Nigdy przenigdy.

Uuuuuu, pół halby za daleko, powiedziało dość głucho wprawne oko. Nawet nie tyle za daleko, ile nie w tym tempie, pokłóciłabym się, gdybym tylko nie znajdowała się głęboko pod wodą, winkrustowana w wielką płytę gdzieś pięć metrów pod poziomem kafelków. Zimnych. Przyjemnych. Słuchaj słońce, jeśli w ciągu minuty – mierzę czas – nie dasz mi jakiegokolwiek znaku, że mnie słyszysz, dzwonię po pogotowie, rozumiesz? Wydobycie z siebie tamtego nieartykułowanego, ale świadomością kierowanego bulgotu było jednym z najtrudniejszych ćwiczeń samokontroli, jakie musiałam wykonać w życiu, gwałtem siłą umysłu zadanym na półmartwym ciele.  W słuchawce odzywał się już dyspozytor, kiedy rzutem na taśmę oszczędzałam rodzicom zawału.

***

Siąpiło; teatralna niemal równomierność i jednostajność deszczu wydawała mi się absurdalna. Byłam przemoczona, było mi potwornie zimno. Czekałam w umówionym miejscu, pół godziny po czasie. W końcu przegrałam walkę ze sobą, starannie złożyłam w kostkę wycie i wsunęłam je do plecaka tuż obok zmiętego w kulkę poczucia własnej wartości i niemal zdołałam się przekonać, że na pewno wpadł pod auto, jest obłożnie chory, urwało mu nogę, zapomniał. Cokolwiek. Cokolwiek, tylko nie a, to ty? Sorry, że mnie nie było, ale strasznie leje, wyszedłem po Magdę, bo wiedziałem, że ty i tak przyjdziesz.

——————————————————

Dlaczegóż ni z tego ni z owego przyszło mi do głowy nakarmić Was tymi dwiema rzewnymi historietkami z dzieciństwa? A bo prawie-że-wiosna otworzyła place zabaw i zalała mnie świeża irytująco-pocieszna fala Matek Nigdy Przenigdy.

Pół biedy jak one tak przenigdują sobie siebie. Ja bym mojemu nigdy przenigdy takiej kurtki nie założyła w taką pogodę – ja bym nigdy przenigdy z czymś takim nie wyskoczyła – ja bym nigdy przenigdy tak Karolkowi nie powiedziała. Gorzej, jeśli przenigdują Karolkowi. Karolka. Ćwierkają z zabobonnym przekonaniem, że jej Henryczek nigdy przenigdy by czegoś takiego nie zrobił – jej Kasiunia nigdy przenigdy by nikogo nie uderzyła – jego Antoś to nigdy przenigdy złego słowa. I wierzą w to, święcie w to wierzą, to mnie najbardziej bawi.

Nie mam specjalnie mocnej głowy, ale umiem pić. Z domu. Smak siedemdziesięcioprocentowego dziadkowego bimbru poznałam długo zanim ktoś dał mi spróbować sklepowej wódki. Dobrze się znam, przyjaźnię się ze sobą i zawsze wysoko się ceniłam. Mimo tego wszystkiego wylądowałam na tamtym balkonie i pod tamtymi drzwiami. Bo tak się poturlało. Bo różnie się turla z zasady. Jeżeli moje własne nigdy nie istnieje, jak mogę cokolwiek orzekać o cudzym?

Z natury nie jestem specjalnie pokorna, ale nie wyobrażam sobie, skąd miałabym wziąć w sobie tyle buty, żeby rzucić losowi w twarz, że „moja córka nie będzie ofiarą mobbingu i molestowania. I tej pewności życzę Wam, rodzicom Waszych dzieci„. Dobra, nishka trochę hiperbolizowała na potrzeby (naiwnej) tezy, ale nie zmienia to faktu, że pewność, że moje dzieci nie będą, to ja mogę ewentualnie mieć taką, że głodne po moim obiedzie. Bo gotuję jak Wielka Matka: tłusto, na gęsto i dużo. Choć biorąc pod uwagę legendarną dynamikę okresu dojrzewania i warunkowane rodzinnie umiłowanie do spyży, nawet za to nie dam sobie ręki uciąć.

Mogę to ja mieć nadzieję. Że będą mieli dużo szczęścia. Że obronią słabszego, nie podłożą świni, nie obrobią staruszki. Że ludzie będą ich krzywdzić, nie łamać. Że ci, których wezmą sobie za przyjaciół, będą ich cenili bardziej niż święty spokój i w razie czego zadzwonią po tę karetkę, chociaż siara.

Że nigdy przenigdy nie będę musiała stanąć do nich plecami, żeby nie zgubić siebie.

TSM

*grafika: www.clashmusic.com

Reklamy

6 uwag do wpisu “Nigdy przenigdy.

  1. Mnie też tamten wpis wydał się co najmniej dyskusyjny, ale mam odczucie, że to się wiąże z taką ogólną tendencją, którą dostrzegam na wielu blogach parentingowych. Trochę mi się to jeszcze klaruje w głowie, więc pewnie nie uda mi się zbyt jasno wypowiedzieć 😉
    Chodzi o pewność tych wszystkich rodziców, co do metod, podejścia, w ogóle wszystkiego. Jakby dzieci były jakimiś golemami, które można zaprogramować. Bardzo reprezentatywne są pod tym względem teksty o prowadzaniu dzieci do przedszkola, TYCH RODZICÓW dzieci NIGDY nie płakały, bo ONI umieli je przygotować. A jak jakieś ryczy… no wiecie.

  2. ja czekam na relację z pierwszego razu – tych wszystkich matek mających dzieciątko (w wieku do od 0 do 2-3 lat), które są stuprocentowo pewne, że każde dziecko da się wychować bez klapsa, a już one swojego to na 1000% nigdy-przenigdy. Ale jakoś podejrzewam, że po tym pierwszym razie albo ucichną w tym temacie, albo będą leczyć traumę. Ale obawiam się, że żadna się nie przyzna. W koncu to byłoby jak donos na samego siebie 😉

    Jakoś jestem nieufny wobec takich twierdzeń. Życie mi już pokazało demo swoich możliwości, żebym miał się deklarować, że ja na pewno zrobię tak czy siak. A już w sprawach, które zależą od interakcji z kimś to już szczególnie.

    • Nie pamiętam dziecięcych bójek i przepychanek z siostrami, więc nie będę się zarzekać, bo pewnie coś było. Ale w swoi dorosłym, świadomym życiu nigdy nie zastosowałam przemocy. Nigdy nie uderzyłam męża, rodziców, koleżanki. Nigdy nie próbowałam tak rozwiązać konfliktu ani nic osiągnąć. Więc o ile zgadzam się z TSM i jej tekstem bardzo, tak tutaj wisznu nigdy przenigdy nie planuję. Jakoś mi się nie wydaje, że zmienię poglądy i zacznę bić. I jestem pewna że nie tylko da się, ale i należy dziecko wychować bez klapsa.

    • Wiesz co, to jest jeszcze inna kategoria trochę, przynajmniej u mnie. Tu nie chodzi o to czy kiedyś, czy nigdy – póki nie miałam dzieci, teoretycznie mi wychodziło, że może i dam w dupę, czemu nie w sumie. Jak się urodziły, to po jakimś czasie się okazało, że to po prostu nie wchodzi w grę jakoś, że głupio by mi było, że to jest nie tyle niemożliwe, ile nieprzystawalne do mojego konkretnego świata, nie mieści się. Pisałam o tym tu: https://takasobiematka.wordpress.com/2014/06/03/tak-cie-spiore-ze-na-tylku-nie-siadziesz/

      • długo by można opowiadać dlaczego ja nie wykluczam, ale spróbuję skrócić tę kwestię, bo w końcu piszę nie na temat:)
        Otóż ludzie są różni. Niektórym wystarczy powiedzieć, że cos jest niebezpieczne, żeby do nich dotarło, innym trzeba to samo kilka razy powtórzyć, inni musza to jeszcze zobaczyć, a niektórzy muszą sami nasikać na kabel pod napięciem.

        Tak samo różne są dzieci. Niektórym wystarczy powiedzieć, że mają czegoś nie robić bo będzie ała, a niektóre muszą to ała poczuć, żeby zrozumieć.
        Nie wiem jeszcze do jakiej kategorii należy mój mały, ale jak na razie w jednej sytuacji sprawdziło się wychowanie behawioralne.
        Nie pomagało wyjaśnianie, że ciągnięcie za włosy nie jest fajną zabawą, bo to boli. Musiał poczuć na swoich włosach, że to jest niefajne, żeby przestał.

        Podobnie obserwując zachowanie zwierząt, widzę, że czasem wystarczy, że suka warknie na szczeniaka, czasem musi go po prostu zabrać z niebezpiecznego miejsca, a czasem musi go trzepnąć łapą. Osobiście sądzę, że przemoc jest częścią tego świata, a nie odeszliśmy daleko od naszej zwierzęcej natury, żeby można było ją wyrugować z procesu wychowawczego bez szkody dla przyszłego samodzielnego życia. Raczej trzeba potomstwo nauczyć sobie z nią radzić z siłą i godnością osobistą ;).

        To z grubsza tyle jeśli idzie o moją teorię wychowania. Jak się okaże, że potrzeba klapsów nie zaistnieje, to klapsów nie będzie też w praktyce. Jak się nie uda, to trzeba patrzeć czy nie ma świadków, kamer i dronów 😉

  3. może nie całkiem na temat, ale spotkało mnie kilka dni temu „Nigdy”. Byłam z moim dwulatkiem na placu zabaw. Do wyboru były 3 zjeżdżalnie, z czego jedna dla maluchów i on uparcie nie chciał na nią iść, mimo że namawiałam. Nagle słyszę jak kilka metrów ode mnie rozmawiają ze sobą dwie na oko dwunastolatki i tu cytat: Ja to nigdy nie będę mówiła mojemu dziecku, gdzie ma zjeżdżać”. To się dość wcześnie zaczyna jak widać 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s