Umyj ręce.

Mój problem polega na tym, że ogólnie to ja wszystkich rozumiem. Umiem wejść w skórę bardzo różnych ludzi, jestem królową logicznych wnioskowań, które prowadzą do skrajnie sprzecznych rezultatów, potrafię na potrzeby dyskusji stać się adwokatem każdego diabła. No ok, niech będzie, że prawie każdego, ale margines przyjmuję tak wąski, że częściej łapię się na relatywizm moralny niż empatię. W sensie, że przypadkowy interlokutor prędzej uzna mnie za osobę kompletnie pozbawioną kręgosłupa niż postawi pomnik mojej przenikliwości i zrozumieniu dla Innego.

Postawa ta wynika z dwóch prostych, wzajemnie uzupełniających się faktów. Po pierwsze, jestem obrzydliwie pragmatyczna, co pogłębia się z wiekiem. Przełknęłam na przykład, że istnieją kobiety, które żyją w świecie, w którym to, że ktoś je bije, jest normalne. Nie mówię, że to dobrze. Wiem natomiast, że kategoria „ofiary” jest dla nich absurdalna, zrobiona w suahili. Rozumiem to. Długie akademickie rozmowy o życiu i śmierci, niemające ani z tym życiem, ani tym bardziej z tą śmiercią kompletnie nic wspólnego, przestały mnie bawić już jakiś czas temu i stały się zwyczajnie nużące. Najwyraźniej rzeczywiście na wszystko jest czas, mój bon na abstrakcyjne bójki światopoglądowe wykorzystałam w liceum.  Po drugie, zawsze w ostatecznym rozrachunku liczyłam się ja i moje stado. To egoizm chyba jest, albo, jeśli mnie ktoś bardziej lubi, rozsądne gospodarowanie zasobami. Znam swoje ograniczenia, bardzo się staram odpowiadać choćby za siebie, dźwigam to, co umiem udźwignąć. Nie spędza mi snu z powiek pokój na świecie i głód w Somalii.

Mimo tego wszystkiego ostatnie okołouchodźcowe sprawy zupełnie wbrew woli wywołują mój niepokój. Nie dlatego, że chciałabym uszczelniać granice, chronić Drugą przed muzułmańskim gwałtem albo Pierwszego przed allahową indoktrynacją. Nie dlatego, że boję się multikulti albo że o-jejku-jejku co powie o nas, warchołach bez czci, postępowa zachodnia Europa. Że jak tak można albo że przejrzycie na oczy. Mam na to wyrąbane. To jest pyskówka, wojna na linki, powtarzanie echem cudzych opinii podawanych jako fakty, martwe dzieci, wykrzywione twarze kobiet, umięśnieni wojownicy, opium i igrzysko. Nie rusa mnie to, serio. Trochę mi powieka zadrgała przy zgniłym mięsie, bo zawsze mi drga, kiedy okazuje się, że ludzka głupota może sięgać jednak głębiej, niż mi się wydawało. Idiotyczne to, bo zawsze sięga; mogłabym już się przestać dziwić. Ale.

Martwi mnie międzywiersz, nieuchwytny flow, destylat z tysięcy przeczytanych komentarzy pod artykułami w różnym tonie.

Nigdy jakoś specjalnie nie zaskakiwało mnie, że kiedy kogoś biją pod klatką, pół bloku udaje, że śpi. Lęk o siebie, najbliższych i święty spokój jest naturalny – żeby go przemóc, potrzeba heroizmu, a ja heroizmu od ludzi nie wymagam; mało jest rzeczy, które wychodzą gorzej niż planowane zaocznie bohaterstwo. Ale teraz jakoś tak wydaje mi się, pod skórą czuję, że więcej niż zwykle jest tych, którzy, gdyby im bili na osiedlu takiego ciapatego, zostając w mieszkaniu uśmiechaliby się pod wąsem. Pod sercem. Głęboko za wątrobą. Przed samymi sobą by udawali, że to ze strachu, jak zwykle, bo to w końcu porządni obywatele, ale w ich bierności byłaby nie-bierność. Autentycznie przeraża mnie, że tłuczona do zerzygania papierowa ideologia może mieć takie skutki; że aż tak straszliwie zlewa nam się teoria z praktyką, tłum z jednostką.

A przecież tak naprawdę to to jest w ciul proste. Uważaj, co ci się żywnie podoba. Organizuj marsze. Domagaj się informacji i interwencji. Nie ufaj, bój się i zabezpieczaj. Dyskutuj. Gardłuj. Zapalaj się. Nie siadaj z arabusem do stołu. Broń kultury i tradycji. Poważnie mówię, bez krztyny sarkazmu: to twoje święte prawo.

Ale kiedy dwie ulice dalej chcą zrobić konkretną krzywdę konkretnemu komuś, kto nie jest niczemu winien, nigdy nie mów, że może to i dobrze. To nigdy nie jest dobrze.

Po prostu nie.

TSM

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Umyj ręce.

  1. „A przecież tak naprawdę to to jest w ciul proste. Uważaj, co ci się żywnie podoba. Organizuj marsze. Domagaj się informacji i interwencji. Nie ufaj, bój się i zabezpieczaj. Dyskutuj. Gardłuj. Zapalaj się. Nie siadaj z arabusem do stołu. Broń kultury i tradycji. Poważnie mówię, bez krztyny sarkazmu: to twoje święte prawo.

    Ale kiedy dwie ulice dalej chcą zrobić konkretną krzywdę konkretnemu komuś, kto nie jest niczemu winien, nigdy nie mów, że może to i dobrze. To nigdy nie jest dobrze.”

    I dlatego właśnie tak bardzo podoba mi się postawa Zofii Kossak-Szczuckiej. Przed wojną głównie z powodów ekonomicznych (choć nie tylko) pisała artykuły za pozbyciem się Żydów. Ale kiedy zaczęto ich mordować wtedy ona założyła Żegotę. I naprawdę nie ma w tym dysonansu i tego, że niby przekonała się że jej poglądy były błędne (jak próbują pisać niektórzy publicyści). Nie. Ona dalej uważała co uważała. Jej postępowanie było do bólu logiczne i sensowne. Ale niektórym chyba nie mieści się to w głowach.

  2. Pingback: Szczeniaki. | Taka Sobie Matka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s