O tych, co nie skumali.

Jechałam kiedyś autobusem w towarzystwie, ja wiem, dziesiątki może bardzo jurnych i chmurnych nastolatków. Normalnie słodko ululana jednym mocnym wczesnogimnazjalna młódź kompletnie mi nie przeszkadza, ale zły dzień miałam, a ci od wejścia pierdolili i jebali z takim oddaniem, jakby z każdą wyplutą z pasją kurwą dostawali w gratisie porządnego włoska do bardzośrednionieledwie zarysowanej brody. Autobus szumiał w jednostajnym słusznym oburzeniu i cały aż po kierunkowskazy znacząco milczał i wywracał oczami, co nie robiło na kwiecie narodu najmniejszego wrażenia. Gdzieniegdzie nieartykułowane pochrząkiwania zmieniały się w zaangażowane dyskusje o kondycji młodzieży, szkolnictwa i świata. Zmęczona byłam, nie chciało mi się. Poprosiłam chłopców grzecznie, żeby zbastowali. Jeden coś tam się rzucał, stłamsili go szybko, nawet przepraszam padło. Spoko-luz-cisza. Do czasu, bo niestety nagleodważna pani w pierwszym rzędzie do kierowcy, żeby wyprosił, bo tu takie chamstwo, tego. Bidny chłop wyjść musiał, postraszył, choć nie miał czym i nie było kogo, nastrój się zwarzył. Lipa, dobrze, że musiałam wysiąść.

Innym razem na przystanku stały takie, zaczepne, głośne, żarły coś, rzucały papierki dwa centymetry od kosza. Inne, ze czterdzieści lat starsze, ale tak samo zaczepne i głośne, komentowały zawzięcie kolory tych śmieci, ich konstelacje na chodniku, nonszalancki styl podrzutu. Normalnie mam wyrąbane, ale też jakoś mi nie szło. Zagadałam. Wprawnym ruchem narysowane od zera brwi podeszły młodym pod sam czubeczek ściągniętych pod niebo koczków, ale podniosły bez szemrania. Aż się zdziwiłam. Drżącymi dłońmi narysowane od zera brwi starych zatrzęsły się w nagłym świętym artykułowanym zajorganiu. Nie zdziwiłam się wcale.

Czasem oświecenie przychodzi z niespodziewanej strony.

Rozdziewam Pierwszego w przedszkolu. Stoi nad nim nowy kolega, dajmy na to, Przemek, stoi tak jakoś wyczekująco-grożąco. Pierwszy (jest najmłodszy w grupie) niepewny, robi dwa kroki w stronę sali, Przemek zaczyna go dusić od tyłu. Pierwszy odwraca się, zrzuca ręce, protestuje; dumna jestem, bo on ma asertywność taką mocno wewnętrzną, miło patrzeć, że przynajmniej „nie” umie powiedzieć, po cichu, bo po cichu, ale jednak. Przemek nie rezygnuje, gdy tylko młody odwraca się z powrotem, zostaje dość mocno popchnięty obiema rękami w plecy. Bez specjalnej agresji w sumie, zabawowo, bo tak. Przed zaryciem w linoleum ratuje Pierwszego regał z książkami. „Ej, Przemek! Nie popychaj go, nie wolno tak, co ty robisz?” – mówię, szybko, ale całkiem spokojnie, w końcu nic się specjalnego nie stało. I słyszę ciszę.

Znacie to uczucie, kiedy nagle otula was szczelnie kokon cudzej konsternacji, bardziej wyczuwalnej niż dostrzeżonej? Panie przedszkolanki, dwie mamy rozbierające swoje dzieci, sam Przemek w końcu, wszyscy jakby sapnęli – na ułamek sekundy świat się zatrzymał, żeby mi się przyjrzeć, a kiedy znowu ruszył, starał się nie patrzeć mi w oczy. Znowu zrobiłam coś nie tak. Najpierw myślałam, że chodzi o kolejną nadopiekuńczą wariatkę, matkę-helikopter, te sprawy. Ale nie. Olśniło mnie w połowie drogi do domu.

Przewinęłam taśmę. Panie klękające koło Pierwszego po mojej interwencji, tłumaczące mu, że Przemek na pewno nic złego nie chciał, że on taki już jest. Przeproś Pierwszego, bo mu będzie przykro, no już, jakby to mój syn był problemem. Zabawki rozłożone profilaktycznie w innym kącie sali. Szepty mam, że to już nie pierwszy raz, że one też z tym Przemkiem tego, że one mówiły pani dyrektor.

A ja, jak jakiś totalny przygłup, zwróciłam się do gówniarza bezpośrednio. Powiedziałam mu natychmiast, co mi nie pasuje, jemu, nie jego mamie, pani od straszaków (co akurat miała szychtę), koleżance z pracy (co o dzieciach gadamy, bo mamy). Jemu. Miał w oczach dokładnie ten sam zszokowany błysk, co tamci chłopcy z autobusu i tamte dziewczyny z przystanku.

Wnioski trzy. Primo, społeczeństwo ma mentalność ofiary. Secundo, nigdy nie wyrastamy z przedszkola. Tertio, ludzie w większości nie są źli, tylko czasem nikt im nie powie.

TSM

Reklamy

8 uwag do wpisu “O tych, co nie skumali.

  1. Ja też mówię. Bo przecież często się słyszy: „Nikt nic nie mówił”. „Nie słyszałam, żeby ktoś miał coś przeciw”. No to ja mówię, choćby tylko po to, żeby tamtego nie można już było powiedzieć.

  2. Masz świetny sposób pisania, bardzo dobrze się Ciebie czyta 🙂 Ja na szczęście mam chwilę czasu zanim będe córkę prowadzać do przedszkola…. Zapewne nie ominą mnie takie sytuacje. Pozdrawiam i zapraszam do siebie.

  3. Oj, ja zawsze w takich sytuacjach jestem, można powiedzieć, postrachem takiej nieokiełznanej młodzieży. Zawsze staram się takich naprostować. Ale jednak nadal niezmiennie najbardziej drażni mnie młodzież typu stać-mnie-na-najki-ale-na-słuchawki-już-nie-starczyło. No szlag jasny mnie trafia gdy muszę jechać autobusem z gostkiem-dresikiem, fanem słabego hop-hopu czy rapu. Ale takiemu strach zwrócić uwagę…

    • Zachodzę, sumiennie zachodzę.
      I się zastanawiam, co trzeba mieć, żeby widzieć. Bo Ty strasznie dużo widzisz, a większość ludzi – nie. Ale to jeszcze pikuś, bardziej mnie zastanawia to, jak żyć, panie premierze, tyle widząc. Mnie wychodzi taki rachunek, że widzący są zgettowieni, znawiasowani (no bo rzadko się zdarza, żeby spotkać sobie podobnego), na domiar złego obserwacja mechanizmów – jak toczy się światek – nie nastraja jakoś optymistycznie i stąd prosta droga do smutku i zniechęcenia. A Ty masz jakoś inaczej, mirabelki Ci kurnia rosną jak oszalałe, czy co? Polyanna pierniczona 😛
      A, lenistwo. No tak. To udawane i mało profesjonalne.
      Może coś tłumaczy.
      No to się leń 😛 Przykładem bądź świetlanym dla wszystkich trochę lepiej widzących, a niewesołych.

      • Cześć 🙂

        Fakt, mi póki co jakoś zawsze na plus wychodzi. Mam wielkie szczęście do ludzi i ta Pollyanna, mówiłam przecież. A czasem to se myślę (a czasem inni mi dają do zrozumienia), że może ja po prostu zbyt głupia jestem, żeby pojąć głębię otaczających mnie przepaści? Ale i tak najlepsi są ci, którzy stanowczo twierdzą, że cierpię w milczeniu, tylko nie zdaję sobie z tego sprawy;>

        P.S.: Naprawdę się cieszę, że zachodzisz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s