Dwie bajki dla Drugiej.

Myśleć, że da się zbudować życie na suchych faktach, jest naiwnością, na którą nawet ja (a może szczególnie ja) sobie nie pozwalam. Chcąc nie chcąc, zawsze jesteśmy częścią jakiejś opowieści – czasem po czubek głowy zanurzeni w narracje, z którymi nam nie po drodze, ale z których trudno się wyplątać, czasem usiłujący samodzielnie pisać własną drogę, nie zważając na to, że każdy i tak przeczyta ją po swojemu, czasem bezrefleksyjnie przyjmując zadany temat i genre.

W odstępie kilku dni wpadły mi ręce dwie bajki – lekkie, z pozytywnym przesłaniem, bez bardzo złych wilków i zbyt ciemnych lasów, jedna z krasnoludkiem. Opowiadały o dwóch księżniczkach, tak podobnych, że mogłyby być jedną – młodych, zdolnych, pięknych, nieustraszonych, z doktoratami. Pierwsza jest (jeśli wierzyć bajce i wujkowi guglowi) chirurgiem i onkologiem, wykłada, prowadzi badania, operuje na całym świecie, starając się oszczędzać piersi kobiet chorych na raka. Druga kieruje Laboratorium Nanotechnologii i Struktur Półprzewodnikowych i Laboratorium Mikroskopii Elektronowej w hipernowoczesnym Wrocławskim Centrum Badań EIT+. Obie podróżowały po dalekich krainach, ale wróciły i teraz opromieniają swym blaskiem ziemię przodków, dając dobry przykład i wzorowe świadectwo.

Pierwsze akapity ich dziejów wyglądają tak:

Elle, grudzień 2014:

W zawodzie chirurga wzrok jest bardzo ważny. Trzeba zwracać uwagę na każdy szczegół. W dodatku oczy i rzęsy to często jedyna oznaka kobiecości, bo cała reszta jest ukryta pod chirurgicznymi maskami i bezkształtnymi fartuchami. Dlatego co rano przed wyjściem do szpitala zakładam mascarę.

Nature, 5 XI 2014 (tłumaczenie moje):

W laboratorium, tak nowym, że wciąż pachnie świeżą farbą, Katarzyna Komorowska z wprawą obsługuje coś, co wygląda jak futurystyczny ekspres do kawy. W rzeczywistości jest to zaawansowany skaningowy mikroskop elektronowy zdolny manipulować delikatnymi próbek i wizualizować drobne detale jedno z kilku imponująco wyglądających urządzeń w laboratorium Komorowskiej we Wrocławiu, w południowo-zachodniej Polsce. Komorowska włącza wiązkę jonów urządzenia. Kilka minut później, ekran wyświetla ostry obraz brodatego krasnoludka trzymającego cząsteczki grafenu, którego właśnie wygrawerowała na ziarnku piasku.

Czytając te bajki, patrzę sobie przez ramię na to moje śpiące dziecko, jeszcze kompletnie bezkształtne i nieświadome swojej bezsiusiakowatości, i zastanawiam się z rosnącą ciekawością – będzie na samym początku historii, w której ona będzie księżniczką, ta maskara i ten bezkształtny fartuch zasłaniający kobiecość czy nie będzie?

TSM

P.S.: Zdjęcie pochodzi stąd, tam też można przeczytać cały artykuł, z którego, jakby nie patrzeć, wychodzi, że nie jest u nas tak źle.

Reklamy

9 uwag do wpisu “Dwie bajki dla Drugiej.

  1. Artykuł rzeczywiście bardzo krzepiący szczegolnie patrząc z perspektywy nauczyciela(którym kiedyś byłam).Dzwiganie kaganka oświaty jest trudne w obecnym czasie ale przecież prawdziwa nauka to przedewszystkim wielka pasja.Życzę twojej Małej właśnie tego by czuła pasję bez względu na to czy z masakra czy bez w laboratorium czy gdzie indziej.Szczęście mają Ci którzy robią to co lubią i jeszcze ktoś to docenia i za to płaci.Wierzę w siłę kobitek.

  2. Siłą rzeczy kobiety-naukowcy to nie jest dla mnie jakiś bardzo egzotyczny gatunek 😉 Zwróciłam za to uwagę na co innego: o ile w Elle wciąż jest mascara i kobiecość pod fartuchem, o tyle w Nature już nic takiego nie występuje. 🙂
    (A jak będę kiedyś pisać artykuł o facecie naukowcu, to poświecę akapit temu, jak gładko co dzień się goli…)

    • Koniecznie! 😀

      O tym właśnie mówię 🙂 W Nature nie ma nic o kobiecości. bo tam bardzo pilnują, żeby naukowcy nie mieli płci – chyba że artykuł jest o equal opportunities. Ciągle jednak jestem wpół drogi – w sumie, co ta maskara szkodzi, skoro laska faktycznie lubi? A że lubi, wnioskuję po innych znalezionych o niej rzeczach. Pozostaje mi tylko zastanawiać się, jaka będzie Druga…

  3. Nie wiem, czy to coś szkodzi, ale jest znamienne…. Bo w końcu faceci też mają co ukrywać pod fartuchami, a jakoś o tym nikt nie wspomina… 😉

    I nie żebym bagatelizowała sprawę, mam dwie córki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s