Stado.

Najzabawniej jest, jak się muszą minąć w drzwiach, bo u nas na osiedlu drzwi sklepowe wąskie, trzeba albo poczekać, albo się otrzeć. Zwykle mierzą się wzrokiem dobre trzy sekundy, uzbrojeni, gotowi, gardzący sobą, ale jednak na neutralnym terenie, równi. Grają w prastarą małpią grę w lusterko, zroszony kasztelan z ręki do ręki, ajfon z piersi na biodro, z biodra na tyłek, słuchawki na bok, plereza gładko. Jeden fałszywy ruch, spuszczenie wzroku, niepewne podciągnięcie lajkrowych spodenek, odruchowe potarcie nalanego karku i już wiadomo, kto alfa, kto beta, kto idzie, kto zwleka. Dwie prawdziwe alfy zderzają się rzadko.

Lubię chłonąć pewność, z jaką się poruszają: jedni wlewając w siebie w rekordowym tempie zupę chmielową (ćwiartkę w łikendy), drudzy popijając izotonikiem bioekozbożowego wafelka bez glutenu, w sam raz po treningu.  Na klasycznie wyrzeźbionych odpowiednio paletą i sztangą barkach dźwigają bez najmniejszego wysiłku całe brzemię i piękno stereotypu, z dumą dają się zamknąć w nieprzepuszczalnej i niewątpiącej gablocie – wzorce z Sevres, przewodnicy. Wystarczy na nich spojrzeć, żeby wiedzieć, jak wyglądają i co robią ich żony, jak chowają dzieci, czym się wożą, w jakich sklepach robią zakupy. Doskonale wiedzą, czego chcą; niebo gwiaździste, prawo moralne.

Co innego Krzysie, te wszystkie samce zeta, kappa i nu. To nawet nie chodzi o to, że przemykają boczkiem, ile o krok ich niepewny, zachwiany. Idzie taki z wózkiem, sam, w końcu równouprawnienie jest, nie wstyd na spacer z własnym dzieckiem iść, w telewizji mówili. Dochodzi do placu zabaw, staje. Rozgląda się, grzebie w telefonie trochę, kopytkiem by chciał, ale najki nowe, szkoda. Siadłby. Koło matek nie, bo głupio, koło bet (jedna gamma) z drugiej strony nie, bo widzi, że oni z łopatką dłubią i soczek mają, cholera, zapomniał łopatki, mówiła mu przecież. To bez łopatki jak. To po soczek pójdzie. Zawraca do sklepu, pod którym stoją drugie bety, hehehe, cię wysłała po makaron, hehehe, to może chociaż browarka. Nie ma ochoty w sumie, to może postoi trochę.

Tu, koło Jacka postoi. Jacek też jakiś nie w sosie, widać, że mu zimno, nie ubrał się pod sklep, tylko na chwilę wyszedł, a ci stoją i stoją, najchętniej by do Kaśki już poszedł, ale głupio. Mała się obudzi zaraz, miał nakarmić. Lubi karmić, ale tu jeszcze pół butelki, parszywe to piwo, zimno jak skurwysyn.

Trochę mi ich żal. To musi być cholernie niewygodne, tak okrakiem stać. Tak nie wiedzieć po co i komu się stoi. Sama sobkiem się urodziłam i bucem umrę, taka natura moja i dola tych, którzy wybierają (współ)życie ze mną, nic nie poradzę. W harcerstwie się nie udzielałam, na koloniach byłam pierwszych i ostatnich, nie biegam z PZU, nie stawiam krzyży na żwirowiskach, nie uczestniczę za bardzo. Ale stado swoje znać, miejsce wyznaczyć, to nawet dla mnie podstawa. Bo przecież zawsze można być w sumie jak TST, samiec, ja wiem, Ę.

Wybrać inny alfabet.

TSM

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Stado.

  1. He he he fajny opis taki bardzoooo życiowy ale ubrany w fajne słowa ;o)Widać, że lubisz sobie trochę podrwić z ludzisk to tak jak ja i dlatego bardzo dobrze mi się czyta takie wpisy. Zycze wytrwałości ;0

  2. No, no, no. Bardzo lubię sposób, w jaki piszesz. Zawsze gdy wejdę tutaj to wiem, ze mogę spokojnie poczytać rzeczowy wpis. Dzięki Ci za to. 🙂 No i życzę oczywiście cierpliwości do pisania i wielu pomysłów.
    A co do kolejki to mam wrażenie, że zacznie się powoli tworzyć jak ludzie poznają się na Tobie i Twoim niesłychanie lekkim piórze, o!:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s