O ewolucji.

Siedzimy na placu zabaw, Druga już umiera, TST czeka z nią przy samochodzie, mnie przypada wdzięczna rola zawinięcia pierworodnego. Opuszczanie stanowiska przy kupie żwiru jest mu wybitnie nie w smak. Uruchamia cały arsenał erystycznych sztuczek, negocjuje ze swadą, wśród wrzasków i pisków wygodnie odwracających uwagę jestem na straconej pozycji – chcę go wyprowadzić na bardziej neutralny grunt ścieżki. Pierwszy wchodzi wprawdzie wyraźnie w okres buntu, ale na swoją skalę i bardzo po swojemu, jesteśmy więc świadkami namaszczonej kontestacji raczej niż histerycznego darcia szat – stąd lekko dębieję, kiedy nagle zaczyna wrzeszczeć, że on nie chce, że nie, raz nawet jakoś tak niezgrabnie i bez specjalnego przekonania o celowości swojego działania próbuje mnie kopnąć. Na kostce brukowej dochodzimy do porozumienia dość szybko; z rozbawieniem relacjonuję epizod TST.

– Pierwszy, nie możesz krzyczeć na mamę.

– Dlaczego?

W tym momencie zdaję sobie sprawę, że mimo głębokiego przekonania o doniosłości tego akurat truizmu, nie umiałabym na to pytanie odpowiedzieć instynktownie. Po nastu latach życia z człowiekiem, który ma w środku kable, już wiem, że można żyć inaczej, niż bez przerwy drąc ryja, ale nadal nie umiem do końca wyjaśnić, dlaczego warto.

– Bo tak się nie załatwia spraw.

U mnie zawsze się załatwiało.

Nie zgadzasz się, ale nie umiesz znaleźć argumentów? Ktoś słusznie zwrócił ci uwagę i czujesz się głupio? Czyjś komentarz posmyrał cię po kompleksie i zrobiło ci się przykro? Nie wiesz, co zrobić dalej z przesoloną zupą albo ze swoim życiem? MÓW GŁOŚNIEJ. Przerywaj. Irytuj się. Przedrzeźniaj. Ucinaj, ośmieszaj, bagatelizuj. Nie daj dojść do słowa.

W moim domu zawsze mówiło się nie tylko głośno, ale także dosyć do siebie. Komunikowaliśmy się rycząc przez trzy pokoje i klatkę schodową, bo nikt nie przejmował się drugim na tyle, żeby do niego podejść. Bardzo długo musiałam się uczyć, żeby w ogóle wyrobić sobie w mózgu kategorię rozmówcy. Żeby kończyć zdania, nie reagować agresją. Że to, czym reaguję, to właśnie agresja, niepewność własnej pozycji, strach. Spięcia były krótkie, częste i gwałtowne, jak w sforze. Lubiłam to, lubiłam zapach sierści, iskanie, turlanie. Nadal wolę w tę stronę. Ale w kojącym cieniu rodzinnego grobowca, w którym wyrósł mój mąż, zrozumiałam też, że włoski temperament to często wyjątkowo ładny eufemizm na pospolite warcholstwo, a bliskość nie musi iść w parze z lekceważeniem.

Pierwszy zastanawia się przez chwilę.

– Aha.

Jak w prosty sposób zyskać dwadzieścia parę lat przewagi w rozwoju społecznym nad własną matką.

TSM

*zdjęcie: dzieci.pl

Reklamy

2 uwagi do wpisu “O ewolucji.

  1. Na pytania tego typu, i wielu innych typów, miałam odpowiedź-wytrych: „Bo to bardzo nieuprzejmie”. Przydaje się, kiedy musisz odpowiedzieć na pytania typu:
    „Dlaczego nie wolno mówić brzydkich wyrazów?”, „Dlaczego nie wolno celować do ludzi z broni palnej?”, a nawet „Dlaczego nie wolno ciągnąć kotka za ogon?”
    A w dodatku jest prawdziwa.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s