Życie jak w paleolicie.

Miało być oczywiście zupełnie o czymś innym, miało być o słowach i o hejcie i o jejku jejku, ale muszę, po prostu muszę podzielić się z Wami moim niedawnym przypadkowym odkryciem.

Otóż okazało się, że moje zadowolenie z życia nie dowodzi upośledzenia umysłowego, syfiarstwo nie wynika z lenistwa, fascynacja biologią w postaci wszelkiej maści wysięków ma podstawy naukowe, a organiczna niechęć do kapci nie wiąże się z wypartym traumatycznym wydarzeniem z wczesnego dzieciństwa. Wszystko poskładało się w całość, doznałam olśnienia. Nie jestem lewa. Jestem prymitywna.

Ba. Ja prowadzę (zupełnie nieświadomie, propsy* dla mnie) paleolithic lifestyle. No bo tak.

  1. Uwielbiam orzechy, owoce, surowy kalafior, tatara, sushi, kapustę kiszoną i ciasto drożdżowe prosto z piekarnika. Kebaby i czisburgery z maka (zaawansowana epoka żelaza, kto wie, może nawet starożytność) jadam tylko zmuszona nagłą potrzebą, której słucham, żeby nie narażać organizmu na zwiększony poziom stresu i spełnić warunek „bycia w teraz”, bez martwienia się o jutro. Ćwiczę często, ale nie popadam w rutynę jednego programu treningowego – zwykle przełączam się na inny po około trzech dniach, z obowiązkowym interwałem odpoczynku dla zregenerowania sił. Gardzę siłownią, preferuję sporty naturalne: chodziarstwo, pływanie. Leżenie.

  2. Leżę zwykle przepisowe osiem godzin. Dzieci wprawdzie wymusiły zmianę block sleep na segmented sleep, ale tak ponoć pierwotniej nawet. Jeśli nie odbieram, to śpię. Jeśli Druga śpi, to śpię. Jeśli dzięki uprzejmości TST mam 3 godziny na pracę, zaczynam od drzemki.

  3. Jestem bardzo ziemista. Zupełnie dosłownie lubię dłubać w glebie. Lubię, jak coś rośnie, usycha i gnije. Lubię zapach butwienia, bo wiem, że poprzedza kiełkowanie. Nigdy nie przeszkadzały mi robaki, ślimaki, nakładanie połówki tłustej dżdżownicy na haczyk. Miałam w domu kawkę, pustułkę, rybki, psy, papugi, chomiki, półdziki kot okocił się mi pod łóżkiem, jeździłam tramwajami ze szczurem. Kontakt z bakteriami mam opanowany do perfekcji, od zawsze trzymamy sztamę. Pierwszy i Druga nie będą narzekać na brak exposure to a variety of microbes, mamusia zadba.

  4. Wszędzie, gdzie mogę, chodzę boso. Zastanawiałam się kiedyś, czy nie zdradzić mojej kosmetyczce, że jej frezarka jest dla moich stóp tylko kolejnym doznaniem i że w ciągu dwóch dni te piękne gładziutkie pięty, nad którymi ślęczy półtora raza dłużej niż normalnie, znowu stwardnieją od faktur. Stwierdziłam, że nie ma sensu: ludzie nie lubią, jak się im płaci za myzianie, to takie mało konkretne, nie wiadomo, co wydrukować na paragonie.

  5. W domu za to smyramy się bezwstydnie i bez umiaru. Przytulamy, ocieramy, podrzucamy, czochramy, gryziemy, ślinimy i rochlimy. Wprawdzie młode karmiłam tylko parę miesięcy, a po trzech wyrzuciłam definitywnie do swoich łóżek w osobnym pokoju, ale za to pozwalam im do woli na samodzielne play i explore, szczególnie w porze porannej kawy.

Co myślicie? Mogę zarabiać miliony monet na szkoleniach? Pamiętajcie tylko, że prawdziwa ja nie ma fejsa, i tak ledwie wystarcza mi czasu dla tych moich nastu przyjaciół. Zgłoszenia przyjmuję więc wyłącznie przez umyślnych, pisane odręcznie na czerpanym papierze. Czerpać papier uczy moja znajoma wyznająca etykę DIY.

TSM

*Nie mam pojęcia, jak się używa tego słowa, ale bardzo bardzo chciałam je gdzieś kiedyś wcisnąć ;]

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Życie jak w paleolicie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s