Takie Sobie Święto.

Pierwszy ogląda bajki dwa razy dziennie, trzy po śniadaniu przed przedszkolem, trzy po kolacji przed myciem. Plus minus. Nam idzie o to, żeby nie dłużej niż pół godziny, on jeszcze nie czai, że trzech Strażników Miasta to tyle co 4,5 Tomka albo 9 Nienormalnych Thomasów, więc wychodzi różnie. Zwykle obie strony są zadowolone.

Dzień lewy jakiś, oboje jesteśmy bardzo zmęczeni, Druga wrazidlata wyjątkowo, padnięta i z katarem, sprzątamy po kolacji, dawkujemy syropy, nastawiamy zmywarki, odciągamy gluty, odpychamy psa, ograniamy cowieczorne telefony od dziadków czy-ty-wiesz-że-on-nie-ma-butów-zaziębicie-te-dzieci. Obijamy się o siebie na autopilocie, nasterowani na zagodzinę. Pierwszemu się uwidziało, że on chce bajkę już zaraz teraz. Tato, a czy puścisz mi bajkę? Tato, czy mógłbyś puścić mi bajkę? Tato, a kiedy puścisz mi bajkę? Tato, a kiedy to jest za trzy minuty? Tato, a ja chciałbym bajkę. Tato, a włączysz mi komputer? Na każde pytanie dostaje odpowiedź.

Kiedy w końcu TST ma dwie ręce potrzebne do pochylenia się nad klawiaturą, traci się sieć.

Tato, a naprawisz komputer? Tato, to może na komputerze mamy. Tato, a jest już internet? TATO, A PUŚCISZ MI BAJKĘ?

SYNKU, puszczę ci bajkę, jak zwykle, jak co wieczór, jeśli uda mi się naprawić internet. Jeśli nie zadziała, spróbujemy na laptopie mamy, ale może być tak, że nie będzie dziś bajki. I już. I tak bywa.

– [dobitnie, krótko, przywołując ojca do porządku] Nie krzycz na mnie.

[Tu trzeba Wam wiedzieć, co u mnie w domu oznacza „krzyk”. Żyjemy tak raczej w dźwiękowej próżni, przejęliśmy to po teściach, wbrew mojemu wianu. Jedyną osobą regularnie podnoszącą głos w naszym stadle jest Druga i do dzisiaj budzi to głównie konsternację, nawet u psa. W standardowej skali TST co najwyżej przyjął ton stanowczo-zirytowany.]

Nie chcę na ciebie krzyczeć, ale najwyraźniej muszę, skoro kiedy dziesięć razy [najwyżej sześć] powtarzam ci to samo normalnie, nie słyszysz mnie lub nie chcesz mnie zrozumieć.

Ja rozumiałem, tato [spokojny, lekko zdziwiony]. Ja po prostu nie umiałem wytrzymać. 

Youtube zamrugał.

————————————————–

Wiecie, co to jest, ta scenka? To jest nasz ogromny sukces.

Jak już wspominałam, potomków tresujemy. Dobrze nam idzie: bez gadania chodzą spać o 19:00, nie grymaszą przy jedzeniu, mówią (ten, co mówi) dzieńdobry, dowidzenia i dziękuję. Jesteśmy potwornie nieczuli na cierpienie związane z niemożnością zjedzenia piętnastej czekoladki, histerie córki (syn nie miewał) niezmiennie nas bawią (Druga jest właśnie na etapie dawania za wygraną, ale jeszcze zerka z ukosa jednym okiem, czy aby), zbyt długie dyskusje kończymy kategorycznie z pozycji siły. We własnej hierarchi jesteśmy od dzieci ważniejsi. Uważamy się za mądrzejszych. Mamy więcej do powiedzenia i częściej mamy rację. Jeśli wierzyć mojej matce, stosujemy stały terror psychiczny, tłumimy ich indywidualność pruskim drylem i klęczeniem na grochu, a fakt, że słuchają nas bez większych buntów, można wytłumaczyć jedynie syndromem sztokholmskim. Kiedy idę do sklepu, zabieram specjalną siatkę na mordercze spojrzenia i oburzone cmokania: co ciekawe, najwięcej dostaję nie wtedy, kiedy mówię Pierwszemu, żeby przestał jękolić, tylko kiedy po takiej prośbie faktycznie przestaje i pyta o jajko niespodziankę normalnie i po ludzku.

Nie mieliśmy nigdy planu na wychowanie – kilka założeń, kilka podpatrzonych cudzych głupot, tępym ołówkiem nakreślonych granic. Chcieliśmy, żeby małe dobrze znały swoje miejsce w szeregu, żeby wiedziały, co przejdzie, a co raczej nie – zależało nam na tym, bo jasne postawienie spraw bardzo ułatwia życie, wszystkim. Wymagało to oczywiście wypracowania sposobów na w miarę bezbolesną i efektywną komunikację skrojoną na miarę. Mówienie do Drugiej językiem, którym posługujemy się z Pierwszym, byłoby nieporozumieniem, nawet pomijając różnicę wieku. A, o tym nie wspominałam? My z dziećmi nałogowo rozmawiamy.

Zakrawa na ironię losu, że za najbardziej brutalne Pierwszy, cicho, poczekaj chwilę, rozmawiam teraz z babcią, kiedy skończę, porozmawiam z tobą uważają ci, którzy traktują wypowiedzi istot poniżej metra jak jednostajny szum. Widzę ich wszędzie: na placu zabaw, na poczcie, w biedrze – mówią nad młodymi, obok nich, przez nie. Machinalnie potakują, chwalą, kiedy mają potrzymać, robią babkę, kiedy mają wyjaśnić, kretyńsko szukają ptaszka, jakby za tym wróbelkiem/gołąbkiem/koteczkiem faktycznie dało się ukryć, że nie zrozumieli pytania. Stałemu zestawowi standardowych odzywek na absolutnie każdą okazję szybko zaczyna towarzyszyć zestaw równie automatycznych odpowiedzi bez sensu, bo bidne krasnale wchodzą w rolę – dzieci stają się infantylne, dorośli nie muszą się zastanawiać, świat toczy się swoim rytmem. A jak robi piesek? Oczy jak spodki, ten przedostatni raz. Jaki piesek? Co mnie na miłość boską obchodzi piesek, skoro pokazuję ci kamień?! Zupełnie jakby prawo do treści nabywało się gdzieś z pierwszą komunią.

Dialog u góry, banalny, błahy i powszedni, zalazł mi za skórę od razu, czasem tak mam. Pozwoliłam mu dojrzeć, dopiero pod prysznicem zrozumiałam, co zaszło, dlaczego tak mnie uderzył, zatrzymał. Otóż Pierwszy się nie tłumaczył, on tłumaczył nam. W momencie, kiedy tłamszony od zawsze (a jakże!) zaczyna zyskiwać autonomię, kiedy wypączkowywuje w coś coraz bardziej osobnego i swojego, okazuje się, że wierzy w słowoOn ufa – już teraz nie instynktowną ufnością niemowlęcia, ale wtórną, świadomą – że mówienie do nas ma sens. Że jego zdanie, pobudki, argumenty, dyskomfort są warte wypowiedzenia, niezależnie od tego, czy coś zmienią – zwyczajnie dlatego, że ktoś ich wysłucha, że do kogoś trafią.

Nie do końca wiem, jak to się stało, ale daliśmy Pierwszemu Głos.

TSM

Reklamy

8 uwag do wpisu “Takie Sobie Święto.

  1. Ja tez tak chce. Chce, abysmy rozmawiali z naszym dzieckiem i slyszeli, co do nas mowi. Poki co, moim sukcesem wychowawczym jest to, ze przestalam czytac „madrosci” na temat wychowywania dzieci, a zaczelam ufac wlasnej intuicji. On nie czytal, wiec nic jeszcze nie osiagnal;-) Coz tego wyjdzie, okaze sie. Dalszych Takich Sobie Sukcesow zycze!:-)

  2. Rozczulająca historia z codzienności… ach jakże marzę, by dostrzegać, doceniać mądrość dziecka. Oczywiście bez zbędnego zachwycania się i roztrząsania nad maluchem. Raczej zachowując to dla siebie 🙂 Ewentualnie dzieląc się z innymi dorosłymi i na blogu… kiedyś. Teraz właśnie z okazji Dnia Nauczyciela zrobiłam sobie prezent i napisałam taki tekst o dzieciach. Lub o dorosłych. :p

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s