Grandparenting.

Czy wiecie już, w co Was mają ubrać do trumny? Moja babcia średnio co dwa lata zmieniała zdanie, co jakiś sprawdzając, czy pamiętamy, w której szufladzie leżą te rajstopy, pasujące do aktualnie obowiązującej garsonki. Nie mam pojęcia, dlaczego nigdy nie pytała, czy wiemy, gdzie jest sama garsonka – jak przyszło co do czego, szukaliśmy jej dość długo. Jeśli chodzi o mnie, myślałam, że jest mi to totalnie obojętne, ale gdy zobaczyłam w zakładzie pogrzebowym szkaradne „zestaw on 1″,”zestaw on 2″,”zestaw ona spodnie” i „zestaw ona spódnica”, dla wygody zakładania rozcięte z tyłu, stwierdziłam, że może się jednak jeszcze zastanowię. To pewnie z mojej wrodzonej złośliwości, niech się jeszcze z haftkami pomęczą, nawet jak już nie będę mogła ponarzekać, że krzywo.

Umierający Bardzo Stary Człowiek – nie: cierpiący i schorowany, po prostu stary, taki, który się już nażył, nacieszył, nachlał, nadziwił, narozpaczał, nakochał, który o wszystkim zapomniał, żeby sobie każdego przypomnieć, który żyje w bezczasie, zawieszony w całym swoim życiu naraz – jest ciężarem. Dosłownie. Trudno jest go umyć, przesunąć, wysmykuje się tymi sześćdziesięcioma, siedemdziesięcioma kilogramami bezradnej naiwności. A przecież, całkiem jak Druga teraz, powinien być zawsze czyściutki, nakarmiony, ze świeżym pampersem. Powinien pachnieć wodą kolońską, jak ona pachnie oliwką.

Ludzie mówią, że to przykre. Że Pan Inżynier tu taki jakoś zwinięty w kłębek, że Pani Dyrektor mamrocze i mlaska przez sen, że taki osiedlowy Casanova, wielkie czyny, długie przemowy, a trzeba mu w nieskończoność poprawiać kołdrę (kołderkę?), bo on i tak się rozkopie. Mnie to rozczula. I uspokaja. Bardzo Starego Człowieka już nic nie dotyczy, tak jak Drugiej jeszcze nie. Są sobie równi, są wolni.

Na ekliptyce życia wciąż się wnoszę, ale jestem blisko zenitu, tego punktu idealnej równowagi między „już” a „jeszcze”. Już nie mam pryszczy, jeszcze nie mam artretyzmu. Już nie poznaję tylu nowych ludzi, jeszcze wystarcza mi palców, żeby policzyć tych, którzy poumierali. Już nie trzymam maminej spódnicy, teraz ja prowadzę i pokazuję świat moim młodym, którzy jeszcze nie są w stanie ogarnąć jego ogromu. Niebawem (oby jak najpóźniej, ale przecież i tak zawsze za szybko, zawsze zbyt „niebawem”), będę pomagać iść tym, którzy już go nie ogarniają. Mój blog – i nie ma w tym nic złego, nic wstydliwego – stanie się grandparentingowy. Może się komuś przyda, temu komuś, do kogo ja wyciągnę rękę (rączkę?), kiedy w końcu na mnie przyjdzie kolej znowu bać się ciemności.

Hej, a może tak mieć w dupie konwenanse i zażyczyć sobie do trumny piżamkę? Taką ciepłą, flanelową, antiseksi prozimneranki? W kostiumiku i szpilkach tak niewygodnie się śpi.

TSM

*zdjęcie: http://www.mymodernmet.com/profiles/blogs/if-these-old-hands-could-speak

Reklamy

7 uwag do wpisu “Grandparenting.

  1. Bardzo fajny tekst, zwłaszcza w czasach, kiedy nikt nie chce być stary i każdy próbuje ją odrzucić. Ja bardzo lubię starych ludzi, ich spokój zachwyca.

    Byłam ostatnio na turnusie (Potwory i ja) dla emerytów, obniżyłyśmy średnią wieku znacznie. Młodzi ludzie z reguły mi… współczuli, a ja byłam taka zadowolona!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s