Ubierz się ciepło.

Autobus.

Zauważam ją od razu: jest cicha, uważna i czuła – słucha, kiedy synek do niej mówi, w geście, którym rozluźnia mu szalik, nie ma automatyzmu, układają kolana idealnie równolegle w jakiś taki ciepły sposób. Myśli o czymś, tłumi uśmiech, w końcu nie wytrzymuje, nachyla się do na oko ośmioletniego ucha i pyta, czy wie, kto będzie tam, gdzie jadą. W tym pytaniu jest obietnica prezentu, jest Gwiazdka.

Mały aż podskakuje. Próbuje zgadnąć, bezskutecznie. Kobieta oznajmia uroczystym szeptem, że jadą do taty.

– Tata?! Tata będzie? Przyjechał? Skończył pracować, już jest po pracy? Ale gdzie będzie? BĘDZIE TATA?!!

Dzieje się coś dziwnego. Chłopczyk jest szalenie rozentuzjazmowany, ale nie krzyczy, nie piszczy, po prostu cieszy się niesamowicie radością bardzo grzecznego dziecka. Mimo tego każde jego zdanie wykrzywia matkę, zwija ją w kłębek – widzę, jak strasznie żałuje, że puściła parę z ust. Ucisza go jak może, prosi, grozi, tsyka, rozpaczliwie i kompletnie bez związku z niczym pokazuje mu Lidla za oknem. Na każde wypowiedziane „tata” podrywa się, jakby ktoś smagał ją nahajem po plecach. Rozgląda się, czy aby ktoś nie podsłuchuje; oczywiście po minucie słuchają wszyscy, nie da się nie zwracać na nią uwagi. W jej szarpanych ruchach jest tyle desperackiego błagania, że automatycznie przywodzi mi na myśl te wszystkie matki w getcie, które uciszały niemowlęta poduszką.

Jakoś czuję, że jej przeogromny, zwierzęcy strach jest jednak inny: nie ma w niej zaszczucia. Ona nie boi się o siebie, boi się o szczęście. Mały jakoś niechcący może zepsuć coś, na co czeka tak, że nie może znieść myśli, że to straci – i ta walka w niej, ta walka między sobą a uwagą, szalikiem i ciepłem równoległych kolan sprawia, że brakuje mi tlenu.

 

Lubię dopowiadać ludziom historie, zawsze lubiłam. W tamtym autobusie pierwszy raz od bardzo dawna poczułam, że tej mogłabym nie udźwignąć, tego smutku nie zmieścić. Nosiłam ją więc tylko czas jakiś, aż nagle doznałam olśnienia.

Owszem, nieopisywalnie to gorzkie, że matka z jakiegoś powodu tak bardzo nie chce, żeby ktokolwiek wiedział, że spotyka się z ojcem własnego dziecka, że najchętniej wtopiłaby się w obicie fotela, stała przezroczysta – o ileż tragiczniejsza jest jednak świadomość, jak wielu ludzi nigdy by do tego autobusu nie wsiadło.

Szerokiej drogi, Kobieto w Podróży.

TSM

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s