Tarta z pędrakami.

Wszyscy mówili, że będzie cudownie. Tarta z truskawkami. Wyobrażałaś sobie długimi godzinami, jak bierzesz pierwszy kęs, powoli zanurzasz się w to nowe doświadczenie, smakujesz doznania. Przepis prosty, sprawdzony, dziesiątki przed tobą go wypróbowywały z podobnym, rozpływającym się w ustach rezultatem. Nie ma się czego bać, przygotowana jesteś, znasz go niemal na pamięć.

Margaryna nie chce się wrobić, lepi się paskudnie, w końcu dajesz dwa razy więcej mąki (na ekranie jakaś bielsza była, może złą dajesz?), zapominasz o proszku. Jamie chyba nie musiał łowić skorupek. Jak zawinąć, gdzie to ma koniec, pewnie Okrasa ma inną folię. Chcesz jak Nigella w filozoficznym zamyśleniu seksownie rozgryźć owoc, okazuje się nadgniły. Akurat z tej strony. Chcesz zręcznym ruchem pozbyć się szypułek, Pascal pokazywał, rach ciach, ale twoje oporne jakieś, pół godziny ci zeszło. Nikt cię nie ostrzegł, że na wylepienie całej formy zawsze braknie ciasta i trzeba sztukować. Nikt ci nie wyjaśnił, że choćbyś i sto razy zaczynała, i tak nie rozłożysz jak na zdjęciu, bo polskie truskawki w głębokim poważaniu mają piękno symetrii. Wsadzasz blachę do piekarnika bez nadziei, prawie płacząc. Wszystko nie tak. Wszystko na opak. Ukrywali to. Spisek. Zmowa milczenia. Pieprzony lukier.

Ostatnio na babskim wieczorze z niedzieciatymi opowiadałam (zapytana!) o młodych. Że moje akurat nieinwazyjne, w sumie fajne, śmieszne takie, czasem marudzą. Ogólnie spoko, bez drastów. Prawie udławiłam się chrupkiem, wróć, carpaccio z buraków, kiedy usłyszałam wypowiedziany ze słonym przekąsem zarzut, że im tam sprzedaję koncept macierzyństwa. Nie. Sprzedaję, podwójny nawet, konkret. Konkret. Nudny jak psia dupa, może dlatego taki nie do przełknięcia.

Słoneczko, nikt ci nie powiedział, bo najwyraźniej twoi znajomi wierzą w twoją inteligencję na tyle, by ufać, że sama dojdziesz do tego, że w życiu to niezupełnie tak, jak pokazują w telewizji. Wyjmij placek, spróbuj. Macierzyństwo zwykle jest po prostu zjadliwe, mimo tego, że krzywe trochę, spalone od strony grzałki, bladawe z drugiej. Fajerwerków ni ma, ale jak się już przyzwyczaisz, nie wyobrażasz sobie bez niego kawy. A że dla kogoś za słodkie, za mało słodkie, niedopracowane, wyszły-dwa-a-miały-trzy-blaty i w ogóle takie jakieś? A to ten ktoś będzie je potajemnie zażerał łyżkami przy każdym przewinięciu się obok blatu? Nie.

Tobie ma smakować.

TSM

Reklamy

10 uwag do wpisu “Tarta z pędrakami.

  1. W ogóle z tym „konceptem macierzyństwa” to szaleństwo jest jakieś. Jedni wrzeszczą, że za mało inni im powiedzieli; inni, że za dużo; inni nic nie wiedzą, a jeszcze inni wszystko; pewna grupa uważa, że została okłamana. A wszędzie pretensje, zamiast wniosków, tak prostych jak Twoja puenta.

  2. Najlepsze jest jak ktos sie pyta, a jak Wy wychowujecie Wasze? Nie wiem pierw o co mu chodzi i mowie, ze normalnie. No jak to normalnie? A wedlug jakiego konceptu? Zadnego, ot chowamy jak akurat pasuje. A jakie zywienie stosujecie? Czasem bio-eko-warzywnie, a czasem bulka, jak pasuje. Niedlugo spytaja sie jak czesto ma wiatry, bo to przeciez na wszystko dzisiaj trzeba miec koncept i zycie jak w pudeleczku.
    Super tekst.

      • My tez lubimy, lubimy. Aczkolwiek z zastrzezeniami. Nieopodal nas miesci sie przedszkole waldorfskie, do ktorego staralismy sie naszego Lulka zapisac. Nie przyjeli nas… Waldorfem trzeba zyc odnosze wrazenie, czyli calkowicie bez telewizji. Przyroda, przyroda, przyroda, zabawki tylko z drewna. Ze wzgledu na miejsce za zamieszkania mysle i pare innych czynnikow nie dalam rady tego wprowadzic.
        Odnosnie montessori, tutaj cos fantastycznego:
        https://m.youtube.com/watch?v=09Y-huCMjIc

  3. Ile ludzi tyle punktów widzenia, niczym gwiazd w galaktyce. A u mnie fajerwerki, każdy rok – inny cud. Kłopociki niczym problemy kuchenne po czasie śmieszą, w perspektywie bawią. Jeśli ktoś mówi, że nie chce macierzyństwa szanuje, jeśli nie chce byśmy sie spotykali z mym przychówkiem – nie ma sprawy. Każdy widzi świat na swój sposób 🙂 🙂 A że ja dla siebie mam swój własny, mały cud – to już tylko moja tajemnica
    A jak wychowuję – hmmm, mam nadzieję, że mądrze, ale o tym to sie dowiem niczym producent wina za ładnych parę lat. Albo mi wyjdzie Châteauneuf – du – Pape, albo jabol 🙂
    Pozdrawiam

      • Generalnie wydaje mi się, że jak się większość dobrze przyjrzy to wiele jest w życiu chwil szczęśliwych 🙂 Drożdżówka z kruszonka to dla mnie świętość, smak mojego dzieciństwa 🙂 Zapach, roześmiane buzie kuzynostwa i szalone biegi z kawałkiem ciasta w ręku po podwórku. A ciasto spadło, otrzepało się i nie trzeba było Domestosem 🙂
        Ależ mi apetytu narobiłaś, a do maja muszę linię trzymać 🙂

  4. fajerwerków nie ma, ale tobie smakuje. wystarczy, kurde. twoja prawda, twój konkret, niechaj inni swoje koncepty lansują („lansują”). święte ich prawo. ciągle mnie to fascynuje, że każdy patrzy na to samo, a widzi co innego. kocham pluralizm. tyle, że w PL większość furczy, nieprzyjemnie dziwi się na odmienność. zakalec też może smakować.

  5. Twoj blog jest naprawdę swietny 🙂 Dawno się tak dobrze nie bawiłem jak wtedy, gdy czytałem wszystkie Twoje wpisy 🙂 Oczywiscie jest to komplement, masz wielki talent do pisania, a mi dobra literatura czy teksty sprawiają naprawdę ogrom radosci. Wręcz uwielbiam czytac 🙂 Na Twojego bloga również będę o wiele czesciej zagladal 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s