Ile kosztuje dziecko?

Siedzimy sobie spokojnie, to znaczy ja siedzę spokojnie, rozparta, kaweczka, ciasteczko, ploteczki. Obok mnie Druga, od rana w łaskawym nastroju, w gościach tym bardziej. Żuchla zawzięcie, chociaż z pewną flegmą, najsmaczniejsze, grube, paskowane rajstopy po bracie. Moja znajoma, wyglądająca aktualnie jak kępka cienkich patyczków przyczepiona do wielkiej kuli, bardzo próbuje skupić się na słodkości mojego dziecka, ale jej własne w środku najwyraźniej uniemożliwia jej skupienie się na czymkolwiek. Mąż Znajomej dopowiada za nią niedokończone zdania, siedząc na kanapie jednym półdupkiem – jestem przekonana, że klucze do auta przekłada do każdej aktualnej kieszeni.

Siłą rzeczy gadamy o dzieciach, co mi pasuje, bo ja lubię gadać o dzieciach, a większość mojego codziennego stada nie ma zamiaru przedłużać linii. W dodatku, jako Świeża Matka Dwojga (czyli już z perspektywą, a jeszcze nie z benefisem), występuję w roli eksperta od wszystkiego, od wkładek laktacyjnych przez kremy do tyłka do częstotliwości sikania w pieluchę za dnia i w nocy. Kij z faktem, że taki ze mnie fachman od dzieci, jak i lifecoach. To znaczy mam dzieci i żyję.

Pytają o Drugą, czy planowana, mówię o Trzecim, że to zależy. W końcu Mąż Znajomej zaczyna się wiercić bardziej niż normalnie z niewygody od tego przykicywania i pada sakramentalne:

– No dobra, ale jak to wygląda, no wiesz, finansowo? Bo ty tu mówisz pierwsze, drugie, trzecie, a co z kasą? Ile kosztuje Was dziecko?

Rozpromieniam się, bo od wczesnej podstawówki czuję przyjemny dreszcz, kiedy znam odpowiedź na trudne pytanie. Zamiast więc strzelać złotą myślą, że dziecko to kosztuje dużo nerwów/nieprzespanych nocy/czasu i/lub miłości/czułości/troski (w zależności od tego, po której stronie lukrowanego paradygmatu się znajdujesz), zgodnie z prawdą udzielam informacji, że dziecko kosztuje tyle, co samochód.

Myśmy na przykład naszego pierwszego Korsarza Szos za 5600 PLN kupili, jak dziś pamiętam. Góra kasiory wtedy dla nas, ale nie dla szwagra, który przytachał mniej więcej w tym samym czasie mercedesa z rajchu, za 30 000 PLN. Cena auta teścia mieściła się już w kategorii „o pieniądzach się nie rozmawia”, ale i tak była ułamkiem kwoty, jaką zapłacili rodzice znajomych, spełniający swoje marzenie o wożeniu się we wszystkomającym akwarium za pół miliona.

Narażę się teraz na śmierć przez zaparskanie, ale fakt pozostanie faktem. Każde z tych aut jeździło.

Jeśliśmy przy tym, weźmy wózek. Przy odrobinie szczęścia można trafić za darmo od rodziny lub na tablicy. Używka na allegro parę stówek ze wszystkim. Polski sklepowy od około 1300. Celebryckie z pudla między 4 a 7 tysi. Maybach wśród wózków wystawiony w Smyku w specjalnym, szklanym sześcianie zamykanym na szyfrowy zamek – dwanaście tysięcy za spacerówkę w najbardziej okrojonej wersji. Czy się różnią? Ależ oczywiście. Problem w oddzieleniu przydatnego bajeru od wymyślonej potrzeby. Gdybym miała więcej kasy (albo więcej bezczelności, bo u nas wózek kupowali dziadkowie), wzięłabym taki z hamulcem ręcznym i maksymalnie lżejszy – dużo łażę i podróżuję komunikacją miejską. Ale trudno mi poczuć się Złą Matką, bo mój wózek nie kosztował trzech tysięcy, a przecież wszystkie poniżej, jak jeszcze przed urodzeniem Pierwszego klarowała mi z pełnym przekonaniem dzieciata koleżanka, mają Takie Twarde Szwy i ona sobie nie wyobraża wożenia w tym (w zimę, zakutanego w kombinezonie) delikatnego roczniaka.

Tak jest ze wszystkim – podstawówką za 14 tysięcy za rok i przydomowym przedszkolem, angielskim z youtuba i jazdą konną w terenie, kolorowankami wydrukowanymi w domu i zajęciami z ceramiki metodą Creutzfeldta – Jakoba. Zawsze będą opcje skreślone od wejścia, opcje, o których będę intensywnie myśleć, opcje codzienne, wybrane metodą prób i błędów i opcje-niespodzianki, bo coraz więcej coraz lepszych rzeczy można dostać przez wymiany barterowe, niespodziewane spotkania, oddolne inicjatywy i dziwne okazje.

Możesz kupić dziecku dizajnerskie łóżeczko z ekobuku z wbudowanym projektorem i pozytywką, monitor oddechu z kamerą i Ogromną Wyprawkę dla Noworodka (21 elementów), z kokardami, moskitierą, stelażem do moskitiery, falbanką maskującą (?), kołderką, poduszką dużą, małą, jaśkiem, poszewkami, baldachimem, torbą na pieluszki i ozdobnym woreczkiem na drobiazgi. Możesz też wziąć łóżeczko po bracie, kupić prześcieradło z gumką z IKEI i używany śpiworek za 15 PLN z przesyłką. Wszystko jest dla ludzi, nawet – i mówię to bez ironii, mimo tego, że nie widzę różnicy, za którą można by tyle zapłacić – ten wózek za 12 tysięcy. Masz – kupuj. Chcesz – woź. Żaden głód na świecie nie zmusi mnie do oburzania się czyjąś złotą grzechotką wysadzaną kryształkami Swarowskiego, choć uważam ją za lekko niepraktyczną. Pod dwoma warunkami. Primo, nie wmawiaj nigdy ani mnie, ani nikomu, że Corsą po prostu nie da się dojechać z Bielska na Mazury. Albo że jeśli ktoś woli dwie Toyoty zamiast jednego Volvo, to jest idiotą i sam siebie oszukuje. Secundo, pamiętaj, żeby nie wystawiać rachunku za własne wyrzeczenia dorosłym już dzieciom. Bo, choć ty nie wyobrażasz sobie, może im wystarczyłaby Astra.

A to, czy dziecko się wyśpi i tak ostatecznie będzie zależało od kolek.

TSM

P.S.: A już najbardziej mnie bawią artykuły w stylu Dziecko w cenie mieszkania. Wychowanie kosztuje prawie 200 tys. zł. Natchniona ostatnią #kupagate, policzyłam na szybko, że zużywam średnio jedną rolkę papieru toaletowego na 5 dni, czyli 73 w roku, czyli 4380 pi razy oko w ciągu całego osiemdziesięcioletniego życia kobiety w Polsce, przy czym odliczyłam pierwsze dwadzieścia, kiedy to za srajtaśmę płaciła mamusia. Po cenach z Biedry na dziś to 2600 PLN za sam papier, a gdzie Domestos (2500), kostka do WC (kolejne 2500), okazjonalny proktolog? Kupa w cenie samochodu. A to ci dopiero.

Reklamy

30 uwag do wpisu “Ile kosztuje dziecko?

  1. To tak jak z budowaniem domu – jeden wybuduje za 300 tys., drugiemu i milion będzie za mało :).

    My z mężem już jakiś czas temu zauważyliśmy – chociaż nie liczyliśmy nigdy dokładnie! – że dziecko kosztuje tyle, ile dodatkowy członek rodziny, mniej więcej tyle co ja czy mój mąż. Może ubranka są tańsze, ale częściej się je wymienia (mały niszczy, wyrasta). Może zje mniej, ale za to wszystko dobrej jakości. Może na wakacjach w hotelu za niego nie płacimy, ale musimy wziąć większy pokój, żeby wózek i łóżeczko się zmieściło. Itepe, itede.

  2. A wzięłaś pod uwagę zmienne jak sraczka i zatwardzenie? Trzeba to uwzględniać 🙂

    Jak by mi nie wychodziło to moje jakieś drogie to dziecko jest. Ostatnio musieliśmy podliczyć co i jak i nie bardzo mi się spodobał wynik. Jakieś cięcia muszę zrobić. Choć mój M przeżywa kupione jakiś czas temu skarpetki z H&M z 5paka- bo jak to tak, w 5 paku w sklepie dla biedaków 🙂 To i bokserki dostał do przeżywania. A ja tam lubie gacie z 5paków 🙂

    Ale fakt faktem na wyprawce zaoszczędziliśmy dobre tysiące, dzięki dobrym ciotkom od których mamy prawie wszystko przez łóżeczko, przewijak z szafką, wózek, zabawki i ubranka. E ma prawie 8 msc, a ja nie kupiłam ani jednego ubranka jak na razie. Babcie pokupowały coś tam, ale nie dlatego że trzeba było tylko dlatego, że nie wytrzymały.

    Miłego dnia, wiosennie tak dziś trochę!

    • No przecież napisałam, że „średnio”;P
      Pierwszy też przez swoje fanaberie wyszedł drogo, za to Druga prawie za darmo jest, więc wychodzi na zero póki co;) Miłego popołudnia, u nas dziś w końcu zimowo całkiem, doczekałam się:)

    • Fajnie macie. My nie dostaliśmy od rodziny nic. Jak się nie liczy, to wózek+łóżeczko+krzesełko do karmienia+szafka na ubrania+ciuszki+zabawki i inne rzeczy na pierwszy powiedzmy rok to minimum kilka tysięcy złotych. Ubrania kupowałam prawie tylko używane lub 5-paki na promocjach. Pieluchy mamy wielorazowe – dla zdrowia, a nie oszczędności. Teraz jest już dwójka dzieci, innej płci, w innym sezonie urodzone i ciuszki kupuję od nowa, wymiana praktycznie co 3 m-ce ze względu na rozmiar lub porę roku. A jesienią najwięcej pieniędzy poszło na leki.

      • Na meble dla Pierwszego wydaliśmy dokładnie 1800 zł, używane łóżeczko i nowy wózek dostaliśmy. Ciuchy kupowałam, mimo przesądnej matki;), sukcesywnie przez pół roku w szperakach dosłownie za grosze (teraz jest gorzej, kryzys widać najbardziej na rynku odzieży używanej, jest duuuuużo gorszej jakości, bo „na zachodzie” już nie wyrzucają niechodzonych ubrań po sezonie). Moja zaradność i tak na niewiele się zdała, bo Pierwszy urodził się taki nie bardzo i cała nasza poduszka finansowa poszła się bujać. Nie przewidzisz.
        Ja nie mówię, że dzieci są za darmo. Mówię, że mogą być w skrajnie różnych cenach.

  3. Dziecko kosztuje tyle, ile chcesz na nie wydać. Jak masz dużo- dużo wydajesz. Mnie na przykład sprawia frajdę kupienie mu lepszej zabawki a nie ze sklepu wszystko za 5 zł. Bo nie raz się nacięłam na tanie i wolę wydac więcej. I niestety rzeczywiście znane firmy maja lepsze zabawki. Krążą takie między znajomymi i nic się nie psuje poza bateriami( i jak kupisz na róznych serwisach to wiesz, że działa i kote miauczy kotkiem a nie ostatnim tchnieniem piły łańcuchowej). I najfajniejsze jest móc wymieniać sie ubrankami i zabawkami wśród znajomych. Niestety koszty wzrastaja z wiekiem dziecka. Choć na szczęście moje oba nie maja imperatywu noszenia markowych.
    Ps. A propos samochodów – ja do Norwegii na truskawki jeździłam wypchanym do granic możliwości maluchem. Można? Można!

    • Zgadzam się. My na przykład karmimy potomków półekobiosłoiczkami, chyba najdroższymi na półce w Rossmanie (te całkiem ekobio nie dla plebsu są tylko w sklepach ekobio, stąd pół;>), ale wiem, że to nasza fanaberia, nasz wybór. Nie neguję (ogólnej, bo przy konkretach bywa różnie) lepszej jakości droższych rzeczy. Wiem po prostu, na co mnie w danej chwili stać, a na co nie i decyduję, czy zadowalam się niższą półką, czy wbijam zęby w ścianę. Na dłuższą metę zaprzeczanie faktom prowadzi do frustracji, a ja nie lubię być sfrustrowana;)
      Patologia zaczyna się wtedy, kiedy gdzieś w głowie karbujesz sobie te wszystkie momenty, kiedy jadłaś chleb z solą „dla dobra dziecka” i potem mu znienacka tą solą sypiesz w oczy. Pierwszy z brzegu przykład: matka X wymyśla sobie kosmicznie drogi parowar, prosi dorosłą córkę o podżyrowanie rat. Nie stać jej na kolejny kredyt, córki zresztą też nie, mimo tego parowar stoi w kuchni. Dlaczego? Bo przecież sobie tyle lat żyły wypruwała, żeby wszystko miała, tyle i tyle jej szkoła kosztowała, myśli, że lekcje baletu były za darmo? Nigdy dość podkreślania osób gramatycznych – dziecko kosztuje tyle, ile TY chcesz na nie wydać.

  4. Tak się czasem zastanawiam, patrząc na wydane rzeczy dla dziecka i dochodzę do wniosku, że wielokrotnie kupujemy je sobie a nie dziecku. Czy dziecko w wieku kilku lat musi mieć „designerskie” ciuchy. Kupujemy je dziecku czy aby nie sobie na poprawę samopoczucia ? Osobiście wole kupić tańszą rzecz a resztę wrzucić do skarbonki dla dziecka. Hm, wózek za 12 tyś ? 🙂 Szkoda, że w szklanej gablocie bo jak nic sam bym w nim usiadł.

  5. Ja też uważam że często kupujemy dla siebie a nie dla dziecka.chcemy żeby miało lepiej niż my mieliśmy.czasem żeby się pokazać.Wybór artykułów dla dzieci jest obecnie wręcz kosmiczny!można łatwo się zatracic.Przypomina mi się nasza wycieczka z prababcia do sklepu z zabawkami po narodZinach naszej córki.Dodam tylko że prababci ma 89 lat i mało wychodzi z domu.Koniecznie chciała kupić coś pierwszej w rodzinie prawnuczce.Wybralismy najwiekszy sklep w mieście.Była w szoku.Nie zapomne jej miny kiedy zobaczyła gigantyczną pluszowa zyrafe na środku sklepu.Cieszyła się jak dziecko.Sama miała tylko jedna szmaciana lalkę uszyta przez mamę.Z drugiej strony dziecko ma w nosie kolor wózka czy fason ubranek potrzeba mu tylko troski rodzicow.Sama mało kupuję ubranek bo dużo dostaję albo poluje w lumpeksach.Myślę że sytuacja jest trudniejsza kiedy dziecko idzie do szkoły bo chce rywalizować albo musi.zaczyna walczyć o wizerunek.trochę boję się tego etapu:-)ważne żeby nie wyrosly nasze pociechy na materialistow.czasem trochę mnie trafia jak mała dostaję kolejna super drogą lalkę od ciotek ale cóż …

  6. święte słowa. kiedyś wpadł mi w ręce poradnik dla ojców autorstwa jakiegoś dziennikarza-celebryty z tvnu, co rozwodził się, ile to dzieci kosztują (no, taki wózek siedem tysięcy). drogo, faktycznie, a pan pewnie nie wie, że za kilka stów można. ale z drugiej strony dla mojej teściowej na przykład to ujma, że kupuję dzieciowi ciuchy w lumpeksie, na tablicach i innych, zdobywam na wymiankach albo ze znajomymi się wymieniam (tak mentalność „no, jak, przecież stać mnie”). zobaczymy, co będzie dalej, czy uda się bez wypasionego ajfona, ajpada itd. i innych gadżetów, o których jeszcze nie wiemy, że zaistnieją, żyć dzieciowi bez wykluczenia społecznego. małe dzieci – małe piwo, bo dzieć uwagi nie zwraca, ale kiedyś to pewnie się zmienia (pytanie: kiedy?) i zaczyna się gapienie cielęce na statusy rówieśników.

  7. Świetny post, taki do bólu szczery i prawdziwy. O blogu dowiedziałam się z ArchiwumChaosu. Tekst o sypaniu solą w oczy (w komentarzu) wydrukuje i oprawie. Pozdrawiam

  8. Ha ha genialnie napisane :))). Zgadzam się z każdym słowem! Jak kogoś stać, niech jeździ mercem, a jak nie to używany opel też go dowiezie do celu :).

  9. Język i styl pisania pozostawia wiele do życzenia, choć artykuł ciekawy. Przyznam ze miałam problem ze zrozumieniem niektórych zdań. Nie oczekuje pisania na poziomie redaktorskim choć jak się pisze bloga dla dorosłych ludzi to może warto zadbać aby język potoczny nie był aż tak… potoczny, podwórkowy wręcz 🙂 Piszemy o dzieciach ale nie dla dzieci. Poza tym, sama prawda w tym co przeczytałam.

  10. Pamiętam sytuację, gdy znajomi moich rodziców kupili sobie nowe auto, takie z salonu, wow, na tamte czasy, a moja mama, z nutka nostalgii powiedziała tacie, po co zazdrościsz, my swój zostawiliśmy w Toruniu (tam studiowałam ja) i w Olsztynie (tam studiowała siostra). Czyli dziecko plus studia, to wydatek już nie na moje obliczenia. Za wysoka matematyka 😉

  11. ja kupowalam wszystko po trochu 🙂 i tak do konca ciazy uzbieralam wszystko i to z nadmiarem w dniu porodu mialam juz dziecko ubrane do roku czasu.po doswiadczeniach z pierwszym przy drugim nie szalalm juz tak bardzo i kupowalam to co potrzebne a nie tak jak kiedys ze czlowiek nakupil a pozniej okazalo sie ze w polowie nie zdazyl chodzic bo wyrosl 🙂 wlasnie dzieki tej metodzie” po trochu” jakos specjalnie nie odczulismy tych wydatkow pewnie ze duzo korzystalam z promocji i wyprzedazy ale mialam na to cala ciaze wiec wykorzystalam ten czas na gromadzenie.:) ps swietny post 🙂

  12. Dziecko kosztuje 176 000 PLN do 190 000 PLN 😉 Oczywiście mówimy tu o wychowaniu dziecka do 20 roku życia i policzyli to ludzie z Centrum Adama Smitha. Warto też dodać, że kolejne jest już tańsze, bo wychowanie dwójki to 317 000 PLN do 350 000 PLN. Czemu jednak nikt nie zrobił wyliczeń dla bliźniaków, tego nie wiem 😉 Czytając Twój artykuł ciężko będzie teraz powiedzieć, że coś jest gówno warte, bo z twoich wyliczeń wynika, że ciężkie pieniądze w kanalizacji płyną 😉

  13. świetny tekst, taki kompletny. Przynajmniej jeśli idzie o dzieci w wieku nieszkolnym 🙂
    Bo właśnie ciekawe jak to będzie później, kiedy dziecko będzie coraz więcej wymagać, że chce mieć, że musi, bo wszyscy mają…
    Zgadzam się z zakończeniem, bo wypominanie dziecku tego co się dla niego zrobiło jest najbardziej wredne w rodzicach.

  14. Ja zawsze mam problem przy tego typu pytaniach. Bo tak naprawdę takie jak moje dzieci, to dużo nie kosztują. Większość rzeczy bez problemu można kupić używanych, łącznie z zabawkami. Karmione piersią, to spora oszczędność. Czasem się tylko coś z obiady odrzuci, to przegryzą i jakoś to jest.
    Ale nie wiem na ile będzie tak można robić przy starszych. Na pewno tak jak mówisz – wszystko zależy od tego co mamy do wydania. Ale jednak myślę, że przy starszych dzieciach w grę wchodzą większe kwoty.
    Wiem na pewno, ze dziecko do 3 lat, tak naprawdę nie wymaga wielkich nakładów finansowych. Wiele potrzeb jest sztucznie napędzanych w tej kwestii. Ale – tak jak mówisz – jeśli dla kogoś priorytetem jest wózek za 12 tysięcy i stać go na to – mi nic do tego. Ale to tak jak z tymi zachciankami i potrzebami 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s