Zderzenie cywilizacji.

Stoję w kolejce w aptece. Wchodzi facet, na oko czterdziestoletni, ubrany biednie, ale nie żulersko, trochę wczorajszy, ale nie przesadnie, typowy przedstawiciel doskonale znanej mi skądinąd szarej wczesnoporannej niepatologicznej masy autobusowej. Gdzieś pracuje lub nie, mieszka na-osiedlu, sól ziemi, krew z popiołu, popiół we krwi. Podchodzi od razu do okienka, nie odzywam się, bo jak się ostatnio odezwałam, to wyskoczył krwiodawca. A jak nawet nie krwiodawca, to i tak niech idzie, przejęty jakiś. Prosi o maść dla dziecka, bo wylało gorącą kawę.

– Ile lat ma dziecko?

– No, trzy. – mimowolnie patrzę na Pierwszego.

– A kiedy to się stało? Jak rozległe jest oparzenie?

– No obie nogi polał, gamoń mały… No, ze cztery dni temu.

Zapada cisza. Chłop widzi, że coś nie tak, ale nie wie co, choć się stara, naprawdę się stara nadążyć. Międli czapkę jak prototypowy fornal z tych obrazów z koniem, nadrabia miną, chciałby się rzucić, zafukać, ale się martwi o dzieciaka, widać to, teraz jeszcze bardziej. Farmaceutka (dzięki ci boże za losowo rozrzucone po świecie rozsądne kobiety bez kija w tyłku) wypuszcza powietrze, tłumaczy. Krzyżujemy spojrzenia.

Jak się tak siedzi w internetach, gada ze swoimi, naucza nieswoich, czyta tygodniki i pudelniki, jak się tak ogólnie żyje przed siebie raczej, to się wszystko zgadza. Walczymy o równość i braterstwo, wyrównujemy historyczne wyboje, porusza nas czyjaś (nie)moralność, humanistyczną miarę przykładamy do pobłażliwie opierającego się naprawie zepsutego świata. Szanujemy się wzajemnie, mamy podobny potencjał, te same możliwości, nie bijemy kobiet. Przecież.

Tylko ta cholerna krzywa Gaussa.

Między pierwszą diagnozą a przyspieszonym przyjściem na świat Pierwszego minęło dokładnie siedem dni. W ciągu tego tygodnia, nie wychodząc z domu, dowiedzieliśmy się z wiarygodnych naukowo źródeł, jaka jest standardowa procedura w takich sytuacjach, jakie mogą być komplikacje, jaki jest współczynnik przeżywalności i jakie są szanse na normalny rozwój dziecka. Wyszukaliśmy, na czym polegają postępowania niestandardowe, w jakiej części świata i w jakich sytuacjach się je wykonuje. Mieliśmy listę polecanych szpitali i lekarzy, do których warto byłoby się dostać. Pod sam koniec oglądaliśmy na youtubie pełną operację, która prawdopodobnie czekała Pierwszego, wprawdzie na filmie wykonywaną na dziecku dwuletnim, ale dla nas wtedy żadna różnica.

Patrzę na tego bogu ducha winnego speszonego mężczyznę, który po czterech dniach maślącego się oparzenia u trzylatka zdecydował się przyjść do najbliższej apteki i czuję się jak Kolumb. Nie mieści mi się w głowie, że żyjemy na tym samym świecie, czekamy na tych samych przystankach, kupujemy w tym samym sklepie to samo klasyczne. A przecież wiem, że tak jest.

Stoimy naprzeciw siebie, za mną i za nim, we mnie i w nim niekończące się rzesze przodków i okoliczności. Spotkamy się jeszcze. Nasze dzieci pójdą razem do szkoły.

TSM

Reklamy

6 uwag do wpisu “Zderzenie cywilizacji.

  1. Pingback: Dziegieć. | Taka Sobie Matka

  2. Pingback: Tekst roku. | Taka Sobie Matka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s