Brzegiem chodnika.

Pochodzę z typowego małomiasteczkowego zaścianka, gdzie wszyscy widzą w sobie stłamszonego złym losem pana, zaś w sąsiedzie nieprawowicie wyniesionego chłopa, któremu pobłażają, ale którym sekretnie gardzą. Tak naprawdę nikt do końca nie wie, kto jest kim, co rodzi konieczność ciągłego ciskania się, kogucenia i udowadniania, przy niezbędnie zblazowanym wyrazie twarzy. Moja sarmacka rodzina z upodobaniem kultywuje pieniacko-warcholskie tradycje: rodzeństwa nie odzywają się do siebie latami, ojcowie umierają w zapiekłym gniewie, można oberwać nisko lecącą niedojrzałą gruszką, w nocy nieznani sprawcy przesuwają kamienie graniczne.

Ma to swoje zalety.

Krewki zaścianek mówi na głos. Fritzl nie mógłby pochodzić z mojej wsi, bo by się z czystej dumy ze swojego sprytu w kolejce po mięso wygadał. Jeśli ktoś knuje, to nieudolnie, jeśli złorzeczy, to otwarcie, jeśli się cieszy, to tak, żeby jeszcze wnuki tej głupiej spod dwójki wiedziały z czego. Poza tym nikt ci nigdy nie powie siedźwkącieznajdącię. Od małego jesteś uczony, żeby postawić na swoim, nie boisz się pluć pod wiatr, bo kiedy akurat dmuchają ci w żagle, a nie ściągają wodze, to z całej siły, żadne tam pitu pitu może byś syneczku spróbował. Będziesz dobry, wszyscy u nas byli. A jak ci nie wychodzi, nie łamiesz się, hardy jesteś, w końcu cocięniezabijetocięwmocni wysysasz z mlekiem matki. Modyfikowanym, acomitambędąmówić. Najsilniejsi bardzo na tym zyskują. Najsłabsi, w głębi ducha przeczuwający, że nie są ani tacy świetni, ani tacy ze stali, radzą sobie po swojemu.

Jeśli widzisz kogoś, kto całym sobą tarasuje przejście w Biedrze, z uporem muła stoi na środku ruchomych schodów, bezmyślnie zajmuje dwa miejsca parkingowe, w kolejce do ostatniej chwili nie przesunie wózka, im lepiej kogoś zna, tym bardziej się spóźni – prawdopodobnie wyszliśmy z jednej zagrody, pełnej stworzeń nie tyle złych, ile w swoim bezrefleksyjnym parciu do przodu niezwracających większej uwagi na otoczenie. Jeśli wybijesz ich ze stuporu, bywają niebezpieczni, atawistycznie zacietrzewieni. Pies jeży się, kiedy się boi.

Trudno się ich oswaja. Nawet w oczywistych sytuacjach nie przepraszają. Krok w bok to dla nich krok w tył. Nie dają się przekonać, że bycie uprzejmym i bycie frajerem to niezupełnie to samo. Że szacunek wobec drugiej, obcej osoby (we własnym klanie każdy zna swoje miejsce) nie jest równoznaczny z podporządkowaniem się jej. Że można zaznaczyć swoją obecność inaczej, niż obsikując każdą napotkaną gałąź.

Sto lat temu, noc, centrum miasta. Leciutko zawiani czekamy z przyjaciółmi na tramwaj. Drugi mamy zupełnie gdzie indziej, jesteśmy bez zegarka. Obok nas grupka coraz bardziej huczących młodzieńców, atmosfera się zagęszcza, czuję się nieswojo. Iść-czy-nie-iść, królowa jałowych dyskusji, kończy się stwierdzeniem, że musimy wiedzieć, która jest godzina. Kiedy mój wtedy przyjaciel, na oko średniej cipowatości yntelektualista w okularach, podchodzi do chopaków, włosy stają mi dęba. Pochrumkiwania cichną, bo zagłuszają grzeczne pytanie. W ślad za grzeczną odpowiedzią idzie łagodny żarcik o motorniczych, rechoczą ochoczo.

Moment, w którym zrozumiałam, że w jego zachowaniu nie było grama brawury, a jedynie jasne przekonanie o własnym miejscu w świecie i spokój, był tym, w którym stwierdziłam, że mogłabym z nim spędzić życie.

———————————————–

Kiedy jak przyciężkawa wróżka zębuszka wchodzę czasem do pokoju śpiących w zgodnym rytmie Młodych, zastanawiam się, co w nich jest ze mnie. Bo gdybym mogła wybierać, chciałabym, żeby chodzili jednak jak tata, a nie jak babcia czy dziadek – bliziutko krawężnika, cichutko, nikomu nie zawadzając. Wyprostowani.

Z tą łagodną pewnością, że środek chodnika jest dokładnie pod ich stopami.

TSM

Reklamy

12 uwag do wpisu “Brzegiem chodnika.

  1. nie zwracamy uwagi na otoczenie, bo przemy do przodu. przemy do przodu, bo nie mamy zaufania do innych. musimy dbać o czubek własnego nosa – oto nasz priorytet. mocni tak robią. słabi, czyli empatyczni przepadną z kretesem, przeżyją ci, co wygrywają wyścig szczurów. przeczytane ostatnio: „pomaganie innym, bycie porządnym człowiekiem, który wykonuje ciężką pracę, to też kariera”. mało popularne stwierdzenie. chyba trochę mi wyszło poza twój tekst.

  2. Wow! Czadowy tekst.Przeczytalam dopiero dzisiaj.Tekst o miłości jak dla mnie.To jak widzisz TST jest piękny.Myślę że jeśli kogoś się kocha to taka nutka podziwu jest wskazana.Twoje szkraby mając takich kochających się rodziców dadzą radę zawsze.

  3. Aha. Zawsze się nad tym zastanawiam, jak ludzie w kolejce przede mną zaczynają szukać po kieszeniach portfela, nie ruszywszy leżących na taśmie, a czekających na spakowanie produktów. Co poszło krzywo? Czy to są nawyki, czy brak inteligencji (z grubsza: zdolności uczenia się na podstawie doświadczeń)? Skąd się bierze odruch złapania za drugi koniec wózka, żeby wszedł bez bólu do autobusu albo zagadania do kogoś, kto wygląda na zagubionego, czy odciętego od prądu? Bo że nie jest powszechny, to pewne, tak samo, jak to, że powinien być chrześcijański, a powszechna katecheza czegoś w tym nie pomaga… Zupełnie nie chodzi o antyklerykalizm, tylko o prostą konstatację, że w dziedzinie wartości coś się dzieje na wejściu, a coś zupełnie dziwnego na wyjściu.

  4. @LP: empatia, wyobraźnia, nic ponadto. chrześcijański pogląd niewiele ma do rzeczy, jak i nawyki (te bardziej do innych naczelnych mają zastosowanie. pomagają ci, co sami przeżyli i mają wyobrażenie, jak to jest.

  5. @wieloświaty. Dobra, nie odkryję jądra wszechświata, raczej chodzi o namysł nad rzeczywistością. Empatia, doświadczenie – OK, ale ileż ich trzeba, żeby ustąpić miejsca w tramwaju? najpierw zapłacić i odjechać spod dystrybutora, a potem zamówić hotdoga, bo z tyłu sznureczek oczekujących? Zatrzymać się, kiedy jakaś laska męczy się nieporadnie z wymianą koła? Dla kogoś to są nawyki, dla innych – amba mózgowa. Dlaczego? TSM też się nad tym zastanawia, bez brawury w odpowiedziach 😛

  6. Witam przeczytałęm tak z ciekawości kilka notek z twojego bloga i muszę powiedzieć, że jestem w szoku jak nam fajnie to wszystko opisujesz. Dawno nie wprawiłem się w takie osłupienie. Zmień nazwę bloga, ponieważ nie jesteś taka sobie mama tylko super mama i dzieci są z tobą z pewnością szczęśliwe.

  7. Pingback: O ewolucji. | Taka Sobie Matka

  8. Pingback: Tekst roku. | Taka Sobie Matka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s