Czytam sobie.

Pierwszy czyta.

Nasza zasługa w tym praktycznie żadna – od zawsze miał jobla na punkcie różnego rodzaju dźwięków, zainteresowanie znaczkami, które oznaczają dźwięki, przyszło samo. Ponieważ w dodatku od samego początku nie były to dla niego abstrakcyjne głoski, tylko początki słów (bo bez problemu słyszał, na co zaczyna się koń, musztarda czy jeżyk), alfabet (łącznie z cz, sz, ć, etc.) opanował bardzo szybko. Gdzieś przeczytałam, że następny etap to łączenie sylab, zaczęliśmy więc coś próbować, bo się garnął, ale nie szło; poza tym jakoś głupio nam było, i tak na nas wszyscy patrzyli jak na wariatów, co jest o tyle zrozumiałe, że miał ze dwa lata wtedy. Potem dostał od kogoś literki-magnesy na lodówkę i okazało się, że to nie on był za mały, tylko metoda zła: miało być K-O-T, a nie MA-MA. Po tym pierwszym kocie (do którego się nikomu nie przyznaliśmy, a teraz plujemy sobie w brodę, bo nie pamiętamy daty, miał może ze dwa i pół roku) puściły się już ciurkiem wszystkie S-K-O-D-Y F-A-B-I-E, F-I-A-T-Y U-N-O (to jest bardzo stare auto, mamusiu) i O-P-L-E C-O-R-S-Y (z tym było trochę zachodu; do dziś czasem czyta C jak K, albo pyta, czy to jest C po angielsku czy nie). Słowa łykane na raz stopniowo się wydłużały, zaczęło go bawić ich rozkładanie, rymowanie, zamienianie głosek… Ci, którzy mają fejsa, wiedzą, że dwa tygodnie przed trzecimi urodzinami doszła perlokucja – przeczytane P-O-K-A-Ż O-W-O-C-E wyszło z kartki i kazało mu, no, pokazać owoce, a jakże. Dla mnie wtedy symbolicznie stał się czytelnikiem, wchłonął istotę słowa.

Zaczął czytać absolutnie wszystko. Z-A-K-A-Z P-A-L-E-N-I-A T-Y-T-O-N-I-U, W-Y-J-Ś-C-I-E B-E-Z-P-I-E-C-Z-E-Ń-S-T-W-A, P-O-Ż-Y-CZ-K-A P-O-Z-A-B-A-N-K-O-W-A… Do spojrzeń „biedne-maltretowane-dziecko-chorych-z-ambicji-rodziców-masz-tu-cukierka” jestem poniekąd przyzwyczajona, ale przy P-O-J-A-Z-D M-O-N-I-T-O-R-O-W-A-N-Y (to jest bardzo długa nazwa, prawda?) postanowiłam, że może jednak zapewnię mu jakąś lekturę stosowną do wieku i zainteresowań.

I pojawił się problem.

Elementarz – nudny. Książki dla dzieci – za dużo tekstu za małą czcionką, przeznaczone do czytania przez dorosłych. Tuwim i Brzechwa – zna na pamięć, nie czyta, a zgaduje. Książki dla maluchów – pojedyncze słowa, bez fabuły. Książki dla starszych dzieci – dla starszych dzieci.  Jak już nawet coś było, co móglby sam, to zwykle okazywało się obrzydliwie dydaktyczne, przestarzałe, na kilometr jadące Konopnicką. Ogólnie – lipa.

Uratowała nas niespodziewanie Druga Matka, wlokąc skądś polecone Czytam Sobie. Zakochaliśmy się, wszyscy, łącznie z Drugą, na zabój.

W tych książeczkach wszystko jest idealne. Są odpowiedniego formatu, lekkie, cienkie, na matowym, szorstkim, przyjemnym papierze. Ilustrują je absolutni współcześni mistrzowie literatury dziecięcej, a mimo to (a może właśnie dlatego)  w każdej  wiadomo, gdzie troll ma oko i można mieć pewność, że pies to pies. Pod dużymi literami zostawiono dokładnie tyle marginesu, żeby śledzić je mógl każdy paluch i paluszek. Pisane prześlicznym, bogatym językiem (utytłać! sus! bogin! sam jak smalec!), opowiadają historie króciutkie, proste i urocze, ale nie infantylne. Na końcu mają naklejki i dyplom. Kosztują dychę. Udowadniają, że produkt dla najmłodszych może być po prostu bezpretensjonalnie dobry.

Pierwszy po łyknięciu Kacpra i Plastra sam z siebie zaczął sylabizować. Ostatnio (ma trzy lata i 5 miesięcy, teraz już zapisujemy ;P) cztero-pięcioliterowe wyrazy składa w głowie, przymierzamy się więc do poziomu drugiego. I wiecie, choć było prawie pewne, że tak będzie, to jednak:

– Pierwszy, choć do stołu, kolacja już jest.

– Mamo, nie mogę, ja przyjdę później, dobrzeeee? Bo ja teraz czytam sobie.

przepotwornie mnie wzrusza. Tyle przed tobą, Synku. Szykuj się.

TSM

Reklamy

5 uwag do wpisu “Czytam sobie.

  1. na teraz to „Piłka Eli” C. Kruusval – zwłaszcza mógłby czytać siostrze ;-P
    a na poziom drugi to oczywiście Albert Albertson się nada 😀

    gratuluję bystrego synka 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s