O ludziach, którzy nie powinni pić kawy.

W środku dnia o zupełnie nijakiej godzinie dzwoni do mnie dobra znajoma/kandydatka na przyjaciółkę. Słuchawka zaczyna puchnąć, zanim cokolwiek powie, rozmaka mi w rękach.

Szlocha ze zrezygnowaniem, bez desperacji, systematycznie; jakby orała pługiem to swoje zasrane poletko, z jednego końca na drugi. Że ona już, kurwa, nie może, nie zniesie więcej, nie uniesie. Że on też, czwarty z rzędu w najbliższej rodzinie, ma raka. Że ona wie, że to logiczne, że wszyscy na nią patrzą, że ona będzie z tymi odżywkami jeździć, że załatwi, podpowie, w końcu przechodziła to tyle razy. Ale ona, kurwa, ma dość, ona nie zdzierży jeszcze jednych ust tak zeżartych grzybicą, że człowiek się boi, że od tej rurki do picia odpadną. Ją podnosi, jak czuje zapach koktajlu z jarmużu, co to ma dużo żelaza. Inni też będą wiedzieć, czy jest szansa czy nie, nie musi im ona tego oznajmiać, to przecież do kurwy nędzy widać, umierającego człowieka nie da się z niczym pomylić.

Dwa dni później idziemy na kawę, jemy ciasto czekoladowe. Śmiejemy się.

***

Dawna przyjaciółka/kandydatka na dobrą znajomą ni z tego ni z owego pyta mnie o lekarza dla dzieciaka, rezonans, cośtam. Podejrzane to cośtam, czekam. Okazuje się, że zupełnie bokiem wyszło, że jej ukochany roczny synek ma genetyczne omsknięcie, które sprawia, że może mieć guzy wszędzie: w oku, uchu, mózgu, kościach, wątrobie. Na razie nie ma, sprawdzili, co się dało. I tak już będą sprawdzać. Co roku. Zawsze, gdy zaboli go głowa, gdy nie zgoi się siniak.

Siedzimy u niej na chacie, pijemy kawę. Trochę jeszcze momentami tępo patrzą w ścianę, to nowa sprawa, ale bakłażany wyszły wyśmienicie.

***

Przyjeżdżamy do domu z Pierwszym, moje stado dostaje zaproszenie na oględziny. Wiedzą, jak jest, wiedzą, jak może być, znali diagnozę wcześniej niż nasi rodzice. Trochę bali się o mnie, czujni, czekający, bo dwa tygodnie po porodzie kontaktowaliśmy się wyłącznie przez TST, ale jesteśmy już po piwie, obwąchali mnie, zmacali, wiedzą, że damy radę. Są autentycznie ciekawi młodego, to nasze pierwsze drużynowe.

Pierwszy leży w plastikowym leżaczku-bujaczku na środku pokoju. Trochę zawadza, przesuwam leżaczek nogą pod ścianę bardziej. Słyszę ciszę. Potem śmiech. Najpierw nieśmiały, z każdą sekundą nabiera mocy, staje się jasny, lekki. To śmiech ulgi. Bo że ja go tą nogą. To nasze chore dziecko. Bo oni niby myśleli, bo ja to ja, ale w sumie nigdy nie wiadomo. A ja go tą nogą. Czyli że będzie można iść ze mną na kawę.

***

Przez przypadkowy link włażę na bloga dziewczyny w moim wieku, matki potencjalnie niepełnosprawnego dziecka. Czytam, jak się szarpie i zamieram: widzę siebie sprzed półtora roku, I’ve been there, done that, dokładnie, krok po kroku. Tonę w niej i nie mogę uwierzyć, jak szybko można zapomnieć, jak wszystko się zaciera. Piszę do niej maila.

Pijemy piwo. Jedno, drugie, czwarte. Gadamy. Trochę o dzieciach, trochę o historiach, trochę o przypadkach. A trochę nie. Ma przerażająco mocną głowę, z trudem wracam do domu; obiecuję sobie, że następnym razem zaczniemy od kawy.

—————————————————————————–

Ostatnio był Dzień Dziecka Utraconego. Zorka linkowała film. Mówi w nim, że ma ochotę powiedzieć, że Martynka też miała czarne włoski, jak się urodziła, że jakby była donoszona, to pewnie miałaby włosy do ramion. Nie może. Ludzie z garbem dramatu nie mogą tak po prostu napić się wódki nie z rozpaczy, zakląć nie przeciw niebu. Tacy ludzie nie sikają, nie robią zakupów w tesco, nie jeżdżą tramwajem. Nic nie robią zwyczajnie.

Czasem to pomaga. Jak się tak obudować własnym heroizmem, zapamiętać w dzielności, to znajdzie się nawet i namiastka sensu.

Całe szczęście większość to jednak ci, którzy defilują przede mną, kiedy siedzę w kawiarni przed przeszkloną ścianą. Od wieków dil mamy taki – oni umilają sobie czekanie na autobus lipiąc mi się w talerz, ja do słodkiej bułki zamiast do gazety zaglądam im do worków. Tych, które wleką za sobą, ciągną, pchają; różnie. Tych z ojcem alkoholikiem, matką z przypadku, dwudziestoletnią siostrą o umyśle trzylatka, dzieckiem, które się urodzić mogło, albo tym, które niepotrzebnie się urodziło. Czasem ktoś im ten bagaż niechcący przydepnie, rozkrwawi; czasem o coś zahaczą i rozlewa się coś, co już dawno powinno być na amen przyschnięte. Stają wtedy trochę w pustce, nawet najżyczliwsi nie wiedzą, co powiedzieć, jak zareagować.

A przecież oni wszyscy, z tą własną-codzienną, indywidualną-powszechną tragedią za rękę, z tą śmiercią pod depo, idą do kogoś na kawę.

TSM

Reklamy

12 uwag do wpisu “O ludziach, którzy nie powinni pić kawy.

  1. Tak. To wygląda chwilami jak epidemia grypy…
    Trzeba żyć pomomo wszystko. Ja wierzę, że szczególnie trudne doświadczenia są BARDZo po COŚ.
    Jeszcze nie odnalazłam w pełni tego sensu…

  2. Jak to jest, że ktoś nagle komuś z głowy wyciągnie rzecz i tę rzecz się nagle przeczyta na blogu, gdzieś w internecie? Jak powiedzieć, żeby nie przegadać i jak zrobić taki image tego co w nas, żeby nie za dużo patosu, a tak normalnie, tak naprawdę… trochę mój worek rozdrapałaś, ale on cały czas, od dwóch lat taki niezawiązany do końca. Czasem na cmentarzu się z niego uleje albo nawet w biały dzień, kiedy piję kawę i patrzę na wygłupy tej drugiej, młodszej. Dzięki!

  3. Są blogi, które czyta się łatwo, prosto i przyjemnie. Do kawy i ciastka. Są takie, których się nie rozumie. Jak nie rozumiem tostów z dżemem pomarańczowym. Są takie jak Twój – kiedy każde słowo trzeba dwa razy przemielić w umyśle zanim wypluje prawdziwy, głęboki sens. Takie do mocnej, czarnej kawy. Dziękuję.

  4. Wciągasz jak bagno. Nawet nie wiem, czy to jest kwestia mojej wolnej woli, ale muszę u Ciebie zostać i wyczytać wszystko do ostatniej kropki. Zazwyczaj pozostaję blogowym stalkerem i tylko się snuję bez gadania, ale Twoje piękne rzemiosło zmusiło mnie do pozostawienia komentarza. Urocze i wdzięczne.

  5. Pingback: Tekst roku. | Taka Sobie Matka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s