Piątek.

Nazywam się Taka Sobie Matka i od dziewięciu lat nie mam w domu telewizora.

Nie żeby to jakiś stejtment był. Popularna dziś idea minimalizmu w życiu miała wtedy wymiar jak najbardziej praktyczny, wobec braku kubków, stołu, materaca i kostki do kibla brak odbiornika wydawał nam się drugorzędny i takimż pozostał. Ominęły nas tym samym wielocalowe burze, płaskie ekrany, rewolucje HD, zaś wszystkie naprawdę istotne sprawy, z nowym sezonem Ojca Mateusza na czele, załatwiało VOD.

Nie znaczy to, że jestem uodporniona na uroki jedenastej muzy. Ilekroć nawiedzam na chwilę dom rodzinny, z rozkoszą daję się wciągnąć migającym obrazkom, zwykle tym będącym animowaną wersją pudelka. Pochłaniam wszelkiej maści trudne sprawy, zagryzam polskim remontem-wybranego-pokoju-do-czterech-metrów-kwadratowych-w-dwie-i-pół-godziny oglądanym na zmianę z rearanżacją hacjendy islandzkiego księcia tryliard metrów kwadratowych, trzecim okiem podziwiam kunszt chirurgów plastycznych eksperymentujących na żonach z majami… i już po kawie, zbieramy dzieci, tego, cześć mamo, cześć tato.

W związku z niedawną kwarantanną w Bullerbyn i związaną z nią nieplanowaną przeprowadzką dane mi było zasmakować telewizji głębszej, rzeczywistość kreującej, na którą zwykle nie mam wystarczająco bezwładu. Położywszy nieletnich odbiorców antybiotyków, obejrzałam z Wielką Matką wieczorne wydanie faktów. Chyba faktów.

Samolot spadł był, piękne zdjęcia z lotu ptaka, roztrzaskane w pizdu wszystko, takie w sam raz na idealną medialnie katastrofę: 150 zabitych, czyli mnóstwo, ale jednak ogarnialnie, można się identyfikować; 2 kilometry kwadratowe szczątków, czyli masakra, ale kamera obejmie. Kątem oka zerkam w bok i nie wierzę. Wielka Matka łzawi. Zerkam raz jeszcze, nie no, czerwone obwódki i czubek nosa, jak nic łzawi, na dodatek szepce do siebie, że taka tragedia. Zerkam po raz trzeci, tym razem w swoje własne czarne serce. Słucham, ale jakbym nie słuchała, tak mi wychodzi, że nic się nie rusza. Ok, szkoda, każdego szkoda. Ale nic nie drga, nic nie wyje, bo niby czemu miałoby? Nie znam potencjalnie nawet ciotki kuzyna szwagra żadnej z ofiar. Jak znam, to zapłaczę. Może.

Redaktor prowadzący zna się na robocie, było coś trafiającego do wyobraźni, rozpulchniającego glebę, to huzia, po linii i po bazie, dajemy teraz dramat bliższy, krajowy, indywidualny. Zaciukali dziewczynę w Krapkowicach, znaleźli ciało w przepompowni. Widać, że nieszczęścia wieloosobowe robią na Wielkiej Matce większe wrażenie, bo tu tylko wznosi oczy ku niebu i oddaje się z westchnieniem wyciąganiu szczura z herbaty – gdzieś na jego końcu dynda słowo zwyrodnialec, ale jest jakieś przeparzone, bez wyrazu. Mnie dla odmiany robi się niedobrze.

Mówi do nas nienaturalnie opanowana, skupiona kobieta w czerni, której ktoś zamordował nastoletnią córkę. Do mnie mówi i do pana Waldka, co zażera właśnie chleb z pomidorem, co mu żona uszykowała, do Halinki, co wreszcie usiadła, do Kasi, co się drze, że nie będzie jadła jajecznicy, nie lubi przecież. Otwierają się drzwi do fioletowego pokoju jej dziecka, które nigdy nie wróci, i wchodzę do niego ja, choć wcale nie chcę, i Andrzej, co skacze po kanałach w oczekiwaniu na sport, i Tomek, co go w pracy dzisiaj tak potwornie wkurwili, że nie strzyma. Cichutko opowiada, jak Wiktoria wysyłała do przyjaciółki sms-y, że ktoś za nią idzie, i jej potworny, niewyobrażalny, rosnący strach miesza się z rozdzierającym krzykiem maluchów Alicji i Grzegorza, które wcale jeszcze nie chcą iść się myć.

———————————

I ja niby wiem, że tak było zawsze, że tamten oracz tamtego ikara też se jednym okiem oglądał, a drugim dłubał w zębach, ale tak sobie pomyślałam, że ten bidny człowiek, któremu kazali być bogiem/ten bidny bóg, co mu kazali być człowiekiem to może i dobrze, że dawno temu dał się powiesić. Dziś co prawda zasięgi większe, ale popchnięty pętem myśliwskiej już totalnie nikomu by w gardle nie stanął.

TSM

Reklamy

10 uwag do wpisu “Piątek.

    • Zastanawialiśmy się nad tym kiedyś zaocznie, teraz póki co problemu nie ma, ale małe są jeszcze małe. Jeśli się pojawi, to będziemy pewnie na nowo myśleć, bo jak pisałam, brak TV nie wynika z żadnej głębszej ideologii.

      Co nie zmienia faktu, że potworny otępiały stupor, jakim Pierwszy reaguje na (wiecznie włączony) telewizor u dziadków, sprawia, że raczej ciężko będzie mu nas przekonać tymi kolegami;>

      • moja prawie 3-latka też tak reaguje na tv u dziadków i na szczęście zaczęli często wyłączać 🙂 pewnie jak tylko drzwi się za nami zamkną to już gnają przed tv… 😉 nie żałujemy, że jakieś 2,5 roku temu pozbyliśmy się grata!

  1. Stara jestem a głupia, jeszcze się nie nauczyłam, jak się TSM czyta. Jem obiad, w telefon zerkam dla rozrywki, o, nowy wpis, włączam. I mi stanęło w gardle wszystko razem z wielką gulą. Tak bardzo się zgadzam!

  2. Zazdroszczę takiej decyzji – wygonienia tv z domu. Ja już parę razy zbierałem się w sobie żeby pozbyć się ustrojstwa ale rodzinka się sprzeciwia… Jak widzę te wszystkie telenowele, prawdy ukryte, dlaczego ja a nie ty itd. to aż mnie się na nudności zbiera, że ludzie takie dyrdymały produkują a inne dyrdymały oglądają.

  3. Pingback: Tekst roku. | Taka Sobie Matka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s