Kalendarz.

W czyim jesteś wieku?

Wszyscy. Absolutnie wszyscy. Czerwienią się, pocą, chrząkają, uciekają wzrokiem. Nigdy nie przypuszczałabym, że aż tak. Wymyślają absurdalne uniki, chwytają się jakichś nieziemskich bzdur, mrugają do mnie rozpaczliwie, o, jaki ciekawy świata, o, jaki wygadany, hihi, tego, żaden nie powie wprost, że nie ma ochoty udzielić odpowiedzi. Pierwszy myśli, że nie zrozumieli pytania, uprzejmie ponawia je więc w formie, w której tysiące razy zadawali je jemu.

Ile masz lat?

—————————————

Mam 3,5, może 4 lata. Jestem na wakacjach nad morzem, pierwszych, które pamiętam. W szufladzie biurka z ciemnobrązowego mdf-u trzymam zeszyt w kratkę i kredki. Któregoś dnia moja mama potrzebuje kawałka kartki i pyta mnie, czy może sobie wyrwać. Nie mogę pojąć, dlaczego pyta.

– No jak to? Przecież to twój zeszyt.

Coś jest moje. O czymś mogę decydować. Czyjeś (dorosłe!) działanie wymaga mojego przyzwolenia. Przechodzi mnie dreszcz. Potrafię na zawołanie odtworzyć go, dokładnie ten sam, dokładnie z tego momentu, długie lata.

***

Mam 6 lat. Uwielbiam w środku upalnego lata myśleć o zimie albo bardzo mroźnym rankiem (ogrzewamy węglowo, rano bywa naprawdę zimno) o nieznośnie gorącym lecie. Jestem już dużą dziewczynką i wiem doskonale, że zimą trzeba nosić rajstopki pod spodniami, a latem chodzi się w samym  krótkim rękawku, ale kiedy próbuję sobie to wyobrazić z drugiego końca roku, nie umiem, po prostu nie umiem w to uwierzyć. Ilekroć przywołuję w lipcu swetry i podkoszulki, aż swędzi mnie w głowie od czystej niemożliwości, rozkosznie swędzi.

***

Mam 13, może 14 lat. Co roku spędzam dwa miesiące w środku lasu, bez prądu, tojtojów, bieżącej wody. Z podobnymi sobie robimy na polanie za tubylców, trochę straszymy, trochę wabimy, ludzie zostawiają nam przed wyjazdem niedojedzone konserwy, przebieramy im grzyby.

Któregoś dnia rozbija się obok grupa osiemnasto-dwudziestolatków, sami faceci. Są śmieszni, nieinwazyjni, żywią się kartoflami i wódką. Czasem nasze matki nie wytrzymują i podrzucają im kotlety, co to niby zostały.

Wieczorami buzuje testosteron, nasze starsze siostry chichoczą w sposób, który już rozumiemy, ale którym jeszcze pogardzamy. Chłopcy skaczą przez ogień, jeden źle wymierza, zdziera sobie skórę od kolana do kostki. Jest tak znieczulony, że chociaż wcześniej, przy myciu, wyjmowałyśmy mu z nogi igły i korę z dziesięć minut, zwraca na nas uwagę dopiero, kiedy leję mu na piszczel jodynę.

Ludzie idą spać jeden po drugim, w końcu na balach po dwóch stronach paleniska zostajemy tylko ja i jeden z nich. Leżymy, patrzymy każdy w swoje gwiazdy, jest leniwie, bezpiecznie. Gadamy. Mówię mu, w co wierzę, on opowiada mi o rzeczach, o których, jestem pewna, nie opowiadał nigdy nikomu, których na głos nie mówił nawet sobie. Co jakiś czas budzi się i waha, patrzy na mnie dziwnie, ale po chwili przychodzi spokój i rozluźnienie – jesteśmy pod dwóch stronach kreski, nie wchodzę w grę, nie musi się spinać. Gdybym była tak o rok starsza, gdzieś koło trzeciej zaczęlibyśmy się całować. Ponieważ nie jestem, rozchodzimy się o piątej, bardziej z rozsądku niż potrzeby. Mimo wszystko jest trochę skrępowany, kiedy zalewając żar mówi mi dziękuję.

Rano na pomoście z daleka pokazuje mnie koledze.

Ty, to z tobą rozmawiałem całą noc?

Jego niedowierzanie nie sprawia mi przykrości. Przytakuję. Nigdy więcej nie zamieniamy słowa, nie pamiętam nawet, jak miał na imię.

***

Mam 18 lat. Leżę na parkowej ścieżce po tej stronie miasta, której porządni obywatele nie mają na mapach. Pływam. Zniekształcone rozmowy moich przyjaciół dochodzą do mnie falami. Co jakiś czas któreś z nich przelicza stado, sprawdza stan watahy, robi obchód. Ciepła ziemia oddycha w rytm mojego pulsu.

***

Mam 21 lat. Stary Ojciec siedzi w dużym pokoju w pozycji Starego Ojca. Wie, o co zapytam.

Tato, chcę zamieszkać z TSnieT. To znaczy, on się do mnie wprowadzi niezależnie od tego, czy się na to zgodzisz, ale jednak nie chciałabym tego robić jakoś za twoimi plecami.

Stary Ojciec wzdycha.

I co ja mam ci powiedzieć? Nie podoba mi się to, gówniarzeście są. I co, potem będziesz tego wyprowadzać i następnych wprowadzać?

Stary Ojciec wzdycha głośniej.

Spać na czym macie?

***

Mam 26 lat. Leżymy na tej samej rozjechanej kanapie, którą dostaliśmy na początek wspólnego mieszkania. Pierwszy niemiłosiernie kopie, mój brzuch faluje nieregularnie, TSprawieT bawi się w łapanie kończyn.

Pacz, motoryka na piątkę.

Żacham się, wbijam mu łokieć w żebra, zaczynam się śmiać i płakać jednocześnie. Ale bardziej śmiać. Jednak.

Dwa dni wcześniej dowiedzieliśmy się, że Pierwszy może nigdy nie chodzić.

***

Mam 29 lat. Wracam z łazienki, nie było mnie ze trzy minuty. Druga w gondoli wózka nadal śpi jak spała, pies rozwalił się na rogówce, Pierwszego dopadło na podłodze, coś mi tak właśnie wyglądał. Ściska w ręku autko. Zastanawiam się chwilę, czy go przenieść, ale ciepło jest, niech leży. Przymykam balkon, szukam koca, nastawiam czajnik. Uśmiecham się do najbliższej półgodziny.

————————————

Powiedziałam kiedyś komuś, że składam się z nieważnych obrazków. Wrzucam je w siebie byle jak, mieszają się, nakładają, zacierają, jedne na drugie puszczają farbę. Są takie, które pachną. Część ma podkład muzyczny. Bywa, że po latach z istotnej całości zostaje mi tylko faktura stołu.

Czasem kupuję dużo wina, siadam gdzieś, skąd widać horyzont i pozwalam swobodnie wypłynąć tym, które akurat mają ochotę. Dzięki temu wiem, że są. Coraz więcej i więcej: ładnych, brzydkich, bolesnych, kłujących, łagodnych jak serek waniliowy. Nie mam pojęcia według jakiego klucza wybieram te, które, jak te powyżej, wkładam w ramki i w miarę regularnie odkurzam.

Każda z tych pocztówek mogła wydarzyć się między innymi dlatego, że miałam dokładnie tyle lat, ile miałam. Że wiedziałam wystarczająco, ale nie zbyt wiele. Że mogłam być słaba, bo wielokrotnie byłam silna, że mogłam być silna, bo ktoś wcześniej pozwolił mi być słabą.

Mam 30 lat. Mój wiek to wynik skomplikowanych podzieleń, niespodziewanych pomnożeń, wielokrotnego dodawania. Kiedy potrzebuję, mam do czego wracać, kiedy chcę nowego, mam na czym budować. Nie wiem, z jakiego powodu miałabym się krztusić przy 42, czemu przez gardło ma mi nie przejść 56, nie jest dla mnie oczywiste, że 83 to dramat.

Nie mam pojęcia, ile czeka mnie jutr; jestem szczęśliwa, że mogę mieścić w sobie już aż tyle wczoraj.

TSM

Reklamy

9 uwag do wpisu “Kalendarz.

  1. Piękne, ech…
    Człowieka budują różne historie. Nie musimy ich rozbijać na mozaikę i składać w dłuższe, coś wtedy stracą po bokach. Sfilcowane, ze skróconą metryką, są jak koncentrat – niby najważniejsze wyciągasz, ale pełni nie ma. Wydaje mi się, że skracanie, cofanie peselu to jakby niepogodzenie z własnym ja i wstyd związany z tym co pomalowało nas od środka. Nie wiem tylko przed czym ten wstyd – lustrem czy przed innym okiem. Wiele razy widziałam zdziwienie, gdy po trzydziestce nie miałam problemu z liczbą własną. Trochę to nawet zabawne.
    Lubię tą Twoją normalność 😉
    A jeśli urodziny gdzieś w okolicy są – szczere najlepszego 😉

  2. lubię Cię czytać, intryguje mnie Twój kompletnie inny sposób myślenia niż mój 🙂
    Takie konkretne zakotwiczenie w teraźniejszości, w przeciwieństwie ode mnie, który uważa, że dawniej wszystko było bardziej sensowne a przyszłością to się można wyłącznie martwić (zwłaszcza odkąd mam dziecko – chociaż obiecywałem sobie, że przy dziecku to będę bardziej tu i teraz…)
    Wprawdzie przez to nie zawsze chwytam istotę tekstu, czy właściwe nieoczywiste dla mnie skojarzenie (akurat nie w tym przypadku), ale już sama forma wyrażenia myśli jest już fascynująca.

    No i tak porównując – jak piszesz, „składam się z nieważnych obrazków. Wrzucam je w siebie byle jak, mieszają się, nakładają, zacierają, jedne na drugie puszczają farbę (…)” tak ja o sobie mógłbym powiedzieć, że składam się głównie z niepamięci.
    I nie lubię wspominać swojej przeszłości. Tak samo jak nie lubię przeglądać swoich zdjęć. I w sumie nawet same zdjęcia nie przywołują żadnych konkretnych wspomnień, takich jak to na filmach bywa, że osoba widząc zdjęcie opowiada o okolicznościach. Może za młody jestem, jak będę mieć 80 na karku to może tak to zadziała 😉

    W każdym razie, jak już wspomnienia same wyłażą, to – gdybym miał wehikuł czasu – prawie w każdym znajduje się jakaś zadra, którą chciałbym poprawić…
    Inna sprawa, że niekoniecznie byłoby to w dłuższej perspektywie dobre – czasem przypominają się takie kluczowe, że gdybym poprawił to co się wydarzyło, czy podjął właściwszą decyzję z obecnego punktu widzenia, to niekoniecznie reszta wydarzeń potoczyłaby się tak, że byłbym bardziej usatysfakcjonowany swoim życiem…

    a co do wieku, to takie pytanie by mnie zawiesiło na chwilę, bo nie pamiętam swojego wieku. Podać rok urodzenia – nie ma sprawy, ale wiek musiałbym sobie przeliczyć. Jakoś odkąd minąłem się z 30 coraz mniej myślę o swoim wieku jako liczbie. Częsciej jako o poczuciu, że świat zmierza ku przepaści, 18 lat kończą gówniarze co to dopiero co byli w przedszkolach, a poza tym ta dzisiejsza młodzież…

  3. U mnie za sześć miesięcy Pówiecze… nie mogę się doczekać 😉 Mnóstwo ‚obrazków’ w skłądziku, jedne kocham, drugie kocham nienawidzieć. Wszystkie chętnie oglądam. Pozdrawiam.

  4. Lubié tak podane wspomnienia:))))Kazdy ma kilkanascie intensywnych przeblyskow z przeszlosci:)
    Sorki za brak polskich znaków, cos dziwnego stalo sie z moja klawiatura, a koniecnzie chcialam dac ci znac, ze tekst zrobil na mnie duze wrazenie i przywolal wiele wlasnych wspomnien.Dziekuje:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s