Bajka o pijanym tatusiu i punkcie ksero.

Siedemnasta za piętnaście. Na wpół utopiona w słodkogorzkiej rozmowie z Panią Portierką (pięknie jest, tylko wie pani, taki ziąb taki) nie zauważam którędy wchodzi. Wcina się, zaciera ręce, nerwowy. Niskorosły, sprężysty, wytatuowany, chudy. Kogucik. Z takich, co to ci w knajpie udowodnią, że rozmiar nie ma znaczenia, kiedy nadrabiasz hardością. Z takich, co walczą, nawet jeśli przeciwnik się jeszcze nie pojawił. Z tych, którzy nie kupują amfetaminy, bo im system hormonalny i wczesnodziecięce kompleksy załatwiły nafuranie na całe życie. Sobą.

Kłuje w oczy koszulką z krótkim rękawem i rozbieganym wzrokiem. Szuka ksera.

Bo wie Pani, tu syn pracę domową zrobił, pracę, i mu się tu, widzi Pani, pogięła, podarła się tak, widzi Pani, skserować chciałem, żeby miał, skserować, tu syn, praca domowa, widzi Pani.

Rozgarnia pomiętą kartką A4 zupełnie dziewiczy w swojej intensywności chmielowy obłok. Pierwsze piwo po pracy. Pierwsze piwa po pracy. Jeszcze pod sklepem, bez kaucji, po co nosić do domu. Świeżutkie.

Kiedy Pani Portierka tłumaczy, że wszystko już pozamykane, nasze spojrzenia się spotykają i przetaczają się między nami – jemu nad głową – do znudzenia powielane historie. O biednych dzieciach z patologicznych rodzin. O ojcowskich porywach, które porywają na strzępy wszystko w zasięgu. O aktach skruchy i łzach pokory po fakcie. Żal mi się robi smyka i mówię ojcu, żeby poczekał, to mu skseruję na pracowniczej maszynie. Jak małemu w domu nie idzie, niech chociaż w szkole ma spokój.

Idę po schodach i z każdym półpiętrem tracę tempo i pewność. W sumie się dopytywał, o której rano jutro otwierają. Był gotowy iść na drugi koniec miasta, bo może jeszcze tam nie zamknęli. W jego głosie brzmiało wszystko oprócz skrywanej irytacji, którą domknęłabym obrazek. Oprócz śladu drwiącej nagany, który tak ładnie by mi się komponował. Ba! Nawet ten papier z jakąś taką dumą prostował, tu ma Pani, zrobił.

Skserowałam, zaniosłam, podziękował bardzo, wyszedł.

Chciałabym napisać, że nagle u wejścia objawił się płowowłosy cherubinek, żeby mu się z wdzięcznością rzucić w ramiona, a mnie pouczyć o mylności powierzchownych ocen. Aż tak dobrze nie ma. Ale może czasem… Może faktycznie mu się w domu zmiętosiło i tata powiedział, że pomoże, i poleciał, bo dobry dzień miał albo bo go to piwo uskrzydliło? W sumie dlaczego ten raz czasem nie mogliby żyć długo i szczęśliwie?

TSM

*zdjęcie: http://www.webvedettes.nl/de-tagline-je-hele-webwinkel-in-een-zin/

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s