Ćwiczenie wyobraźni.

Pierwszy konkurs na blogu cieszył się powodzeniem, co niewątpliwie, Moi Drodzy, świadczy o Waszej śmietankowości. Dziś ciąg dalszy rozrywek umysłowych, choć jak zwykle miało być o czymś zupełnie innym, ale że refleksja mnie naszła, to Was nią nakarmię.

Tło.

W młodzieńczości mojej uczęszczałam byłam do liceum X. W tejże świątyni mądrości wszelakich przechodziłam przez własne i cudze Acherony, Styksy i Lety, hartowałam rozpalony charakter morzem zimnej wódki, gubiłam rozsądek i znajdowałam Przyjaciół. Jednym słowem stawałam się. Miejsce było o tyle nietypowe, że wszyscy tak bardzo przeczuwaliśmy powagę sytuacji, że żal nam było tracić chwile i nawet na wagary udawaliśmy się do szkoły.

Jedną z naszych ulubionych rozrywek, wspomaganych różnorako lub nie, było przesiadywanie w przedszatni w suterenie i lipienie się w okno wychodzące na jeden z bocznych odparkowodoulicowych chodników. Z perspektywy żaby przyszpilaliśmy przechodniów i zastanawialiśmy się, kim są. Pisaliśmy jeden przez drugiego scenariusze ich dnia i życia, nazywaliśmy ich wyimaginowane psy i kanarki, zaglądaliśmy do kieszeni, tłumaczyliśmy z potknięć, na czynniki pierwsze rozbieraliśmy najbardziej intymne tiki przed zaśnięciem. Historie snuły się powoli lub gorączkowo, w zależności od naszej blazy i tempa obiektu. Czasem nie kleiły się i mimo wysiłków dochodziliśmy tylko do tego, że chudy pan Y, inżynier, mieszka z mamą; czasem zaś wychodziły przed nas, nam na przeciw, i wtedy musiałam uważać, żeby nie spotkać danej osoby w tramwaju, bo mogłabym nie ugryźć się w porę w język i zapytać, jak było na koncercie. No tym, na którym był pan wczoraj, z córką. Nie, tą starszą, pianistką.

Problem.

Z różnych powodów nie czytam blogów mam chorych dzieci*. Jeślibym zaś czytała, i tak prawdopodobnie nie byłabym w stanie strawić bloga Dawida Spałka – tak jest słodziaszny, różny ode mnie, mojego wyczucia języka, mojego podejścia do dzieci. Każdych. W niczym to ani mi, ani mamie Dawida wadzić ni ujmy przynosić nie powinno.

Jak się dowiedziałam post factum, Dawid to odratowany wcześniak, z bardzo uszkodzonym mózgiem, którego rodzice starają się jak mogą zrobić wszystko, żeby spróbować wszystkiego. Nie uśmiecha się, nie wodzi oczami, nie płacze. Historia jakich wiele, ale nie do końca. Rodzice Dawida bowiem obrotni są, wiedzą jak korzystać z fejsa, wiedzą jak zaapelować, żeby dotrzeć, mają więc, że tak powiem, wyniki. Lawina błota była kwestią czasu i na tę lawinę trafiłam podczas jednego z bezrefleksyjnych klikowisk.

Ośmielili się bowiem ciż rodzice pojawić w DDTVN, ubrani bynajmniej nie w raszlowe worki, uśmiechnięci. Co gorsza, pod koniec wywiadu wypsnęło się mamie, że życie jest fajne. Więc się posypało. Wybrałam co smaczniejsze, pisownia oryginalna; wystarczy przeczytać ze trzy, żeby się zorientować, o co chodzi:

Nie on jeden pracuje na 2 etaty. Pewnie ze moze tata kupuje PREZENTY bo na potrzebne rzeczy sa oglaszane aukcje licytacje 5 zlotoweczki. Wtedy pewnie faktycznie zycie jest fajne i marzenia sie spelniaja..

Pani Kasia zwolywala dla Dawidka akcje zajaczkowe,urodzinowe i gwiazdkowe to moze niech okaze troche dobrej woli i zwola dzisiaj na stronce Dawidka akcje mikolajkowa dla chlopaka i jak zajczki kicaly do Dawidka to niech teraz mikolajki pojada do innego dziecka. Tyle klikniec co jest na profilu Dawidka to jak kazdy pusci mikolajka za dyszke to do 6-go grudnia na Mikolaja chlopak bedzie mial cala sume. Moze ta cala sytuacja wtedy sie wyciszy i i nie bedzie tego zlego co by na dobre nie wyszlo,Pani Kasia moze zyska wtedy w oczach innych ze jednak nie jest takim samolubem. ze wszystko tylko dla siebie.

Gdyby Rodzice Dawida cały koszt leczenia i opieki musieli ponieść z własnych funduszy to troszke inaczej by się wypowiadali i troszkę inne mieliby miny. A jeśli cały ciężar utrzymania ICH dziecka spoczywa na wszystkich(sponsorzy,fundacje,osoby prywatne) tylko nie na rodzicach to juz jest truche nie tak, bo dziecko ma zapewniona pomoc a rodzice ze”swoich” moga sobie „zyc”.

Ciekae co za bajery bedzie nam wciskac,bo przeciez od razu zapowiedzaiala ze nie ma zamiaru sie tlumaczyc. A przeciez powinna skoro tak fajnie korzysta z tych hojnych datkow. w zeszlym roku bylo tego napewno ze 120 000 zl,a w tym roku pewnie drugie tyle skoro akcje Dawidka tak predko rosna. Ludziom maja prawo wiedziec co robi z ich pieniedzmi,ale skoro nie zamierza sie tlumaczyc to niech przestanie zebrac.

Dla mnie to rodzice są oszustami , zarabiaja na chorym dziecku, afiszują sie zdjeciami , a Panią Kasie to telewizja pochłonęła a nie chory Dawid. Kupowanie nowych ciuszków i super drogiego wózka , mnie podtrzymało ze to w końcu rodzice są egoistami.

No standard zycia,wyglad,ubrania,bizuteria mamy a przede wszystkim urzadzone na wysokim poziomie mieszkanie mowia same za siebie. Wszystko z najwyzszej półki.Ktora Rodzina majaca tak chore dziecko tak sie prezentuje? Pierwszy raz sie z tak wysokim standardem spotykam. Ile kosztuje ta lufa mamusi? Pare tysiecy chyba?

tyle tu prawdy ludzie piszą , a nie przepraszam Pani Kasia teraz Telewizją i super wycieczkami sie nakręca , syneczek chory to można korzystać , no bo życie jest fajne jak to mówi , ludzie nie bądzcie naiwni oni tylko szukają sponsorów na lepsze życie a ich Dawidek to tylko podkładka , piękne zdjecia reportaże zobaczymy jak urośnie i tak jak tu ktoś napisał w pamery narobi i Pani Kasia na plecach chlopaka bedzie dzwigała i czy nadal życie dla niej bedzie Magią.

Na raze to oni robia sobie reklame zwiedzaja podrozuja i usmechaja bo w zyciu by tego nie mieli przy zdrowym dziecku. Moze pokazujcie jak wegetuja innimrodzce. Mama zadbana salony kosmetyczne fryzjer modne ciuchy nie widac zmeczenia modne ciuszki auto wystrzalowe urzadzone mieszkanie zaraz dom zaczna budowac za nasze dadki. A tacy biedni byli i tak im zle bylo.

I tak dalej, i temu podobne. Była nawet jedna pani społeczniczka:

jest jednym z niewielu takich dzieci, moim zdaniem pokazuje się dziecko niepełnosprawne z rodziny, którą stać na najlepszą terapię itp. maskując problemy ludzi żyjących na granicy skrajnej nędzy przez choroby swoich dzieci.
Nie ma jak propaganda, a Ci, którzy w sejmie walczyli o godne zasiłki są na straconej pozycji, bo przecież można żyć z zaje…ym uśmiechem na ustach i zapewnić dziecku luksusowe życie i najlepszą terapię… Nie zazdroszczę, ani źle nie życzę rodzicom tego dziecka, nic do nich nie mam i oby mieli do końca życia tak dobre warunki bytowe i tyle sił fizycznych i psychicznych.Ale niech to nie przesłania poważnego i potężnego problemu innych rodzin.

Zadanie.

Spróbujcie poćwiczyć wyobraźnię, trochę na odwrót niż ja w liceum. Tam to my wkładaliśmy w usta kwestie gotowym ludziom. Tutaj macie gotowe monologi – doróbcie człowieka. Jak wygląda ktoś, kto myśli takie rzeczy? Co robi w domu? Z kim gada? Jakie programy ogląda? Dla uproszczenia załóżmy, że nigdy nic nie wpłacił na konto Dawida.

Mój pierwszy strzał na początek.

—————————————

Kobieta in her late fifties, przysadzista, ale nie otyła. Nie dba o dłonie, są poorane nieadekwatnie do wieku, spękane, z wżartą żółcią i brązem – jak u kogoś, kto bez rękawiczek obierał z zielonych łupin świeżo opadłe orzechy włoskie. Rusza się dużo i bez celu, drobnymi posunięciami, tu sprzątnie, tam przetrze, siam zamiecie. Ciągle gdzieś prze, odpowiada monosylabami, spieszy się.  Nawet podczas snu rusza palcami u stóp, co doprowadza do pasji jej męża.

Nie potrafi stanąć, porządnie zakląć, upić się. Mamrocze pod nosem, dużo, szybko i niewyraźnie, na jednym tonie. Pracę tak wymamrotała, chłopa, dzieci. Za niczym specjalnie nie tęskni, niczego jej nie potrzeba, lubi trochę seriali pooglądać. Siada zawsze na krawędzi fotela, pochylona do przodu. Nie znosi polityki.

I tu się gubię, czegoś mi brakuje. Nie wiem, czemu jest taka tekturowa, co sprawiło, że jej życie jest całe jak z papieru pakowego, nie widzę upadków, przez które nie ma wzlotów. Nie ma w niej żadnej większej tragedii, a ilość małych nie przekracza normy. Więc skąd?… Jednego za to jestem pewna. 

Piecze najlepszą na świecie szarlotkę na kruchym cieście, ale o tym nikt nie wie.

—————————————

Nagrodą tym razem Uścisk Dłoni Prezesa.

TSM

*Dwoma wyjątkami są Kurlandia i Zuzka. Pierwszy do dziś nie mam pojęcia dlaczego, co nie zmienia faktu, że jestem mu wierna, choć nie oddana; drugi, choć początkowo miał być blogiem matki chorego dziecka, stał się blogiem, więc się w sumie nie łapie.

Reklamy

15 uwag do wpisu “Ćwiczenie wyobraźni.

  1. Poza konkursem. Napisałam ostatnio na Fejsie co myślę o tych, co piszą, że nie dają (wiem, że zaglądasz, więc może widziałaś). Dedykuję również tym cytowanym we wpisie.

  2. przykro się robi. Strasznie dużo chcę tu napisać, ale nie wiem czy umiem to ująć. Może kiedyś napisze u siebie post o tym, bo już nawet myślałam.
    Chcąc nie chcąc wpadamy w świat niepełnosprawnych/niezdrowych/uszkodzonych/skrzywionych dzieci. To nigdy nas nie dotyczy, dopóki dotyczyć nas nie zacznie. Spadnie to na nas. Przygniecie. Są dwie drogi- załamać się i płakać lub załamać się i powstać. Czerpać z życia, walczyć. Tak, wiąże się to z dużym nakładem finansowym, bo na nfz nie ma co liczyć. Wszelkie dodatkowe działania poza państwową służbą zdrowia kosztują. I jeśli nie mamy oszczędności, rodziny, znajomych, a bank nie chce nam dać kolejnej pożyczki to zaczyna się proszenie ludzi obcych. Czy jeśli ubiorę się w starą bluzę i przyodzieję smutek na twarzy to będę bardziej autentyczna prosząć o pieniądze i upokarzając się? Oszuści są i zawsze będą w każdej sytuacji czy dotyczy to dzieci czy zakupów czy niewiemczego.

    Zarabiam sporo, nie wstydzę się tego. Mam chorę dziecko i tragedię osobistą. Mam mętlik w głowie i nie chce prosić nigdy o pieniądze. Nie brakuje nam. Jeszcze. Choć oszczędności znacznie stopniały. i robie sobie jaja z HM, że to sklep dla biedaków. Nigdy rozrzutna nie byłam i zawsze mam poczucie winy jak wydaje pieniądze na siebie. Mój M jest inaczej wychowany, on ma firmowe skarpetki, ja mam z 5 paków, Jak kupię firmową bluzkę to wyrzucam sobie, że mogłam kupić taką podobną za mniej. On kupuje za kilkastów spodnie. I wygania mnie do fryzjera- Idz babo, wydaj na siebie i ciesz się! Korzystaj póki możesz.

    On jest ojcem chorego dziecka. Czy to, że ma wiecznie uśmiech na twarzy i chodzi w firmowych ciuchach sprawia, że jest zły, bo powinien chodzić w łachmanach i płakać?

    Płacze w domu, ze mną. Nie na pokaz przy innych.

    Jestem zła i rozgoryczona. Nie na Ciebie TSM, na ludzi. Na tych co siedzą w ciepłych domkach, kochając swoje zdrowe dzieci. Mówiąć w duchu- jak dobrze, że to nie ja i pokazują palcem kto oszust a kto prawdziwy. Nie wiedzą nic!

    • Jeszcze muszę bo mi siedzi w głowie i się wkurzyłam. Wyrzucić muszę.
      O tym też pisałam, że nie czytam przygłupów, unikam. Bo się potem tak gotuję i mi buzuje w środku. Stałam po tamtej stronie, tych co ich to nie dotyczy. Patrzyłam i współczułam. NIGDY do głowy mi nie przyszło żeby kogoś osądząc czy on potrzebuje, nie potrzebuje, czy potrzebuje bardziej lub mniej, czy patrzeć ten ma słabo, ale tamten to dopiero ma przejebane. NIGDY bym się nie wypowiedziała w taki sposób, oceniający, oczerniający dla kogoś kto prosi o pomoc, jakąkolwiek.. Prędzej pomyślałabym coś sama dla siebie i wyszła zamknęła. Zapomniała, wróciła do moich problemów. Pieniądze nie raz dawałam, przelewałam. Nie wybieram komu. To nie jest kurwa, sklep z biednymi ludzmi i nikt nie może oceniać kto potrzebuje bardziej! Grrrr!
      Teraz stoję po drugiej i mam nadzieję, że nigdy nie będę musiała prosić i narażać się na coś takiego. CO za banda idiotów!

      Wezmę udział w konkursie jak nagrodą będzie strzał w gębę jednego z paplających takie rzeczy.

      No…Chyba już wszystko wyszło.

      • Zuzoonku,

        po pierwsze, przepraszam. Gdybym wiedziała, że tak Cię zdżaźni, nie opublikowałabym posta. Mleko się rozlało i odpublikowanie go nic nie zmieni, więc wyjaśnię, dlaczego tak.

        Też mi było przykro, też się gotowałam, też mnie szlag trafiał. Do dzisiaj czasem trafia, jak teraz. Ja znam osobiście, choć całe szczęście z daleka, takich ludzi. Nie takich, co nie dają, bo każdy może robić, co chce, nikomu do kieszeni nie zaglądam. Takich, co z niedawania robią filozofię, mają pęd do nawracania innych, pouczania, głoszenia. I takich, co dają, a potem liczą Ci każdy grosz, zaglądają w okna, czy aby nie masz zbyt nowego telewizora. Kiedyś z nimi dyskutowałam, tłumaczyłam, pokazywałam. Tu też mogłam tak – „patrzcie, jacy idioci, przecież…” / „jak tak można…” / „co myślicie o…”. Ale to bez sensu kompletnie. Na nich nie wpłynie, mnie rozsierdzi, zapali. Od jakiegoś czasu w podobnych sytuacjach zamiast się zżymać, włączam tryb entomologa. Fascynuję się. To mi pozwala nie nienawidzić połowy świata i oszczędza nerwów – czy jest sens przejmować się kretyńskim zachowaniem konika polnego? Nie zrozumiesz mrówki, ona ciebie też nie, bo żyjecie w innych światach. Jak się ugryzie, trzepniesz ją i tyle. I naprawdę szkoda pięści. Ten typ ludzi lubi się klepać po plecach, spoufalać, stwarzać krąg „wiedzących”. Normalnie ludzie przytakują, po cichu myśląc swoje. Wystarczy więc krótkie „pieprzysz”, ewentualnie moje ulubione „w dupie byłeś, gówno widziałeś” 😉 i dyskusja się kończy, bo nie są na to przygotowani.

        Co do proszenia o pieniądze. Całe szczęście mieliśmy swoje, ale w okolicach pierwszych urodzin Pierwszego skumulowało nam się tyle wizyt, kontroli i badań, że jego przyjęcie stało się rodzinną zrzutką na lekarzy. Nie wyrobiliśmy na zakręcie po prostu, nie było się co stawiać. Gdybym nie wyrabiała dalej, pewnie prosilibyśmy w bardziej zewnętrznych kręgach. Nigdy nie uważałabym tego za upokarzające, bo – jak pisałam o w „Sieci” – wychodzę z założenia, że każdy może mi z czystym sumieniem odmówić.
        Z drugiej strony, nie byliśmy w stanie przemóc bariery psychologicznej i iść z papierami małego na Komisję ds. Niepełnosprawności. To typowy przypadek był, dostalibyśmy dwa lata czasówki, zawsze tak robią u nas z małymi dziećmi, z którymi nie wiadomo, co będzie. Po dwóch latach dostałby orzeczenie, że już niepełnosprawny nie jest. Mieliśmy wszystko wypełnione, nawet byłam w MOPS-ie dowiedzieć się, coby mi to dało. Dodatek na opiekę to z automatu 150 zł na miesiąc (plus ewentualne inne z powodu niskich dochodów, nie zagłębiałam się). To mi się wtedy wydawało upokarzające. I jakoś nie poszliśmy. Po roku z kawałkiem, kiedy wiedzieliśmy już, że uciekniemy, stwierdziliśmy, że byliśmy skończonymi debilami. Tak jakby papierek mógł go zrobić niepełnosprawnym albo jego brak przed niepełnosprawnością uchronić. Dodatek plus odpis od podatku za rehabilitację i dojazdy (tylko z orzeczeniem) dawał jakieś trzy kafle bodajże. Rehabilitacja przez trzy miesiące. Wakacje. Nowe buty. Ten pieprzony fryzjer.

        Trzymaj się swojego M. Ma rację.

        • Ale nie masz co przepraszać, bo mówię że ta złość nie na Ciebie a na ludzką głupotę. Masz rację z tą mrówką i pięściami. Nie ma co, szkoda sił. Jednak ja jeszcze się zapalam i gotuję. Może kiedyś przejdę na tryb „a chuj z nim”
          A, M się trzymam już z 12 lat i mimo, że się puszczaliśmy (siebie, nie się :p)
          to jakoś wracaliśmy z podkulonymi ogonami do siebie.

  3. Tak się składa, że znam ją bardzo dobrze. Wszystko się zgadza, oprócz tego, że pani jest głośnomówiąca, nie mamrotliwa, a najlepszą szarlotkę robi moja babcia.
    Znamy się długo i długo już się dziwię, dlaczego jest taka. Na dziś mam takie wyjaśnienie: gdy Pani zostaje obdarowana, czuje się fatalnie. Nie chodzi o zwykłe skrępowanie. Jest naprawdę źle, adrenalina skacze, myśli się rozbiegają, włącza się strach, gniew, złość.
    Bo trzeba się odwdzięczyć. Musi być rewanż i to wyliczony, co do okruszka. Podarunek jest dla niej jak żądanie zapłaty. Ona przecież nic nie chciała, a teraz MUSI. Dlaczego tak? Bo wychowała się na wsi w bardzo surowych/prymitywnych warunkach, i w takiej własnie surowej/prymitywnej kulturze rewanżu plus to, że w dzieciństwie i w młodości żyła w ubóstwie a potem w biedzie i nie miała jak się odwdzięczać.
    Tyle razy skręcało ją nieznośnie w brzuchu z tego powodu, że zaczęła reagować automatycznie silną niechęcią na samą ideę obdarowywania. Chętnie kolekcjonuje przykłady pokazujące, że ma rację, że obdarowywać nie warto, bo ludzie wyłudzają, udają, wydadzą na wódkę, a jak nawet nie, to w inny sposób zmarnują. Takich przykładów, zwłaszcza jak się ma na to radar nastawiony, można spotkać mnóstwo i to jeszcze bardziej wzmacnia przekonanie, że dawanie jest po prostu złe.
    Nie do końca mnie satysfakcjonuje to wyjaśnienie, ciągle bardziej się dziwię niż rozumiem. Ale coś.

  4. Różnie może być tak naprawdę. Ale to nie zmienia faktu, że dziecko jest chore i potrzebuje rehabilitacji. Nie było się u kogoś w domu to nie wie się jaka jest naprawdę sytuacja.

  5. Myślę że najczęściej są to osoby którym w życiu nic nie wyszło ale są zbyt leniwi żeby to zmienić.Uwielbiaj zgrywac ofiarę zawsze i wszędzie.Uznają że wszystko im się należy.Czują nienawiść do każdego kto w ich mniemaniu ma lepiej.Jeśli mi się dobrze powodzi to napewno złodziej.Ich życie jest szare i tylko takie jest właściwe dla wszystkich.Dużo można pisać o takich ludziach ale mysle że ich cechą wspólną jest samotność i związana z tym bezsilność.Brakuje im motywacji żeby coś robić bo nie mają dla kogo a sami dla siebie są zbyt mało atrakcyjni.Czepianie się innych jest forma zwrócenia na siebie uwagi.Świat się kręci obok nich. Boli mnie to co musi przechodzic Jerzy Owsiak każdego roku jak musi udowadniać że jakas tam willa nie jest jego domem bo jakiś psychol tak twierdzi.Podobnie Anna Dymna.Zbiera obacnie na Globisza a ludzie wylewaja na nią wiadra pomyj że przecież on był aktorem więc ma kasy jak lodu.Normalnie wymiotowac die chce!!Nie chcesz to nie dawaj i nie pierdol( sorry za przekleństwo).Uważam że każda matka bez względu na to czy ma chore czy zdrowe dzieci jest istotą ludzką i ma prawo iść do fryzjera ba! Ma nawet prawo ładnie wyglądać i chodzić do pracy! No ale jeśli ktoś uważa że wszystko co złe jest „karą boską” to nie ma wyjscia ma karę i siedzi w domu w szafie i płacze.Najlepiej jakby już kładł się do trumny.Myślę że te hejty na matki pochodzą niestety od innych matek które odrywaja się na innych bo nie radzą sobie.Robią to z zazdrości.Uważam że trzeba pomagać bo dobro zawsze wraca.To trochę wyswiechtany slogan ale u mnie się sprawdza.

  6. Pasuje tu jak ulał artykuł Łońkiej o wolności. Napisać
    coś złego, ublizyc jest bardzo, bardzo łatwo. Ci pozytywni
    potrafią ublizyc hejterom. Nie wyrazić zdanie na temat wypowiedzi, ale nabluzgac, wzywać od idiotów, itp. Czy wtedy nie stajemy się hejterami hejterow?

    • Dlatego nie ubliżam. Zresztą, żeby komuś ubliżyć, trzeba z nim wejść w interakcję, stanąć na tej samej podłodze, chcieć porozmawiać. Ten etap, etap wyrażania zdania, jak pisałam wyżej, mam już dawno za sobą, szkoda mi nerwów i życia 🙂 Ale lubię obserwować, staram się poznać (co nie znaczy zrozumieć) pobudki, Wam zostawiłam komentarz. I, jak się okazuje po wypowiedzi anki na przykład, dobrze robię.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s