Nie da ci ojciec, nie da sąsiadka, tego co może dać ci Zła Matka.

Źle wstałam.

Ale nie tylko dlatego dzień był parszywy od wejścia. Zimny, bury, smętny, ciągnący się jak gluty Drugiej, bez perspektyw. Na dodatek wypadała moja szychta, a że dzieci są świetne w takich rzeczach, i tym razem bezbłędnie wyczuły koniunkturę i na wyprzódki podjęły się rywalizacji w konkursie o najbardziej śliski kocyk. O 9:00 jeszcze walczyłam o lepsze jutro, o 11:00 walczyłam o swoje dobre imię, o 13:00 walczyłam już tylko o przeżycie.

Jak na złość wszystko było. Rosół nawet nie z przedwczoraj, makaron pręży się w szafce w ilościach niespotykanych, nie potrzeba płynu do mycia naczyń, herbata nie chce się skończyć. Żadnego prania w pralni, awizo na poczcie, promocji w Lidlu. N-I-C, no centralnie nic. Ostatecznie nadzieje na pretekst pogrzebał Taki Sobie Tata, wracając z pracy z papierem toaletowym pod pachą. Ten jeden raz na sto tysięcy nie zapomniał po drodze.

Przestałam się oszukiwać gdzieś w okolicach 16:00, kiedy mój rozwleczony beznadzieją organizm nie zareagował prawidłowo na usłużnie podsunięte w akcie desperacji waniliowe rurki waflowe. Musiałam wyjść z domu. Musiałam.

Lepiej zrobiło mi się już za pierwszym zakrętem. Obrodziły.

Nie no, więcej cekinów na tym oczojebnie różowym puchatku chyba by się nie zmieściło… Dżizas, kolejny czterolatek, który wyjmuje sobie smoczek, żeby pogadać z mamą. Choć nie wiadomo w sumie, czy bardziej creepy ten smoczek czy wózek, pewnie do podstawówki go będzie w nim wozić… No i czegóż się tak drzesz na nią? Ciągnięcie za rękę niczego nie przyspieszy, stara… Taaa, kup mu to autko, na pewno będzie mniej scen robił przy kolejnym…

Nie ma znaczenia, że rejestruję te wszystkie czipsy, czapeczki, histerie podświadomie. Zupełnie mimochodem każda z nich odbiera mi trochę garba. Z każdą jedną mijaną idzie mi się lżej. Z każdą następną jestem mniej beznadziejna, mniej doniczegoniedochodząca, mniej bezsensu, mniej rozczłapana, mniej nikim. Znacie to? Ohydne, nie?  Przejmowałabym się bardziej moim skarleniem moralnym, gdybym od czasu do czasu nie dostrzegała w oczach mijanych matek tego samego rodzaju zawstydzonego sobą triumfalnego błysku.

Bo to nasza cicha umowa jest, prawda? Niepisane porozumienie takie.

Nie oceniam – nie sroceniam. Nie porównuję – nie srorównuję. Dobra, nie mdli mnie na widok fioletowego, ale jasne jest, że wolę czerwony. Nie przepadam za chałwą. Wolę spać po lewej stronie łóżka. W matkowaniu też mam swoje preferencje. Nie myślę o nich, nie analizuję, nie robię psychotestów, nie wiem, do jakiego nurtu należę bardziej. Nie wynoszę ich na sztandary, nie wybijam nimi nikomu oczu, nie zbieram w poradniki, nie mam zacięcia, żeby głosić. Wiem swoje – to mi wystarcza. Zwykle.

Ale czasem źle wstanę. I wtedy nic nie robi mi lepiej niż namierzenie Gorszej Matki. Takiej, co się gdzieś nie zna. Co se sama kłody pod nogi rzuca. Co nie ma pojęcia. Kij z tym, że ja też nie mam. Gorsza Matka działa jak balsam, jak kakao w zimny dzień, gdybym tylko nie chciała wszystkich powystrzelać, z wdzięczności rzuciłabym się jej do stóp.

Dlatego mam propozycję. Za każdym razem, gdy ktoś poprawi sobie nami humor, dzięki nam odetchnie z ulgą, zaciśnie powieki rozkoszując się chwilą satysfakcji, powinnyśmy dostawać specjalny Czarny Medal. Na koniec okresu rozliczeniowego medale by się podliczało i tej, która okazywałaby się Najgorszą Matką, reszta fundowałaby samotny tydzień na Malediwach.

Cały rok ciężko pracuje na dobrostan Narodu, niech ma(m).

TSM

*zdjęcie: http://themadmommy.com/2014/02/i-want-to-tell-you-that-i-am-a-bad-mother.html

Reklamy

10 uwag do wpisu “Nie da ci ojciec, nie da sąsiadka, tego co może dać ci Zła Matka.

  1. jak Ci to lepiej zrobi, to mogę się przyznać, że moje dziecię dostało niedawno telefonem w głowę ode mnie. Karmiłam ją i trzymam wtedy telefon między cyckiem a brodą, Tak, taka zgięta i się wziął i wyślizgnął i trafił prosto w łepetynę E. Co lepsze, ostatnio ojciec powtórzył sytuację 😛

  2. Jak to, przecież w Lidlu Lego rzucili w dobrej cenie. Trzeba było już przed 8 z domu zwiewać…..Jeśli ma Ci się polepszyć – ja zostawiłam dziś dziecko z jelitówką w domu i zwiałam na basen i spotkanie z przyjaciółką. Ale byłam pod telefonem ( oprócz godziny w wodzie).

  3. Ja mam strasznie kompromitujące. Jedna kompromituje tatę, nie opowiem bo mi go szkoda… A z najnowszych to moje dziecko nalało sobie płynu do mycia podłóg do wanny – było szybkie wyciąganie i płukanie dziecka 🙂

  4. Tak tak i jeszcze raz tak mam. W te dni ciagnace, a w zasadzie noce, bo jak to gowno dniem nazwac, mam ochote kuku zrobic nieraz. Wychodze wtedy i widze te matki z szalem w oczach, no jak ma mi nie ulzyc!

  5. O wy niedobre! Ja tam w życiu tak nie miałam. Jestem kwiatem, który dryfuje na tafli jeziora, a w mym sercu jedynie cierpliwość, życzliwość i miłość wzajemna… Albo dobra, przyznam się, ale nie mówcie nikomu…. Też czasami zła matka jest balsamem na mą duszę.

  6. Nie mam krasnali z glutami i generalnie materiał genetyczny muszę mieć lichy, bo latorośle jeno w planach zza węgła się wychylają rysując instynkt tatowy małym śrubokręcikiem do składania krasnali, ale godność jaką zachowujesz i zachowujecie(oboje w sensie) w zwykłym odbijaniu światła/mroku czy co-tam-bądź-akurat-się-przyczepia poprawia nastrój. Twardowski kiedyś się o tym zająknął, że „tamten ma nos za czerwony, a tamta płaszcz za długi”, ale to takie …

    …ludzkie.
    Dlatego godność.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s