Prawo do schabowego.

Cyklicznie pojawiają się na moim horyzoncie ludzie, którzy, często w dobrej, czasem w gorszej wierze, usiłują uświadomić mi, że żyję zbyt wąsko, za płytko, bez polotu, że w tej mojej mieszczańskiej komódce dobrego samopoczucia nie mieści się nawet skrawek porządnego świata, nie mówiąc o prawdziwym, głębokim przeżywaniu. Czasem, o niedoskonała, mam gorszy dzień i wchodzę z nimi w nieszczęsne, bezpłodne polemiki o wyższości bożego narodzenia, kulminujące zwykle w arcyargumencie o konieczności dziejowej zakosztowania wszystkiego. Kiedy do tego dochodzi, czoło moje wypogadza się, ustępuję pola, kładę uszy po sobie i wzdycham, Matka Polka Doświadczeniom Odebrana. Uśmiechamy się: ja łagodnie i przepraszająco, oni pobłażliwie i triumfująco. Nie wiedzą, że w mojej głowie karmię ich właśnie andouillette.

Ciepły wieczór, wąska uliczka, stare kamienice i kelnerka mówiąca po angielsku tak, że zaczynam rozglądać się za Rene obściskującym Yvette. Zamawiam jagnięcinę lub coś równie nie-mam-tego-w-domu, TST pyta o danie oznaczone jako specialite de la region. Kelnerka robi się niepewna, ale nie umie wytłumaczyć nic poza tym, że mięsne, że z ziemniakami i że special. Dobra, lubimy nowe smaki, niech będzie

W Wikipedii przeczytacie, że to rodzaj francuskiej kiełbasy wytwarzanej z pokrojonych podrobów wieprzowych lub cielęcych zawiniętych w jelito. Jako że każda porządna kiełbasa jest zawinięta w jelito, nawet gdybyśmy znali ten opis (a nie znaliśmy, bo była to era przedsmartfonowa), nie podejrzewalibyśmy, że na stół, ten śliczny, przykryty ceratą w biało-czerwoną krateczkę stół, tuż obok różyczki i karafki wina, położą nam… kupę. Brązowego balaska. Na ciepło.

Powiedzieć, że andouillette śmierdzi, to nic nie powiedzieć. Stoliki wokół nas wymiotło w ciągu pierwszych dwóch minut, mnie wymiotło, kiedy TST twardo postanowił rozkroić zgrilowane pęto. Są ponoć rzeczy – gorzka czekolada, kawa, oliwki – które trzeba „nauczyć się lubić”, po angielsku się to nazywa acquired taste, mimo całej mojej otwartości widzę jednak zasadniczą różnicę między kawiorem a stolcem, a andouillette ma kolor, konsystencję i zapach świeżutkiej, zdrowej dwójeczki. Ilekroć zdarza mi się jojoczyć, że mnie rzeczywistość omija i że ojezujezu t r z e b a b y, choć sama nie wiem, co i dlaczego by trzeba, przywołuję to dosyć kosztowne na wielu płaszczyznach wspomnienie i nagle już nic nie muszę.

Nie ma co bronić się przed faktem, że jak siedzę sobie z tą Bożenką czy inną znajomą Jadzią na placu zabaw, z jednym okiem na Pierwszym, z całą resztą porwaną całkiem szczerze nurtem rozmów o tym, co w przedszkolu i jak to z tą zupą, to na pierwszy rzut oka trudno nas rozróżnić. Mam dwójkę młodych z jednego wciążmęża, śledzę gazetki z Lidla, nie przeszkadza mi opowiadanie po raz stutysięczny, o której kładę dzieci i umiem przekonująco kiwać głową przy mrożących krew w żyłach historiach o pracy szwagra. Jestem potwornie nudna, socjologicznie nijaka, stanowię tło dla cudzych wzlotów i depresji. Jest jednak między mną a różnej maści Dorotkami kolosalna, niewyobrażalna przepaść: o ile bowiem doskonale zdaję sobie sprawę, że życie to nie kolacja wigilijna i że jak spróbujesz wszystkiego, to się w najlepszym wypadku zheftasz na turkusowo, o tyle jestem zdeklarowaną zwolenniczką uważnego czytania jak najszerszego menu.

Pewnej bezchmurnej nocy odpowiadałam Staremu Ojcu na pytanie, czy palę marihuanę (tak luźno zapytał, po kumplowsku; wcale nie było czuć tych godzin prób przed lustrem, wcale a wcale). Miałam wtedy nawet taką sekundę sadystycznego wahania, czy hurtem nie upewnić go również, że nie wciągam, nie wcieram, nie wrzucam kwasa. Bo wiesz, tato, niech ta moja przyjaciółka tylko do jednego do tego wariatkowa jeździ, co się ma dziewczyna nadwyrężać. A nie, heroiny też nie, bo to trzeba by dwóch ludzi po drodze, za dużo zachodu. Jak z kokainą, a ta poza tym droga, nie na uczniowską kieszeń. Nie na moją, znaczy. A w ogóle to po prostu lubię wódkę.

Za to, że w którymś z miliona możliwych momentów nie skręciłam gdzieś za bardzo, wypada mi być wdzięczną genom Wielkiej Matki i mojemu olbrzymiemu szczęściu do ludzi. Chociaż zawsze im goręcej ktoś sugerował mi, że muszę się świetnie bawić, tym wcześniej z wrodzonej przekory szłam spać, pewnie kiedyś pękłabym wbrew sobie pod presją stada, gdyby moje stado wywierania jakiejkolwiek presji nie uznawało za zwyczajnie nieeleganckie. Kąpiemy się nago/nauczymy cię palić/idziemy się całować, idziesz? Spoko. Nie? Zrobiłabyś herbaty.

Kiedy zakładam nogę na nogę na przymałej ławeczce na kinderbalu, widzę moją stopę obutą jednocześnie w paniusiowaty trzewiczek i stalkapę. Kiedy któraś wydyma wargi i mówi, że nie wytrzymałaby tyle z jednym facetem, uśmiecham się. Kiedy podczas porządków poświątecznych wypada mi z czeluści szafy zakurzony magicbox zostawiony z sentymentu, nie czerwienię się, ale i nie płaczę z tęsknoty, bo wiem, że był i wiem, że jakoś tam nadal jest.

W 2016 roku otwierają mi się nowe drogi, planuję rozejrzeć się za czymś innym, jakąś knajpą, w której jeszcze nie byłam. Poszukam, może wybiorę coś dla siebie, ale jestem już dużą dziewczynką, znam siebie na tyle, by wiedzieć, że ze wszystkich topinamburów świata najbardziej smakują mi kluski z dziurką. Żaden wstyd.

Rosół jest w każdej karcie.

TSM

Reklamy

5 uwag do wpisu “Prawo do schabowego.

  1. Wszyscy chyba znamy ludzi, którzy więcej. Więcej wiedzą, więcej posmakowali, więcej widzieli. Pół biedy, jeśli więcej przeczytali;-) Ale chyba tylko Ty potrafisz o nich napisać w taki sposób, że się uśmiecham jeszcze kilka minut po przeczytaniu tekstu.

  2. Nigdy nie nauczę sie jeść patyczkami.Uświadomiłam sobie ten fakt w przedostatni dzień starego roku.I postanowilam przestać się tego wstydzic Dojrzewam do tego by nastepnyme razem poproszę o sztućce 🙂 Dziękuję za ten tekst.Miłośnicy klusek z dziurką z wszystkich miast,łączcie sie;)

  3. Pingback: Szczeniaki. | Taka Sobie Matka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s