Porządek dziobania.

Ja prosta kobieta jestem, lubię jasne sytuacje, dobrze się czuję wpisana w czyste czarno-białe kodeksy zbójeckie. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że ich romantyzm jest pozorny: gdybym naprawdę dała się zamknąć w klatce ramion jednemu z tych honorowych chopaków, to bym na bank miała blizny po prętach, takie życie. Ale raz czasem, kiedy jestem już zmęczona tym całym relatywnym do zerzygania postpost, wizyta w znajomej mordowni dobrze mi robi. Zanim podejdę do baru, siadam tak, żeby ci, co muszą, zdążyli zobaczyć, z kim siedzę, wciskam się w wąską a wygodną szufladę obca-ale-tolerowana i piję to prawiepiwo za trzy i pół zeta z odświeżającą świadomością bardzo konkretnego miejsca na drabinie bytów. Jak nigdy słucham poleceń, nie dyskutuję i nie chojraczę; kiedy ktoś mówi: „wychodzimy”, mam w ręku kurtkę, zanim wybrzmi ostatnia głoska.

O rysowane grubą kreską mikroświaty ocieram się codziennie, ale zwykle nie mam do nich wstępu. Taki Targ na przykład, ponoć jeden z niewielu prawdziwych, które ostały się w kraju. Niby wstawili parę lat temu kilka murowanych bud, żeby lipcowe jatki nie straszyły przyjezdnych i żeby tureckie dywany wywieszane na ogrodzeniu zaraz obok nie nasiąkały smrodem krwi, ale wszyscy wiedzą, że cywilizacja jest tu kładziona cieniutką warstwą i byle jak. Kury, psy, ruskie, pomidory na skrzynki, kiełbasy z cebulą, stare żuki, panowie z półksiężycem brzucha między drelichami a wiecznie za małym podkoszulkiem, panie, które głosem zburzyły spokój niejednej Jerozolimy, kreskówkowe wężowe ssssssss, końcówka od sp’rrtusss, pozostające w powietrzu za pokurczonymi w kurtkach… Złodzieje, klepisko, tłum i pył.

Nie wiem, gdzie mieszkają targowi ludzie, co jedzą, z kim i jak sypiają. Nie mam wglądu do ich rzeczywistości, oni moją lekceważą. Czasem tylko zderzamy się na wspólnych traktach, jak ostatnio, kiedy w środę prawie nie zmieściłam się z Drugą do autobusu.

We dwójkę całkowicie zatarasowali środkowe wejście. Ona mała, kopiasta, charkotliwa, z ustami zastygłymi w grymasie „panie, a co mi pan tu będzie”; on wysoki, chudy, prosty jak wykrzyknik, wyniosły i nieobecny. Musieli mieć więcej niż 70 lat, ile dokładnie, trudno było określić, bo już dawno przestali się starzeć. Łączył ich charakterystyczny kolor zasuszonych do niemożliwości twarzy, wyrzeźbionych przez przypadki i nielitościwą pogodę.

On tachał skrzypce, pokracznie nieforemny akordeon w wytartym futerale, składany rybacki stołeczek i olbrzymi niewiadomego przeznaczenia karton; ona klasyczny, absurdalnie wielki tobół z grubego plastiku. Przez chwilę miałam nadzieję, że wiezie coś lekkiego, nie wiem, pudełka ze stanikami z byłych republik, ale szybki rzut oka przez wyrwę w suwaku (dlaczego te taśki zawsze mają zepsute zamki?) pozbawił mnie ckliwych złudzeń. Wiozła kalafiory. A jak kalafiory, to przecież i kartofle. I ogórki. I koper, koper nic nie waży.

Bogiem a prawdą moje współczucie było im jeszcze mniej potrzebne niż moja pomoc przy wysiadaniu.

Pomyślało mi się, że jak na dłoni widzę ich koniec. Jego niebawem całkowicie pożre sztuczkowy, trzyczęściowy garnitur, który nosi nawet w tym trzydziestostopniowym upale; już teraz co miesiąc musi przekłuwać nową dziurkę na pasku. Ją pewnego dnia znajdą zespoloną z wózkiem na kółkach: przyrodzone sobie sieć żył na stalowych dłoniach i sieć linek, sznurówek i supłów na pasiastym tworzywie w końcu na powrót się zrosną.

Dopiero kiedy zamknęły się za nimi drzwi, można było poczuć, jak bardzo uwierali.

Handlary!… – przeciągłe, pogardliwe, płożące się hhh uderzyło mnie w potylicę, jak skarcenie – Muszą, muszą handlować, patrz pan. A przecież mają emeryturę, muszą mieć przecież, niezłą pewnie jeszcze, a co, wie pan, ale nieeeeee-e, muszą handlować, tak się nauczyli.

Czasem, kiedy znienacka do żywego dotyka mnie coś, co teoretycznie mnie dotknąć nie powinno, mój mózg automatycznie odcina nadmiar bodźców. Tym razem mocne uderzenie krwi odłączyło fonię, mogłam więc na spokojnie, w całkowitej ciszy odprowadzić wzrokiem Chudego Akordeonistę i Babcię z Warzywami. Odwróciłam się potem.

Głęboko wierzę, że istnieje pewien ogólny porządek rzeczy; jakieś krzywo sprawiedliwe uniwersum, w którym mieścimy się ja, ludzie z Targu, zakapiory z łezką czy kropką pod okiem, moje wymuskane koleżanki z pracy, które nie mają pojęcia o istnieniu ani jednych, ani drugich – wszyscy ci prawilni i zupełnie nieprawilni ludzie, o których się potykam. Nijaka kobieta in her late forties i niedogolony mężczyzna tuż po sześćdziesiątce, którzy siedzieli za mną w tamtym autobusie, we własnym mniemaniu znajdują się pewnie gdzieś w górnej połowie stawki.

To nieprawda.

Nie ma nikogo niżej.

TSM

Reklamy

8 uwag do wpisu “Porządek dziobania.

  1. To nieprawda. Są nisko, ale wyżej niż korpoludki z mentalnością „prywatny parking stawia mnie wyżej w hierarchii społecznej” albo anonki od „dobrze że zdechł”.

    • Długo nie mogłam złapać, dlaczego właściwie się z tobą nie zgadzam. W kwestii korpoludków, bo anonki są po prostu głupie: głupotą, na którą w tej postaci nie zwracam uwagi; znacznie bardziej boję się innej, dorosłej. I w końcu chyba mam. Korpoludki mówią ja-mój-moje-mnie. JA jestem wyżej od ciebie, JA cię zjem, JA pojadę na lepsze wakacje. Ludzie z autobusu mówią TY jesteś gorszy, kradniesz, oszukujesz, kurwisz się na boku dla ochłapów.

      Sam stawiaj się w swoim świecie na jakiej chcesz pozycji, ale wara ode mnie, dziadu.

      • Co do anonków – to nie jest tak jak pokazują media. Że to banda dzieciaków. Ja się o to odrobinę otarłem – to jest banda zorganizowanych, dorosłych ludzi, z poglądami, kontami bankowymi itp. Poszukaj w necie artykułu o dziewczynie pobitej na Mainfie. Jak znajdziesz zdjęcie to facet, który ściąga ją na ziemię jest jednym z nich. Jakiś polityk niskiej kategorii.
        A jeśli idzie o korpo to widzisz to bardzo rzadko się wyklucza. Pracowałem kiedyś pod osobą z mentalnością „moje lepsze”. W pewnym momencie poszła wieść, że nauczyciele dostali podwyżki. Wiesz jak zareagowała? „Niech im zabiorą! Jakim prawem?”. Nie: „Ja też chcę!”. Moim zdaniem mentalność jest podobna – tylko to, że ci z busa sfrustrowani to logiczne, ale ci wszyscy „menadżerowie”?

        • Nie chodzi mi o bandę dzieciaków, choć to mimo wszystko często dzieciaki. Chodzi o pewien poziom absurdu – jak mi jakiś anonimowy (albo i nieanonimowy) idiota mówi w necie, że dobrze, żeby islamską zarazę do gazu, to mi to serio nie robi. Bo jakby mi miało robić, to musiałoby mi też robić, że nie mam ciała jak siostry Bogusz czy cycków jak Doda. Nie wyrobiłabym poznawczo;> Przejmuję się, kiedy z tym wychodzi poza net, kiedy przestaje klikać, a zaczyna krzyczeć.
          Co do korpo… Wiesz, to u mnie jest zawsze bilans. Bardzo długo jest mi ludzi, różnych, żal. Czasem tylko akurat mam opuszczoną gardę.

          • Tyle, że Ci ludzie istnieją. I realnie działają. Skopali kogoś na Manifie, ujawnili czyjeś prywatne dane bo tak, załatwili dostawy armatury AGD itp… Może i sam nie jestem bez winy bo robiłem niejedną prowokację i niejedną jeszcze zrobię, ale zawsze chodziło mi o to żeby coś pokazać. Nie wiem żeby był w tym jakiś cel, a nie działanie na zasadzie „zniszczmy komuś życie to będzie hejt”.
            Może masz rację, może też powinno mi byc ich wszystkich żal?

  2. To nasze wielkie kosmiczne, krzywe, niezrozumiałe uniwersum nie jest hierarchią, tylko siecią. Nikt nie jest niżej i wyżej, to tylko grawitacja miesza nam w głowach. Grawitacja i setki lat monarchii, gdzie król zawsze na podwyższeniu, a my na którymś ze schodków, nieodmiennie tuptając, żeby się wsunąć wyżej; albo i te głupie pięć centymetrów niżej w rynsztoku. A my jesteśmy wszyscy DOKŁADNIE równo na tym samym poziomie. A wpis jak zwykle świetny. „…to bym na bank miała blizny po prętach” – brawo. Pozdrawiam

    • Jasne, obiektywnie (na ile w ogóle istnieje obiektywizm) – tak. Ale subiektywnie, czyli namacalnie, codziennie, zawsze gdzieś będziemy: jeśli w hierarchii, to wyżej lub niżej, jeśli w sieci, to bliżej lub dalej. Nieistotne, czy to grawitacja, monarchia czy postawa wyprostowana – nie jesteśmy na tym samym poziomie. Jesteśmy tylko tak samo splątani.

  3. Pingback: Tekst roku. | Taka Sobie Matka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s