odkąd pamiętam, wiecznie coś gdzieś tacha, targa, trze, wykopuje, przerzuca. Wszystko musi sama. Jest ciepła i szorstka jak wełniana dera, pachnie świeżym surowym mięsem i smażącym się dżemem z truskawek. Są słowa, które do niej pasują (siekiera, siatora, ziemia) i są takie, które nie (kruchy, refleksja, tiul). Od czasu do czasu – jak dzisiaj – postanawia zejść z traktora i „wziąć się za siebie”, co jest o tyle pocieszne, że chyba nie bardzo wie, gdzie siebie szukać. Przyklaskuję tym próbom z całego serca.

Kobiecość Drugiej Matki jest klasycznie pensjonarska. Dużo się przejmuje, ale sztywny gorset mieszczańskich reguł wydaje się doskonale jej pasować, jest jej opoką i bronią – dwa dania na obiad są bowiem równie niedyskutowalne jak to, że to nie ona nosi zakupy i wyrzuca śmieci. Wszystko w życiu układa w kosteczkę i wkłada do odpowiednich, zmieniających wyściółkę wraz z porami roku koszyczków. Nie znałam takich ludzi, wciąż, po dziesięciu latach, się jej uczę i wciąż mnie zaskakuje.

W momencie próby, kiedy robiliśmy tur po rodzicach, oznajmiając, że jest zonk i że wyciągamy Pierwszego wcześniej, okazały się zadziwiająco podobne. W pierwszej chwili nie dźwignęły, nie liczyliśmy na to zresztą. Wielka Matka, usłyszawszy diagnozę, przepowiedziała nam pełne cierpienia nie-życie z warzywem i zaczęła zawodzić. Druga Matka wysłuchała z niesamowitym spokojem, zapytała, czy nie chcemy  jeszcze herbaty, po czym poskarżyła się, że nikt nie zauważył, że była u fryzjera.

Następnego dnia rano obudził nas dzwonek. Przy domofonie stała Wielka Matka, po targu, zdyszana wyjdź-nie-wchodzę-bo-nie-mogę-tam-stać. Zeszłam. Zaczęła wyjmować jakieś absurdalne rzodkiewki (te rzodkiewki pamiętam najbardziej), pomidory, banany, wędlinę z-tej-budki-co-wiesz, domowe soki w ilościach hurtowych. Wraz z olbrzymim kontyngentem żarcia wciskała mi wszystkie możliwe pocieszenia, zapewnienia, zamawiania; stałyśmy obie jak wariatki w tym przeszklonym przedsionku, ona szukając kluczyków, ja trzymając nogą drzwi, zasypane uciekającą spyżą, zalane dobrymi łzami. Po południu niezapowiedzeni – co im się nie zdarza – wpadli Drudzy Rodzice. Druga Matka wyciągnęła zza pleców pięknie opakowane ogromne pudło z jakimiś fancy ręcznikami, jeden kąpielowy, drugi mniejszy, wiesz, będziesz miała, bałam się, że nie znajdziemy tak na szybko, ale udało się, zobacz, mięciutkie takie, wiem, że masz, ale to zawsze milej, bo ta frota teraz to w ogóle nie chłonie, wiesz, i taki malutki, śmieszny, to do buzi może. Do szpitala.

Nie jestem w stanie wymyślić czegoś, co pomogłoby mi wtedy bardziej niż to kocham cię owinięte rzodkiewkowym ręcznikiem.

 

Wiem, co je łączy, one też podświadomie to wiedzą. Każda z nich jest Słońcem. Spajają skrajnie różne Układy, na swój niepowtarzalny sposób sprawiają, że wszystko się klei, pilnują, żeby się nie rozlazło. Na tych fotelach, w tym Dniu Kobiet, zadowolone, nawzajem bez zazdrości podziwiają swoje własne światło.

Kiedy patrzę na Pierwszego, na Drugą, na TST, na mojego durnego psa nawet, zastanawiam się jak każdy, co robię źle, gdzie mnie nie ma, z czym w sobie powinnam walczyć. Ale nie spędza mi to snu z powiek, nie muszę być prześwietna, ej. Ja jestem Słońcem. Widzę, czuję to przecież: przenikam, wiążę.

Ty też jesteś. Wiesz?

TSM

Reklamy

15 uwag do wpisu “Gwiazdy.

  1. Boże czytam od dawna?każdy tekst,każdą anegdotę na fb, prawie wszystko po kilka razy bo zawsze łapiesz mnie za mordę i uruchamiasz mózg. Dzis złapałaś za mordę ale włączyłaś serce. Jesteś najlepsza z blogerek,które czytuję.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s