Banał.

Kinderbal.

Sala zabaw, paluszki, soczki, jednorazowe talerzyki, bitwy o autka, kawa z automatu, rodzicielskie kółka wtajemniczonych-którzy-już-kogoś-tu-znają, zagubione spojrzenia tych, którzy nie są do końca pewni, że to naprawdę ich przedszkole, podświetlone od dołu twarze tych, którzy mają w dupie. Jeden z gazetą. Jedna z ADHD. Standard.

Wymieniam niekończące się uprzejmości z niekończącym się szeregiem obcych matek i ojców, którym przypisuję imiona dzieci. Po pewnym czasie zmęczona grą w to-bardzo-interesujące uciekam na chwilę w spokojniejszy kąt pełen  plastikowych miniibryczków w niełasce. Zauważam jubilatkę pełzającą zręcznie nieopodal moich stóp w wyjściowych skarpetkach, podziwiam zwinność jej celowych, szarpanych ruchów i siłę cienkich ramionek. To Natalka, ta z wózka. Jestem tak zapatrzona, że dopiero po chwili zdaję sobie sprawę, że koło mnie siedzi jej matka. Uśmiecham się i ona rozumie, że się jej nie boję.

Gadamy. Okazuje się, że to jednak nie porażenie mózgowe, że Natalka urodziła się zdrowa, a potem miała pecha. A teraz ma szczęście, tu, na tej podłodze, między basenami z kulkami, ciągnąc za sobą w stronę plastikowego domku uwieszone wiotkiego kręgosłupa zupełnie bezwładne nóżki, które „tyle dobrze, że jeszcze nie są takie chudziutkie”. Bo przecież była sparaliżowana od szyi w dół, nie przełykała, nie oddychała. A teraz przedszkole, ten tort, dwa, musieli domawiać, bo tyle osób potwierdziło. Porzucone w biegu filiżanki.

Czuję, że zaskakuje ją swoboda naszej rozmowy, ale jest inteligentna, elastyczna i otwarta, dopasowuje się, opuszcza gardę. Opowiadam trochę o Pierwszym; lekko zakłopotana własną niepewnością wyszukuje go wzrokiem, przytakuję. Nie pamiętam, czy Natalka skończyła pięć czy sześć lat. Pytam. Pięć.

– O! To bardzo wysoka jest na swój wiek!

– Tak, u nas wszyscy tacy, wie pani, ja nawet nie, ale mój brat…

Reszty nie słyszę, bo szumi mi w uszach to moje „wysoka”. Patrzę na wijącą się małą, przecież ona nigdy nie będzie wysoka, no jak, idiotka, ale co miałam powiedzieć, „długa”, kretynko, jakie to ma znaczenie, to tylko słowo… Piecze mnie w język; mlaskam, usilnie próbuję oderwać myśli od jego gorzkiego posmaku.

Pomagają mi w tym trzy nagle materializujące się przed nami Maje, Basie czy Marty. Nie rozróżniam ich, tak jak nie rozróżniam godzinami plecionych kłosów od do bólu ściąganych francuzów, z których jednakowo sterczą teraz na wszystkie strony cienkie, pierzaste włoski.  Są czerwone, spocone, naćpane cukrem, zdeterminowane: skondensowane życie najwyższej jakości, pierwszej klasy. Ta z poszarpaną koroną Julii Tymoszenko łapie oddech pierwsza.

– Proszpani, a my… proszpani, a czy może pani pani wziąć i przerzucić Natalkę o tam, tam za siatkę, położy ją pani na podłodze tam u nas położy, proszpani, bo  m y  s i ę  b ę d z i e m y  b a w i ć.

Ostatnie półzdanie akcentuje tak, że wiemy zaraz natychmiast, że to poważna sprawa, że to będzie prawdziwa zabawa, nie taka sobie, że tu tego się zabawy planuje, i nie ma gadania, i nie ma proszpani zlituj się.

Natalka zostaje przerzucona i położona dokładnie we wskazane miejsce, jak worek, no bo w sumie jak inaczej, i natychmiast staje się klientką/mamą/uczennicą, jak dziewczynki, no bo właściwie dlaczego inaczej.

———————

Rzeczy dobre z natury bywają niestrawne, rzeczy piękne potrafią przyprawiać o mdłości, rzeczy zdrowe nazywamy z obrzydzeniem higienicznymi. Ale jeśli kiedyś z obawy przed rzyganiem tęczą stłumię porażenie, jakie wywołuje we mnie biorący ziemię w objęcia olbrzymi Orion na zimowym niebie, odpowiednia piosenka w odpowiednim momencie, surowa elegancja świata branego po prostu takim, jakim jest – zastrzelcie mnie.

TSM

Reklamy

6 uwag do wpisu “Banał.

  1. ❤ A ja zaraz idę na urodziny mojej siostry. Szukałam fajnej planszówki w prezencie, takiej, co nie trzeba umieć liczyć i czytać.. I żeby mi się nie znudziła jak będę w nią grać 4 razy pod rząd. I znalazłam ptasie mleczko popakowane po 6 sztuk w małe pudełeczka więc jest szansa, że nie zje całej paki od razu, i nie dostanie sraczki 😉 Znalezisko, z którego jestem szczególnie dumna. Urodziny 27, jakby co 🙂

  2. A czy mama Natalki zauważyła niezręczność nt. wzrostu? Bo może niepotrzebnie sie przejęłąś tym, że „w domu powieszonego nie mowi się o sznurku” 🙂

    Z resztą takich niezręczności, to czasem cięzko uniknąć. Pamiętam jak kiedyś wujek opowiedział kawał na temat. Szło to mniej wiecej tak:

    Inwalida na wózku, bez nóg jechał sobie chodnikiem, gdy nagle dopadł go uliczny sprzedawca oferujac buty. Na informację, przekazaną poirytowanym tonem, że: „Przeciez nie mam nóg” sprzedawca zaoferował zniżkę.
    Gość się wkurzył, zobaczył policjanta, i poskarżyl się, że jemu jakiś facet buty wciska, a przeciez on na wózku jeździ. Na to gliniarz odrzekł: „Co sie pan przejmujesz, trzeba było go w dupę kopnąć…”.
    Facet się wkurwił całkiem, zajechał do baru. Zamówil setę, i opowiada barmanowi, jakich tępakow przed chwilą spotkał, barman pokiwal głową ze zrozumieniem, i dla udobruchania proponuje: „To co – na koszt baru – na drugą nogę?”. Inwalidę aż zapowietrzyło, wkurwiony wyjeżdża i na odchodnym rzuca: „Moja noga tu więcej nie postanie!!!”

    • Oczywiście, że nie zauważyła, a nawet gdyby, to, jak pisałam, była inteligentna i otwarta, nijak by to nie stanowiło problemu. Dlatego tak się zirytowałam na siebie – że mimo wszystko zdążyło mnie to podświadomie ugryźć.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s