Smak dzieciństwa.

No i się doczekałam. Wielka Matka zbierała się, zbierała, aż w końcu zasapała, nadęła się i wyrzuciła z siebie. Bo musiała. Otóż – werble – zabieramy Juniorowi dzieciństwo.

Czyżbyśmy zabraniali mu się brudzić, chowali kredki, nie czytali bajek? A może trzymamy go zamkniętego w kotłowni, może nie zna piaskownicy, może obce mu są psy, koty i dzieci? Może nie przytulamy go lub przytulamy tak mocno, że się dusi? Może nie pozwalamy mu na samodzielność, wycierając mu pupę na każdym kroku? A może odwrotnie – ma za dużo obowiązków na swojej dwuletniej przecież główce? Nie. To nie to.

Dzieciństwo, moi Państwo, ma według mojej mamy jeden smak. Smak cukru.

To obsesja jakaś jest.

Odkąd Junior je coś poza mlekiem, zmuszeni jesteśmy walczyć z przemytem. Najpierw niewinnie, bo może on do tej wody, co ją pije jak jakie zwierzę, litrami, by trochę soczku dostał. No może dostać, ale po co, nie lepiej owoc zamiast erzac z koncentratu? No dobrze. To owoc. Jabłuszko może prażone. W słońcu dojrzałe, z ogródka, rozpływa się w ustach, lepi ręce. Ja tu tylko troszkę posłodziłam, wiesz, na smak. Wiem, mamo, na smak. Truskawki też może, nie? Może. Nie dawaj mu z cukrem, on lubi same, przyzwyczajony jest. Ale ja tylko trochę. Truskawka ląduje w cukiernicy, wychodzi z niej biała jak panna młoda. Na smak. A te chrupki takie suche ma. No ja wiem, jak się spróbuje, to nawet słodkie są, pewnie z soku. Ale może herbatniczek. Maślany. Pyszny. No spójrz, jak mu smakuje.

Kiedy skończył rok, dostąpił zaszczytu czynnego udziału w procederze. Masz tu, babcia ci da, schowaj sobie, bo mama nie pozwala. No zjedz jeszcze ciasteczko, mama nie widzi teraz. No dałabym ci, kochanie, ale mama patrzy, zobacz, jak się wytrzeszcza. Choć, mam tu coś dobrego, mamcuryca ci pewnie nie daje galaretek.

Po drugich urodzinach odniosła pierwsze wielkie zwycięstwo: dotąd, kiedy Junior prosił o „coś dobrego”, był w pełni ukontentowany obranym ogórkiem. Teraz ma na myśli wafelka, jak każde n o r m a l n e dziecko. Co za ulga.

Żeby nie było, nie tylko moja mać tak ma. Najwyraźniej polskie dzieci w ogóle skazane są na życie w ulepkowym świecie. Z przedszkola Junior regularnie przywleka mamby, rozdawane na podwieczorek. W osiedlowym sklepie (stojąc pod plakatem z piramidą żywienia i programem pięciu porcji warzyw dziennie) nagminnie dostaje za friko lizaki z firmy „takie-słodkie-jak-ty-skarbusiu”. Jedyne kaszki bez dodatku cukru (i różnego typu syropów cukrowych), które znaleźliśmy na pozaalmowym rynku to dwa czy trzy smaki z Hippa, które niby nadal są, ale właśnie zniknęły z półek w Realu, więc Młodej oficjalnie zostało tylko allegro i dostawcy zza Odry.

Nie jesteśmy jedzeniowymi faszystami. Junior zna smak lukru, pączka, czekolady, ba!, cocacoli nawet. Problem w tym, że nie lubimy miary „aż do zrzygania”, że, biedny, dostaje landrynki na sztuki, bułkę słodką w kawałkach, herbatniki na deka, nie na paczki.

Ostatnio, widząc, jak Wielka Matka z najlepszymi intencjami po raz kolejny popycha mojemu dziecku lody delicją, delicję ciastem domowym, a ciasto soczkiem, zapytałam, czy nie zastanawiała się nigdy, dlaczego przez całe dzieciństwo wołali na mnie Gruba.

No przecież ja ci nie wciskałam na siłę.

Aha.

TSM

Reklamy

13 uwag do wpisu “Smak dzieciństwa.

  1. Tak doskonale Cię rozumiem. Nasze dzieci, gdy tylko zeszły z piersi piły wodę i nie dostawały soczków na co dzień. Czekoladę zaczęły jeść w około drugim roku życia. Także walczyłam cały czas z mamą i teściową, by nie słodziły tego, co i tak jest już słodkie z natury.
    Tak naprawdę zmiana przyszła dopiero wtedy, gdy u Jaśka w tym roku zdiagnozowano cukrzycę typu 1 i oczywistym stało się, że nie może jeść słodyczy, w takich ilościach, w jakich babcie chciałyby je serwować.

  2. Ostatnio rozmawialiśmy z koleżanką, byliśmy też po obserwacji wizyty brata u rodziców. I doszliśmy do wniosku, że cokolwiek rodzice robią, to dziadkowie z definicji podważają – bo przecież młodzi rodzice się na niczym nie znają i znać nie mogą np.
    – jak zabraniać słodyczy – to dają ukradkiem „bo przecież babcia jest po to żeby rozpieszczać”,
    – jak sie dzieciak rzuca na podłogę w ramach buntu, to – pomimo wyrażonego wprost życzenia „nie reagować, to mu zaraz przejdzie” – musi babcia wstać i dać mu przytulankę.
    – jak się mówi – nie kładź dziecku pieluchy na twarz, bo się wtedy boi – musi sama sprawdzić i kładzie pieluchę. A ty potem uspokajaj dzieciaka.
    – jak mówić, że najprostszy sposób na uspokojenie dzieciaka w wózku to coś tam – powiedzmy „X”. Nie spróbują. Robia „Y”, potem „Z”, potem matka bierze dzieciaka na ręce bo wpada w histerię, i dopiero po uśnięciu odłożone do wózka pozwala sobie robic ich ewolucje bez awantury – bo śpi. A co słychać przy kolejnym spotkaniu rodzinnym? „Mówili, że tylko X go uspokaja, a myśmy robili inne rzeczy, po swojemu i tez działały”. Ręce opadają.

    A na wszystko zawsze mają argument – przecież wychowaliśmy was i nie mielismy tak łatwo jak wy i daliśmy radę. I nie pomaga mówienie, że nasze dzieci są innymi osobami, że każde z nas inaczej reagowało – co wcześniej sami opowiadali. Nie pomaga przypominanie, że to co im w pamięci z naszego dzieciństwa zlało się w jeden okres niemowlęctwa, to jest proces rozciągnięty w czasie, że nie wszystko można z nimi robić, itp. Za to mają dobre rady typu „nie stawaj za dzieckiem bo jak będzie patrzył do góry to mu się oczy uszkodza”;)

    Bo jak oni nas wychowali 30 lat temu, to o wychowywaniu dzieci z definicji wiedzą wszystko…

  3. Dawanie słodyczy to pół biedy (może tak mówię, bo moje dzieci nie są wielkimi łasuchami, w moim domu słodycze chowa się przed mamą…). Ale jakbym się dowiedziała, że ktokolwiek stosuje robienie czegoś „fajnego” w tajemnicy przed mamą, jeszcze tę tajemnicę podkreślając, to bym udusiła.

  4. jest teoria:
    to wpychanie cukru może wynikac z tego, że za jej czasów cukru było mało, na kartki, ciągle brakowało, a jak się trafiło pudełko cukru w kostkach, to był prawdziwy rarytas, który się wyjadało jak teraz czekoladki z bombonierki. A z racji starości babci sie przypomnialy dawne czasy i chce udowodnić światu, że u niej wnuki będa miały tak dobrze, że tego ukochanego cukru nie zabraknie…
    ;P

      • Możesz spróbować ją wyśmiać wykorzystująć to jako argument.
        Czasem wyśmiewanie jest skuteczniejsze od tłumaczenia czy robienia awantury, bo wtedy człowiek sam sie pilnuje, zeby nie okazac się śmiesznym w oczach własnych dzieci czy wnuków 🙂

  5. Niestety zgadzam się ze wszystkim, sama nieraz byłam świadkiem, jak dziciak mojego szwagra, któremu nie daje się czekolady i słodyczy jak wody, miał wciskane przez babcie i ciotki czekoladki i co tylko. Nie rozumiem, skąd sie to bierze. Nie wyobrażam sobie, że babcie moich dzieci miałyby cos takiego robić – chyba bym zrobiła taka aferę, że głowa mała:)

  6. Pingback: W trosce o BMI niemowlęcia. Tego bez siusiaka. | Taka Sobie Matka

  7. Ba! Ja bylam swiadkiem podawania dwuletniemu dziecku, przez babcie lyczkow piwa, gdy tylko matka nie patrzyla. W tym, to juz w ogole nie jestem w stanie zrozumiec o co chodzi. Mojemu dziecku dziadkowie tez wciskaja cukier w kazdej postaci. Nie majac pozniej absolutnie zadnych problemow, czy wyrzutow, z tym ze nie zjada normalnych wartosciowych posilkow. Mam nadzieje, ze Żubra, nie wciskają, wstyd zapytac. Generalnie, często spotykam dosc abstrakcyjna krytyke rodzicow, za wiele zabierajacych dziecinstwo rzeczy. Mnie zdarzyło sie uslyszec ze zle wychowuje dziecko, bo spi w ciszy, a powinno przy wlaczonym telewizorze. Srednio nawet wchodzic w dyskusje.

  8. Myślałam długo, że o uśmiechanie (w sensie-rozpieszczanie wnuków) babciom chodzi. Z błędu wyprowadziła mnie teściowa. Zasłodzone dziecko to mądre dziecko. Dla niej cukier jest najsłuszniejszą inwestycją w mózg. Odporną na wiedzę powszechną, jednak grubo podszytą troską najszczerszą 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s