Punkt przecięcia.

Pacholęciem będąc, hydry różnego typu w kolebce do snu układałam raczej i głaskałam, niż dusiłam. Jedną z moich ulubionych natenczas rozrywek unieśmiertelnił Sidney Polak, choć u nas do tequila wuwuwu zostawał zwykle tylko balsam pomorski.

Siedzę więc przed ekranem i zagaduję, już zawiana, do gościa o kuszącym nicku zoofil85 czy coś tędy. Indaguję, bowiem procenty nastrajają mnie do świata otwarcie i badawczo. Że o co cho, bo ja nie rozumiem. Niech on mi wytłumaczy, niech jakoś wyjaśni, co go tak fascynuje, bo ja nie widzę. Z każdym pytaniem czuję, jak rośnie w nim frustracja; odpowiada zdawkowo w wyraźnej, acz szybko gasnącej nadziei na małe futrzane tete-a-tete, a ja przecież (im dalej w butelkę, tym bardziej przecież) naprawdę szczerze chcę wiedzieć. W końcu wypluwa capsem, że CHODZI O TO, ŻE BABKA PIEPRZY SIĘ Z PSEM, i zamyka okienko.

Kołek ten (bo to był kołek, umówmy się, a mógł być wszakże, cholera, tajemniczy i pociągający) przypomniał mi się zupełnie niespodziewanie ostatnio, kiedy rekrutowałam młody narybek na pierwszy rok.

Wchodzi laska, niczego sobie, na oko (a oko mam dobre, wyrobione) sympatyczna i ogarnięta. Z mamą. Mamy toleruję wiejskie, takie przejęte ona-pierwsza-będzie-się-tu-uczyć-tego, z sentymentu do Konopielki chyba, reszta stawia mnie od wejścia na baczność. Ta akurat miejska do szpiku, garsonka, szpileczki, celebrytki, ale grzeczna jestem, wskazuję dziewczynie miejsce. Mama stoi. Ja czekam. Mama nie wytrzymuje napięcia.

Bo myśmy się tu przyszły na studia zapisać.

Obie panie? – w samą porę czyszczę pytanie z sarkazmu i nadaję mu miłą nutę troski, w tym też jestem niezła, choć powinnam w ogóle ugryźć się w język, nie zdążyłam.

Nieee – chichot – To znaczy córka chciała.

Na jaki kierunek? – pytam córkę.

Na X. – odpowiada matka. Czuję się jak na meczu ping ponga, w dodatku nawet wiekowo jestem dokładnie pomiędzy nimi: dziesięć z hakiem starsza od młodej, dziesięć z hakiem młodsza od starej.

Ma pani dokumenty? – są ustawione tak, że utrudniają mi dyplomację, nie mogę mówić do obu; uparcie wieszam się więc na panience, która z dorównującą mi konsekwencją nie robi najmniejszego gestu, który wskazywałby, że chciałaby się odezwać.

Tak, mamy tu wszystko. – matka wyjmuje córce teczkę z ręki, po to tylko, żeby położyć ją przed nią na biurku. Zastanawiam się, czy może ona jednak jest jakaś nie tego, ale nie, miałam już ślepych, z MPD, ślepych z MPD, autystyków, ludzi z żółtymi papierami… Nie ten typ. Nawet zwyczajnie tępa nie jest, wiem to, kwestia doświadczenia. Nie wyrabiam.

Dobrze, to my tu już sobie wszystko pozałatwiamy, a panią proszę o poczekanie na korytarzu.

I wtedy go widzę. W tym, jak drepcze między nami a drzwiami, wybita z rytmu, kompletnie, totalnie nie rozumiejąc, czego ja od niej chcę. Ona przecież tylko.

——————————————————————————

Co jakiś czas, przy okazji okazji, dochodzą mnie słuchy, że za naszych, czyli moich, czasów to lepiej było. Że myśmy sami po ulicy, do budy, nikt nas z drzew nie tego i dobrze; że teraz to same nadopiekuńcze wariatki, chuchra i paranoja. Pal licho, że jak chodziłam do szkoły, to na całej wsi było tyle aut, ile teraz jest od numeru pierwszego do piętnastego na jednej ulicy. Kij  z tym, że jeden postanowił się wspiąć na słup wysokiego napięcia, zamiast na drzewo, i nie było komu go ściągnąć, bo kto by się gówniarzem przejmował. To sam zleciał, płonąc troszku. Szlag mnie trafia, kiedy czytam o tych wielbionych kluczach na szyi, bo rili, co to za frajda, jak twoi rodzice najzwyczajniej w świecie mają w dupie albo nie mają wyjścia?

Ale z drugiej strony, jak popatrzyłam na tę moją przyszłą studentkę, to pomyślałam sobie, że będzie mi z nią bardzo trudno. Wydobywanie własnego głosu z człowieka, któremu zawsze podkładano kwestie, to orka na ugorze. Znacznie przyjemniej jest rzeźbić kogoś, kto umie mówić, nawet jeśli na początku mówi głupio i za głośno.

Ja tam nie wiem, ale na moje to serio nie jest fizyka kwantowa.

Nie traktujcie ich jak dorosłych. Dajcie im rozmawiać z dorosłymi.

TSM

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Punkt przecięcia.

  1. No tak, jednym podkłada się kwestie, a innych nie słucha.
    * * *
    Do dziś mówię ponoć za cicho za niewyraźnie. Choć już mniej.
    Przyszedł czas. Wziął się człowiek za siebie. Głęboki oddech też.
    Czas, by w serca bicie wsłuchać bębenek, skrystalizować w słowa myśli i podnieść decybele.
    Inaczej w komisji, takiej jak ta, ktoś kto o losie zadecydować ma, może by i kręgów szyjnych wygiąć nie chciał, by w oczy spojrzeć.
    A czasem walczyć jest o co.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s