O nazywaniu rzeczy po imieniu.

Kiedyś.

Afera ACTA. Bicie piany godzinami. Gorące przemowy. Marsze na ulicach. Rejtany na każdym rogu, również u mnie. Kładą mi się na progu, ubrane li jedynie w aureolę idei. Czytałeś? – pytam. Mogłam nie pytać. Bo przecież Oni chcą nas wszystkich zgnoić. Bo gdzie ta wolność nasza i wasza. Ściągasz z Chomika? Głupia, torrenty są za darmo.

Dwa miesiące temu.

To mówisz, że o dziadka tak dbają? Ale zapowiadacie wizyty? Nie? I takie uśmiechnięte zawsze i cierpliwe? No, muszą im sporo płacić, że im się tak chce.

Dwa tygodnie temu.

Stoję na przystanku, podjeżdża autobus. Zanim drzwi otworzą się do końca, wybiegnie z nich rozwianowłosa kobieta w średnim wieku. Garsoneczka, teczuszka skórzana, szpileczki. Drze się nieartykułowanie wniebogłosy, da się wyłowić tylko coś na kształt copanmitu. Lekko zafrasowani kanarzy wyszli za nią, ale jej nie gonią. Głupio im. Mnie głupio, że na to patrzę. Myślę, że wszystkim głupio. Ta.

Daliby ludziom godnie zarobić, to by się nie jeździło za darmo, to nikomu nie jest przyjemne.

Ostatnio.

Położne i #lepszyporód. Bo łatwo mówić, tyle pracy i taka kasa. Śmiech na sali. Albo płacz.

Dzisiaj.

Magdalena Środa, profesor, etyk, w Wybiórczej:

„Przypadek Polańskiego” pokazuje, jak złożone i niesprowadzalne do siebie są sytuacje etyczne oraz jak czasem trudno, jeśli to w ogóle możliwe, wydać ich jednoznaczną ocenę.

————–

Nadal zdarza mi się ściągać coś z netu i jeździć na gapę, choć zdecydowanie mniej niż kiedyś, bo dorosłam już do wieku, w którym bardziej obawiam się siary niż pustego portfela, a i opcji na darmowe kino jest więcej. Ale uwaga, uwaga – nadal kiedy to robię, wiem, że kradnę. Wiem, jakie mogą być tego konsekwencje, posłusznie wyjmuję dowód. Uprzedzając oponentów: nie, nie czuję się bohaterką. Ale przynajmniej nie wmawiam sobie, że zagryzając czipsem szmirę na jeden raz rozwalam system. Albo że dwa przystanki to mnie powinni za darmo wozić, nie za 3,5 PLN. Nie rozwalam. Nie powinni.

Jak się jest chamem i prostakiem, żadne pieniądze tego nie zmienią. To zawsze wyjdzie. Tego się nie da kupić, choć wielu próbuje, i pewnie na tych porodówkach wychodzą na tym ciut lepiej. Pracy nie trzeba lubić, trzeba ją szanować. Tak jest i już, niezależnie od tego, że „nikt tak nie robi” albo że „wszyscy tak robią”. Pracuję na uczelni, pracowałam w sklepie z ciuchami, rozdawałam ulotki. Wszędzie spotykałam ludzi, którzy uważali, że za swoją pensję (a różnią się one diametralnie) mogą nic nie robić, ba!, gdyby coś robili, byliby ostatnimi frajerami. Gówno prawda.

Jak jesteś czterdziestoczteroletnim mężczyzną i dziewczyna, jakakolwiek, mówi ci nie, to znaczy nie. Jeśli ta dziewczyna jest trzynastoletnim dzieckiem, w ogóle jej nie pytasz. Jeśli mimo wszystko odbywasz z nią stosunek seksualny, jesteś skurwysynem. Nawet jeśli ona chciała zrobić karierę, a ty miałeś trudne dzieciństwo. Nawet jeśli takie były czasy. Zawsze są jakieś czasy.

Muszę koniecznie pamiętać, żeby nauczyć Młode, że nic na świecie nie jest czarno-białe. Oprócz tego, co jest.

TSM

Reklamy

9 uwag do wpisu “O nazywaniu rzeczy po imieniu.

  1. jeśli idzie o nazywanie po imieniu – jeśli ściągasz i jeździsz na gapę. to nie wiesz, że kradniesz. Dałaś sobie wmówić, że kradniesz.
    Ciągnąc analogię ad absurdum – jak kogoś zabijasz, to kradniesz mu życie? Czyli powinni sądzić z paragrafu za złodziejstwo, a nie morderstwo?

    http://demotywatory.pl/4211413/Piractwo-to-nie-kradziez-Jesli-ukradniesz-samochod-oryginal-jest-stracony-Jesli-skopiujesz-gre-jest-ich-po-prostu-wiecej-na-swiecie-Nie-ma-czegos-takiego-jak-and;stracona-sprzedazand;

    • Ty tak serio? Jeśli tak, to po prostu powiem Ci, jak ja to widzę i let’s agree to differ, bo z doświadczenia wiem, że dyskusje na ten temat mają tyle sensu, ile dyskusje między anty- i proszczepionkowcami:)

      Wyobraźmy sobie taką sytuację: idę do hotelu, śpię tam noc. Niczego nie zabieram, nie zjadam, nie niszczę. Ot, mnę pościel, zużywam trochę wody na prysznic, trochę prądu, bo poczytać sobie lubię wieczorem. Wielkie mecyje. Rano wybiegam nie płacąc, jeszcze do tego czerwona z oburzenia, że ktoś mnie śmiał o pieniądze nagabywać. Normalne? Nie. Jest na to przyzwolenie? Nie. To dlaczego jest na te wszystkie baby, co rzucają się kanarom do oczu? W końcu wytarte ich tyłkiem siedzenia zużyją się trochę szybciej, a autobus nimi obciążony zeżre trochę więcej ropy. Ok, to nie to samo, co wzięcie bułki w sklepie, ale głównie dlatego, że towar innej natury. Jeśli znasz na to lepsze słowo niż kradzież, daj znać, poprawię.

      Co do praw autorskich. Jest w necie dziewczyna, co szydełkuje. Wymyśliła lalylalę, coś pięknego: https://www.etsy.com/shop/lalylala. Nie sprzedaje lalek, tylko know-how. Pdf-em, więc tu faktycznie nawet tego zużywania podłogi nie ma. Regularnie ktoś te pdf-y rozsyła dalej, macie i jedzcie. I tu, IMHO, nawet nie trzeba szukać słowa. Ona miała pomysł, wykonała pracę, na którą jest popyt, wyznaczyła jej cenę. Ja się nie dziwię nawet, źe ktoś chce to za darmo, to naturalne poniekąd. Mnie tylko wkurza, jak ten ktoś robi z siebie robinhuda.

      • W zasadzie na 75% serio.
        Kradzież ma prostą definicję, którą jest naciągana jak przykrótką kołdrę (żeby nie powiedzieć – „jak stringi na Kalisza” ;)).
        Kiedy różne grupy kierujące się swoim interesem usiłują doprowadzić do penalizacji niektórych naturalnych zjawisk. Bo nie wszystko co jest niemoralne jest nielegalne, i na odwrót.

        Przede wszystkim dostrzegam absurdalność nazywania wszystkiego kradzieżą. Przypomina mi to kazania księży czy pastorów z USA w XVIII-XIX wieku, którzy dowodzili, że jak niewolnik ucieka to kradnie siebie swojemu właścicielowi. Więc niemoralne jest pomaganie uciekinierowi, bo to jest pomaganie złodziejowi w kradzieży.:)

        Otóż – jazda na gapę to po prostu wyłudzenie nienależnego świadczenia. Nie da się ukraść usługi 🙂

        Inne pytanie – wyobraź sobie, że po przyjściu do pracy podłączasz swoją komórkę do ładowania. Okradasz pracodawcę? A jeśli pracodawca płaci ryczałtem i podłączenie telefonu nie ma wpływu na wysokość opłaty, to może okradasz elektrownię, bo za podłączenie telefonu w domu już byś zapłaciła?

        Mam inny przykład:
        http://auto.dziennik.pl/aktualnosci/artykuly/446227,polak-zbudowal-w-garazu-replike-maclarena-f1-wideo.html
        Nazwiesz tego faceta złodziejem i recydywistą?
        Zrobił sobie kopię bardzo drogich samochodów. Więc według logiki obrońców praw autorskich – ukradł te samochody 🙂

        Co do tej dziewczyny sprzedającej pdfy z pomysłami… Wydaje mi się, że po prostu wybrała błędny model biznesowy. (Ale biznes to nie moja działka, więc nie będę komentował).
        Bo dzielenie się towarem, pomysłami jest naturalne. Jest częścią bycia człowiekiem i bycia częścią społeczności. Tak jak uczenie się przez naśladownictwo, pożyczanie sobie ksiązek, czasopism, czy korzystanie z bibliotek.
        To prawa autorskie są nienaturalną naroślą na twórczości, przynajmniej w obecnym kształcie.
        Polecam książki „Wolna kultura” Lessiga i „No logo” Klein. A na początek:
        http://zielonewiadomosci.pl/tematy/kultura/komu-sluza-prawa-autorskie/

        Ale to już temat na zupełnie inną dyskusję.

        a tak na moment wskakując w wątek poboczny:
        Otóż sprawa z filmami ma też drugie dno (a może i więcej?). Bo np. można się zastanawiać, czy np. wychodząc z kina z kiepskiego filmu, przekonani trailerami, które mamią nas świetną rozrywką, nie powinniśmy pozywać twórców/dystybutorów za doprowadzanie nas do niekorzystnego rozporządzenia mieniem?
        😉

        • Po kolei:

          > „Wyłudzenie nienależnego świadczenia” – czyli, że bardziej oszustwo niż kradzież? Może, musiałabym się zastanowić.

          > Co do komórki, jeśli to nie jest regulowane umową (a bywa: „w ramach umowy pracownik ma dostęp do…”), to formalnie tak, okradam. Formalnie, bo w tym przypadku (jak i w wielu innych) wszystko opiera się na, jak to nazwać, poczuciu przyzwoitości? Obu stron. Bo z jednej strony, jak się pracodawca przyczepi, że mu kradnę prąd do komórki, to kutwa i przesadza, z drugiej, znam osobników, którzy chwalą się na mieście, że przestali w ogóle kupować papier toaletowy, cukier i kawę, bo przynoszą z pracy… SERIO.

          > Co do lalylali i maclarena: ona się nie czepia, że ludzie próbują podrobić jej pomysł, nie wymazuje zdjęć, nie pokazuje tylko fragmentów. Umiesz na szydełku i wyjdzie ci jak jej, bo się napracujesz, popróbujesz i pogłówkujesz? Spoko. Ale chcesz mieć takie samo, dokładnie z tego wzoru? Zapłać. Replika maclarena to nie maclaren i nie jako maclarena go ten zabrzanin sprzedaje. Kto będzie chciał mieć oryginał, se kupi. Od piracenia filmów i plagiatowania tekstów różni się to tym, że da się odróżnić oryginał od kopii.

          > Co do filmów: oczywiście! Tak jak producentów chińskiego badziewia z dobrą reklamą.

          > I najważniejsze – ja rozumiem ideę no logo (książkę czytałam dawno temu i na kolana mnie nie powaliła, na Lessinga może się skuszę). Ona po prostu do mnie nie przemawia. Wiesz czemu? Bo to JA chcę decydować, kiedy coś mojego udostępnić, a kiedy nie. Też uważam, że dzielenie się wiedzą jest słuszne i naturalne. Żyję na licencji creative commons. Nie zmienia to faktu, że szlag mnie trafia, jeśli ktoś bierze sobie bez pytania coś, na co ktoś inny pracował i czemu poświęcał czas, a czym nie chce się dzielić. Moim zdaniem ma święte prawo nie chcieć, inni zaś nie mają prawa go do chcenia zmuszać. To trochę tak, jakbym ci nie chciała pożyczyć książki, a ty byś ją mimo tego wziął z mojej półki i jeszcze chwalił się, jak to nauczyłeś mnie ogólnoludzkiej solidarności… A wała:)

          P.S.: Wisisz mi piwo za Kalisza, mam BARDZO plastyczną wyobraźnię!

          • > „Wyłudzenie nienależnego świadczenia” – czyli, że bardziej oszustwo niż kradzież? Może, musiałabym się zastanowić.

            Bliżej chyba do wymuszenia niż oszustwa. Ale znowu – wymuszenie to sie kojarzy z rozbojem 😉

            > co do okradania pracodawcy – jeśli pracodawca płaci ryczałtem, to kosztu nie ponosi…
            W sumie patrząc od strony moralności, to cały świat kręci się na kradzieży. Zwłaszcza handel. Bo dajmy na to – idziesz na pchli targ, kupujesz jakis obraz za grosze, ktory okazuje się być jakims zaginionym picassem, i sprzedajesz go za miliony, to nie jest moralnie fair wobec pierwszego właściciela obrazu.
            Jesli ktoś Cię zatrudnia, i owoce Twojej pracy sprzedaje z dużą marżą – dużo większą, niż to co Tobie płaci, to też jakby cie okradał, czyz nie?
            😉

            > „Od piracenia filmów i plagiatowania tekstów różni się to tym, że da się odróżnić oryginał od kopii.”
            No właśnie tu też da się odróżnić. Najczęściej – tak ja wszędzie po fizycznym nośniku treści, ale też kopie są poddane kompresji stratnej (np. dvd->avi) nie mówiąc juz o filmach zgrywanych w kinie. Po prostu z reguły dla osoby, która ściąga kopię liczy się pochłonięcie treści, a straty na jakości są mniej istotne, czasem moze być nawet niezauważalne gołym okiem, lecz nadal da się różnicę stwierdzić.
            No i jeszcze jedno – czym się różni od strony moralnej kopiowanie pojazdu, kopiowanie filmu, skserowanie książki, przepisanie książki, i namalowanie kopii obrazu?
            Bo mnie to ciekawi, że chociaż wszystkie te czynności polegają na stworzeniu kopii jakiejś treści, to tylko niektóre formy kopiowania od razu mają budzić złe skojarzenia – i to w dodatku rózne 🙂
            Np. skopiowanie filmu to kradzież, ale skopiowanie obrazu to fałszerstwo 🙂
            przez chwilę podejrzewałem, ze chodzi o wysilek włożony. tak jak przy kserowaniu i przepisywaniu, ale przeczy temu przyklad z obrazem…

            > „Wiesz czemu? Bo to JA chcę decydować, kiedy coś mojego udostępnić, a kiedy nie. Też uważam, że dzielenie się wiedzą jest słuszne i naturalne. Żyję na licencji creative commons. Nie zmienia to faktu, że szlag mnie trafia, jeśli ktoś bierze sobie bez pytania coś, na co ktoś inny pracował i czemu poświęcał czas, a czym nie chce się dzielić. Moim zdaniem ma święte prawo nie chcieć, inni zaś nie mają prawa go do chcenia zmuszać. ”

            No patrząc w ten sposób, to w sumie masz rację. Ale w praktyce to tylko częściowo. Bo to nie jest takie proste jak by się wydawało

            Problem lezy w tym, że nie ma równowagi między prawami twórców (a raczej – posiadaczy praw) a prawami użytkowników, bo firmy, ktorych prawa autorskie majątkowe dotyczą mają zbyt mocny lobbing. Przekonują, że kopiowanie to kradzież, dążą do zmiany w przepisach, by wszelkie kopiowanie było karalne, by nie było „dozwolonego użytku”.

            Zwróć uwagę tez na ten absurd – utwór podlega ochronie przez cały czas życia twórcy i 70 lat po jego śmierci. Przecież takiej ochrony nie mają nawet wynalazki.
            W dodatku za ochronę prawną wynalazku twórca musi płacić, a tu należy się ot tak po prostu.

            A z praw autorskich, z tantiem żyją sobie jeszcze wnuki autora (czy inni dalsi krewni), które juz nie mają z danym dziełem nic wspólnego. Nie sądzisz, że wymuszanie płacenia po wielokroć za tę samą treść, która stała się częścią społecznej świadomości to też jest okradanie nas wszystkich? I nie wiem czy wiesz – kiedy wprowadzano ostatnie przedłużenie okresu ochronnego, to część utworów nagle wypadła z wolnego obiegu – chociaż niby prawo nie dziala wstecz…

            Zauważ, że ostatnio wymusili rozszerzenie podatku od kopiowania m.in. na smartfony. I to jest płacenie z góry tylko za to, ze mozesz skopiować. Czyli nawet jeśli stworzysz coś sama, to i tak zapłaciłaś za kopiowanie własnej treści.

            I tu przechodzę do kolejnej sprawy – zwróć uwagę, że firmy jednak dostosowują swoje modele biznesowe do naszych oczekiwań. Jest coraz więcej serwisów z legalnie dostępnymi filmami, muzyką czy e-bookami – w znośnych cenach. Są serwisy, gdzie twórca może swoją treść sprzedawac bez pośredników. I one odnosza sukcesy, zyski. Bo większość z nas uważa, że zapłata twórcom sie należy.
            Zauważ, że tego wszystkiego by nie było gdyby nie piractwo.
            Tylko w ten sposób mogliśmy wymusić postęp. Bo my – jako uzytkownicy, odbiorcy treści nie mamy innej możliwości, jak robic po swojemu – pokazać, co nas interesuje. A firmy w końcu po prostu muszą się dostosować do klienta – choć bronią się przed zmianami jak tylko mogą.

            Aha, zauważ, że te firmy też łamia nasze prawa – zabezpieczaja przed kopiowaniem płyty z filmami/muzyką uniemożliwiając realizację prawa do stworzenia kopii zapasowej na własny użytek, ograniczają czasowo albo ilościowo możliwość otwarcia pliku z e-bookiem – robiąc z zakupu ksiązki czy filmu – wypożyczenie…

            ps. Rzeczywiście robi sie z tego dyskusja czysto akademicka.
            A właśnie dostrzegłem dlaczego nie możemy dojśc do porozumienia – Ty opisujesz sprawę jako konflikt na linii (pojedynczy) twórca-użytkownicy, a ja opisuje w szerszym kontekście na linii korporacje (posiadacze praw majątkowych) – użytkownik (pojedynczy). Różnica w teorii niby drobna, ale istotna.:)

  2. „Jesli ktoś Cię zatrudnia, i owoce Twojej pracy sprzedaje z dużą marżą – dużo większą, niż to co Tobie płaci, to też jakby cie okradał, czyż nie?” > Nie. Jeśli sama nie jestem w stanie bezpośrednio zarobić na owocach mojej pracy i umawiam się z kimś, że ja coś zrobię, a on mi zapłaci i ja się już dalej martwić nie muszę, to nie mam prawa się zżymać, że zarabia na tym krocie. Niech zarabia, ile chce.
    Znam ludzi, którzy pracują na magazynie. Regularnie jakiś karton fajek czy opakowanie czegoś im „spada z palety”. Bo przecież ich pracodawca opływa w kasę, a im tak mało płaci, no okrada ich przecież. To my go też (choć tu oczywiście też mamy robinhudów,a nie złodziei, za „złodzieja” kiedyś prawie w pysk dostałam). A zasada jest prosta – nie twoje, nie bierz. Nie podoba ci się – negocjuj, nie podpisuj. Ok, nie zawsze się da, ale oni akurat mogą – w ich zakładzie ludzie tak robią. Ale przecież łatwiej „dorobić”, sprzedają fajki kolegom na osiedlu. I do tego zawsze jest na co ponarzekać.

    Lubię akademickie dyskusje:) ale idealnie zdiagnozowałeś nasz problem. Ja w ogóle mam z tym problem, bardzo często. Nie myślę systemowo. Nie myślę Systemem. Zawsze ostatecznie problem mam (lub nie mam) z konkretnymi ludźmi. Kiedyś przy innej internetowej dyskusji z tego powodu wyszło, że nie mogę być na przykład lewakiem, mogę co najwyżej, zupełnie prywatnie, idiotką;)

  3. Pingback: Żeby język giętki nie był jak piorun jasny prędki. | Taka Sobie Matka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s