Konkurs.

Pierwszy konkurs na blogu.

Dla Czytelników kreatywnych, ciekawych świata, o otwartym umyśle, z zacięciem psychologiczno-socjologicznym.

Najpierw Realia.

Jest sobie rodzina 2+1. Porządna, niepatologiczna, kochająca się mocno, spędzająca ze sobą mnóstwo wartościowego czasu. Pięcioletni chłopczyk dostaje nową zabawkę. Po jakimś czasie bawi się nią z innym, młodszym chłopczykiem. Młodszy chłopczyk w ferworze fascynacji zabawki wprawdzie nie niszczy, ale ją dekompletuje i w momencie, w którym rodzina pięciolatka zbiera się do wyjścia, nie jest w stanie znaleźć brakującej części. Pięciolatek zaczyna chlipać, jest mu po ludzku bardzo przykro.

Teraz Problem.

Do akcji wkraczają rodzice przedszkolaka. Ganią go, ewidentnie zniecierpliwieni i… zniesmaczeni. No już, już, dajże spokój. Nie podoba mi się twoje zachowanie. Tylko mi się tu nie rozklejaj.

Klękam przy małym, próbuję wytłumaczyć, że część na pewno się znajdzie, bo nigdzie jej nie wynosiliśmy i że zaraz-natychmiast, jak tylko się na nią natkniemy, napiszemy do niego. Że Pierwszy nie chciał i przeprasza, że rozumiem, że jest mu smutno, mnie też by było (prawda!). Pytam, czy zrozumiał. Potakuje, mimo woli przytula się. Przestań już się mazgaić. Jak dalej będziesz tak postępował, to nigdzie nie pojedziemy. Z odległości około dziesięciu centymetrów, która dzieli nasze twarze, widzę, jak chłopczyk łyka łzy, jak powstrzymuje duszące go łkanie, jak ociera rękawiczką zupełnie niewidzące oczy.

I Zadanie Konkursowe.

To, jaki ja mam do tego stosunek, jak ja oceniam takie zdarzenia, jakie ja wyciągnę z tego wnioski na przyszłość dla mnie – to jedno. Ale, wzorem Malviny, chcę zrozumieć. Moje dzieci żrą słoiczki łyżeczką, ale umiem spojrzeć na świat przez soczewki BLW. Śpią osobno od zawsze, ale widzę zalety RB. Po prostu to nie dla mnie. Ba! Ja nawet umiem wczuć się w zwolenników klapsów, choć na dzieci nawet nie krzyczę.

A tu, jakbym mojej wszechempatii z jednej strony i zupełnie perwersyjnej skłonności do obserwacji ludzi jak zwierzątek w zoo z drugiej nie wysilała, nie idzie mi.  No bo jakby ktoś mi niechcący zepsuł nowo zakupiony, nie wiem, laptop, to byłabym w nienajlepszym nastroju. Jakby ktoś mi kazał za to nietryskanie humorem przeprosić, to bym go wyśmiała. Ale może za mało wyrafinowana jestem, zbyt egoistyczna.

Proszę więc w komentarzach (tu lub na fejsie) o próbę wytłumaczenia mi, o jaki pozytywny efekt (zakładamy ich dobrą wolę!) wychowawczy mogło chodzić rodzicom chłopca. Bo serioznie nie ogarniam, a równie serioznie się staram.

Do wygrania trzy Medale z Kartofla.

TSM

*zdjęcie: http://zabawki.tanienaprawy.waw.pl/blog/index.php

Reklamy

32 uwagi do wpisu “Konkurs.

  1. Proste. Rodzice chcieli, żeby dziecko zrozumiało, że nie ma powodu do płaczu, bo serca im się łamały, kiedy patrzyli na jego łzy.

    Tu mi się przypomniało: Jak wspomniałam, Misiek przez cały ostatni kawałek drogi do domu spał. Przez sen wypuścił z ręki gumkę do ścierania. Ale nie była to zwykła gumka, tylko taka, na której namalował oczy i usta. Gumka miała na imię Steve. Pół samolotu już wyszło, a drugie pół stało czekając, aż odblokuję przejście. Ja zaś na czworakach szukałam Steve’a pod siedzeniami.
    – Przepraszam państwa bardzo – zwróciłam się do tłumu reprezentowanego przez starszego pana, który był pierwszym z zablokowanych – syn zgubił zabawkę.
    – A co to za zabawka? – zainteresował się pan.
    – Gumka do ścierania. Ale nie zwykła, to jest bardzo specjalna gumka.
    – Ja to rozumiem – odpowiedział pan z całkowitą powagą – Jestem dziadkiem.
    Po czym na czworakach zaczął szukać Steve’a pod fotelem z drugiej strony.
    Znaleźliśmy.

  2. Może byli trochę za ostrzy? Może dlatego, że właśnie wychodzili? W kurtkach? Wiesz, jak to jest. Może później dopowiedzieli?

    Ja też nie pozwoliłam Yodzie płakać, kiedy pierwszego dnia podarła swoją nowiutką sukienkę, a uwielbia sukienki.
    To tylko rzecz. Nie trzeba za nią płakać. Podarła się. I trudno.

    Ja bym za laptopem nie płakała. Czasem odrobinę się wkurzę, jak coś mi się zniszczy, ale jak mąż stłukł mi (dodam, przez głupotę) ukochaną porcelanową miskę, to co? Płakać miałam? Zbić go? Znienawidzić?

    Wzruszyłam ramionami. Trudno, powiedziałam.

    To tylko rzecz.

    • Ja też za laptopem bym nie płakała, bo w ogóle mało płaczę, głównie na filmach klasy D;> Nie hołubię przedmiotu. Chodzi mi raczej o niezgłębiony dla mnie sens dość agresywnego tłumienia zupełnie naturalnego odruchu – nie nabawił się jeszcze, a już nie ma, to mu przykro.

      Pośpiech i zmęczenie biorę pod uwagę.

      • Kurczę, ale my ciągle hamujemy w nich zupełnie naturalne reakcje. Starsza zapytala mnie, dlaczego nie biję taty, jak jestem na niego zła 😈 Bo one z siostrą naturalnie się tłuką.

        • 😀
          Niby tak, ale jest pewna oczywista różnica między naturalną chęcią podbicia komuś oka a równie naturalną dania ujścia nadmiarowi emocji w sposób nieszkodzący komuś z zewnątrz: wolność twojej pięści i takie tam. Żeby nie było – nie jestem również za podsycaniem użalania się nad sobą, wywlekaniem wnętrzności i sesją na kozetce po każdym gorszym dniu. Ale gdzieś jest przecież złoty środek, nie?

          • Wiesz, po Twoim tekście TEŻ odniosłam wrażenie, że być może rodzice tego chłopca postąpili zbyt ostro. Z drugiej strony też czasem nie użalam się specjalnie nad moimi i widzę. TE SPOJRZENIA. Matka potwór normalnie. Może dlatego szukam im usprawiedliwienia?

          • Tu nawet nie potrzeba usprawiedliwienia, bo ja serio nie sądzę, żeby zrobili coś strasznie z ł e g o, mały pewnie zapomniał o wszystkim po dziesięciu minutach. Ja szukam raczej wyjaśnienia, bo zrobili coś dla mnie kompletnie n i e z r o z u m i a ł e g o, niepotrzebnego, absurdalnego z punktu widzenia mojej grubo ciosanej chłopskiej logiki.

            TE SPOJRZENIA rulez! 😀

  3. Mój mąż zawsze ostro reagowal w takich sytuacjach długi czas się z nim na ten temat nie zgadzalam ale nie okazywalam tego przy dziecku.Dużo o tym rozmawialiśmy bo dlugo mieliśmy różne podejścied.zrozumialam jego podejscie dopiero jak córka poszła do przedszkola.nigdy nie płakała jak ktoś jej zniszczyl zabawke przyniesiona z domu czy podarl rysunek.zawsze pilnuje swoich rzeczyi oodkłada na miejsce bo wie że jak się zniszczą to nie będzie miała.każde dziecko jest inne więc trudno genaralizowac.mysle że trzeba tlumaczyc ale też pozwolic uczyć się na własnych błędach.jednoznacznej recepty nie ma.w samolocie mąż tez starałby się znaleść steva bo podróż jest i tak wystarczajaco stresujaca dla dziecka:-)

  4. Ktoś pisze że za laptopem by nie płakał.. Ale może ta zabawka bez tej części cierpi? Może ją boli to kółko odpadnięte, nie wiem? Może umrze?Może się zabawowy świat skończy? Nie wiadomo, czemu ten maluch płacze, co on tak naprawdę widzi i co sobie myśli. I o to chyba chodzi w RB, żeby spojrzeć z dziecka perspektywy, a nie swojej. Bo na pewno nie o spanie razem:P (TSM, Ty to jesteś bardziej RB niż Ci się wydaje:P ).

    A co do konkursu:

    Dobrze TSM że Cię Ci znajomi odwiedzieli,
    bo teraz mama Dziulki swą mądrością się podzieli.
    Nie wiem co ta sytuacja oznaczała,
    ale nagrodę bardzo wygrać bym chciała.
    Xoxo!

    • A z RB sympatyzuję na pewno bardziej niż z zimnym chowem, i wiem, że nie o spanie razem chodzi (chociaż, jak poczytasz niektóre fora…;>), a moi Czytelnicy są na tyle światli, że jak nie wiedzą, to się dowiedzą 😉

      Za wierszowane odpowiedzi przewiduję nagrody specjalne 😀

      • Na to liczę 🙂
        Ach, fora, grupy na facebooku i inne wirtualne piaskownice. Tam to się można dowiedzieć… Najwięcej fajnych mam jakie znam w życiu o RB nie słyszało, ani o innym NVC, BLW ani CHWDP.
        A że Ty wiesz i światli czytelnicy wiedzą, to jasna sprawa. Byle kto tu nie pisze ani nie zagląda 😉

        Acha, a co jak znajomi opisani przeczytają? Nie będzie focha?

        • Pewnie byłby, ale chyba nie śmiertelny, to fajni ludzie są, poza tym wiedzą dobrze, że inaczej wychowujemy dzieci 🙂 U mnie nikt nie wie o blogu póki co. Jak już zdobędę ten fejm, będę się bardziej cenzurować;>

  5. Może być też tak że rodzice odgrywają przed innymi „scenke rodzajowa”z cyklu :zobacz jacy jesteśmy zajebisci.u nas panuje dyscyplina itp.chociaż w domu chodzą na paluszkach bo dziecko już dawno weszło im na głowę i wymusza płaczem lub spazmem wszystko co możliwe.tak wynika z moich obserwacji.chcą pokazać że mają nad czymś kontrolę choć już dawno ją stracili…

    • Jak wyżej – (chyba) wszystkie wstydy już zostały zrobione 🙂 To jest bardzo dobra rodzina, z którą po prostu często kompletnie rozmijamy się w pomysłach na wychowanie, ale zwykle czaję, o co im chodzi. Tym razem tak nie czaję, że postanowiłam to przekuć w szerszą przypowieść o „różnorodności rodzicielstwa” i poprosić Was o pomoc. A swoją drogą ich też zapytam.

      • Ludzie maja lek przed swoimi emocjami smutku, zalu itp i nie daja dziecku tego nawet nie tyle wyrazac co i odczuwac:( pytanie o cel jest w sumie nietrafione, niestety czesciej robimy cos automatycznie a pozniej racjonalizujemy, zeby bylo, ze nasze zachowanie jest przemyslane, zwlaszcza w przypadku takich niefajnych zachowan. bo jakies wyrzuty sumienia sie moga pojawic, ale nie bo przeciez to dla ego dobra robimy, zeby nie byl mieczakiem, zeby nie byl materialista). Sama jako matka jestem daleka od idealu, ale rozwalaja mnie takie „scenki” jak ta przez Ciebie przytoczona. Niepozwalanie dziecku na wyrazanie emocji (nie chodzi io podsycanie tego, potegowanie rozpaczy itp) jest najbardziej rozpowszechnionym ewidentnym bledem wychowawczym, jesli jest stosowane nagminnie. czlowiek, ktory nie moze odczuwac tego co czuje, tylko tlumi, bo „madry” rodzic mowi mu, ze jego lzy czy smutek sa nieadekwatne uczy sie braku zaufanie do swojego odczuwania i czyni z niego „trwadziela” oddzielonego od swojego wnetrza. jesli byla to tylko jedna sytuacja, to znaczy ze wszystko jest ok, kazedmu zdarzaja sie gorsze dni. choc mysle ze podstawa w relacjach (wszelkich) jest empatia- dla innych i siebie tez tym samym swoja droga)

  6. Pingback: Letnio. | Taka Sobie Matka

  7. Pingback: Ćwiczenie wyobraźni. | Taka Sobie Matka

  8. Jak to robisz, że nie krzyczysz? Mnie dziś wszystko odpuściło. Bolą mnie plecy, prawie nie spałam w nocy, w domu pierdolnik, za oknem leje… A ten wyje. Jeść? Nie. Pić? Nie. Przytulić? Nie. Zabawkę? Nie. I wyje. Łzy jak groch. No to co, do jasnej cholery?!? Co wtedy robić?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s