List.

No i widzisz, coś narobiła, głupia? Siedzę na tym balkonie, kończę butelkę, a przecież miałam nie pić, bo jestem teraz zdrową daj boże stale kurczącą się tkanką narodu.

Stanowczo za dużo używasz kapitalików i wykrzykników, nigdy cię (darujmy sobie wielkie litery, dobrze?) o to nie podejrzewałam. Mogłabyś mówić jakoś konkretniej, byłoby cię z czego rozliczyć, z czym skonfrontować.

Wiesz, nie podejrzewałabym, że aż tak się o mnie martwisz. Wydawało mi się, że dobrze cię widzę, że masz wyraźne kontury, ale jakoś nie pamiętam, żebyś na co dzień taka zatroskana chodziła, może wyparłam. Zdaję sobie sprawę, że to nie z czarnowidztwa, ty po prostu lubisz scenariusze – wszystkie możliwe – i postanowiłaś dać mi rady na wypadek tych najgorszych, ale rili, myślałam, że wierzysz we mnie bardziej. W końcu znałyśmy się trochę, nie? Nieważne. Co zabawne, jedyna rzecz, której nie potrafiłaś sobie wyobrazić*, stała się. Lekcja dla mnie.

Pytasz, czy dni mnie cieszą. No jaha. Dzisiaj na przykład Druga była ze mną całkowicie kompatybilna (co się rzadko zdarza), jej głowa pachniała budyniem waniliowym, a Pierwszy dostał rower. Światło ma już tę niesamowitą, sierpniowo-wrześniową, miodową gęstość, którą obie tak lubimy – wprawdzie wolę ją oglądać trochę później, niż na spacerze o 6:05 rano, ale niech tam.

A’propos, tego Hoffmana:

Na przykład: obłok. Dla jego ujrzenia jestem cały stworzony na nowo. Właśnie w chwili, kiedy on płynie.

Albo i trawa.

Rzeczy mnie cieszą

nie pamiętałam akurat. A ładny, masz rację. Ale całość mam. Wiesz, że to się sztambuch nazywa? Śmieszne słowo.

Czy dalej wiem, gdzie na niebie jest Kasjopeja? Wiesz, w mieście jest z tym ciężko, za jasno. Dlatego sobie ją wytatuowałam. Jest max kiczowata; trochę szkoda, że nigdy jej nie zobaczysz, spodobałaby ci się.

Piszesz: Słonko! Żyj tak, abym (dżiz, co za maniera) mogła być z ciebie dumna. I abyś mogła powiedzieć: jestem sobą. I tyle. No ba, pikuś, stara. Bułka z masłem. Ale wiesz, co ci powiem? Nie jest źle. Chyba daję radę. Ciągle mamy te same podstawy, co świadczy tak samo dobrze/źle o mnie, co i o tobie.

—————————–

Mam trzydzieści lat, dobre życie i mnóstwo powodów do świętowania, do których właśnie doszedł kolejny, jak się nad tym chwilę zastanowić, olbrzymiego kalibru. Okazało się, że jakimś nieziemskim zbiegiem szczęśliwych przypadków udało mi się do dzisiaj nie zdradzić piętnastoletniej siebie.

Salute!

TSM

*wszystkie fragmenty kursywą pochodzą z listu, który piętnastoletnia TSM wysłała w 2000 roku do mnie, TSM trzydziestoletniej. Piętnaście lat! Poczta w Czasie bywa zawodna, ale Młoda dobrze wybrała kuriera.

Reklamy

6 uwag do wpisu “List.

  1. Ja – kilkunastoletnia?
    Gdyby nagle, tu, teraz, stanęła przede mną,
    czy miałabym ją witać jak osobę bliską,
    chociaż jest dla mnie obca i daleka?

    Uronić łezkę, pocałować w czółko
    z tej wyłącznie przyczyny,
    że mamy jednakową datę urodzenia?

    Tyle podobieństwa między nami,
    że chyba tylko kości są te same,
    sklepienie czaszki, oczodoły.

    Bo już jej oczy jakby trochę większe,
    rzęsy dłuższe, wzrost wyższy
    i całe ciało obleczone ścisle
    skórą gładką, bez skazy.

    Łączą nas wprawdzie krewni i znajomi,
    ale w jej świecie prawie wszyscy żyją,
    a w moim prawie nikt
    z tego wspólnego kręgu.

    Tak mocno się różnimy,
    tak całkiem o czym innym myślimy, mówimy.
    Ona wie mało –
    za to z uporem godnym lepszej sprawy.
    Ja wiem o wiele więcej –
    za to nie na pewno.

    Pokazuje mi wiersze,
    pisane pismem starannym, wyraźnym,
    jakim ja nie piszę już od lat.

    Czytam te wiersze, czytam.
    No może ten jeden,
    gdyby go skrócić
    i w paru miejscach poprawić.
    Reszta niczego dobrego nie wróży.

    Rozmowa się nie klei.
    Na jej biednym zegarku
    czas chwiejny jeszcze i tani.
    Na moim dużo droższy i dokładny.

    Na pożegnanie nic, zdawkowy uśmiech
    i żadnego wzruszenia.

    Dopiero kiedy znika
    i zostawia w pośpiechu swój szalik.

    Szalik z prawdziwej wełny,
    w kolorowe paski
    przez naszą matkę
    zrobiony dla niej szydełkiem.

    Przechowuję go jeszcze.

    Kilkunastoletnia, W. Szymborska

    :*

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s