Dzieci mają dzieci.

Pierwsze zebranie w przedszkolu.

Kiedy wchodzę, podgrupy są już właściwie ustalone. Czekamy na Panią. Tata Ignasia* z tatą Igi, huncwoty w garniturach, siedli w rogu i poszturchują się wesoło. Widać, że zabawowe chłopaki i nie będzie z nimi nudy. Piorunuje ich wzrokiem znad malutkiego, eleganckiego notesiku ze swojego mikrokrzesełka mama Kamili, cała steady ready z tym swoim kostiumikiem lecę-prosto-z-Bardzo-Ważnej-Pracy i buzią w ciup. Nie wiedzieć czemu, nabieram przekonania, że ona zawsze siada w pierwszym rzędzie. Mama Marysi wchodzi otoczona wianuszkiem wielbicieli, lekko rozczarowana, że zebranie jeszcze się nie zaczęło i jej spóźnione (prawie nie, ale jednak) rozwianowłose wejście nie ma odpowiedniego wydźwięku. I tak nie jest ostatnia, prawdziwie odważne zakapiory jeszcze (trochę chyłkiem) dopalają fajki przed drzwiami.

Siadam z boku, ale nie całkiem pod ścianą, z daleka od szarej masy nieinteresujących rodziców, z braku pomysłu na siebie grzebiących w torbach, uszach lub podziwiających impresjonistyczne kasztanki. Niestety, nie uda mi się ukryć, żem świeżynka, takich jak ja nawet zwalisty, podpierający ścianę z cierpiącym wyrazem twarzy tata Mai wyczuwa na odległość. Całe szczęście, jest ze mną starszy brat, tfu, szwagier, nie zaczynam tak całkiem od zera.

W końcu pojawia się Ciało: Bardzo Dynamiczna Pani Dyrektor, Roztaczająca Ciepło i Spokój Pani od Starszaków oraz młodziutka, drobniutka jak myszka potencjalna Pani Juniora z lekko rozbieganym wzrokiem. Mama Bartosza niemalże lewituje nad krzesełkiem z podniecenia i chęci niesienia pomocy, mama Kamili ustawia długopis w blokach startowych. Zaraz się zacznie.

Nowy rok przedszkolny zapowiada się ciekawie. Dostaniemy książkę dla trzylatków (tata Juniora przejrzał i stwierdził, że mimo dwóch lat z kawałkiem chyba poradzi; mama Izy stwierdziła, że Iza na pewno poradzi, bo przez wakacje nauczyła się całego alfabetu, tata Igi prychnął, że co to za wakacje), pięć centymetrów półki na szczoteczkę do zębów i własne miejsce w hierarchii. Będą wycieczki, wyjazdy do teatru i przyjazdy filharmonii, a na podwieczorek czasem mafinka z czekoladą.

Chyba mi się spodoba w tej nowej klasie.

TSM

*Imiona dzieci zostały zmyślone. Zapamiętałam jedno, tylko dlatego, że sąsiadowe było.

Reklamy

5 uwag do wpisu “Dzieci mają dzieci.

  1. Noooo…. kawał dobrego tortu – znaczy się tekstu!
    Chętnie sięgnęłabym po więcej – czy jest jakiś klucz do pałaszowania Twojego bloga? Zaczęłabym od początku, ale archiwum chyba nie ma?

    • Niestety, jako takiego nie ma, może się dorobię. Chyba najłatwiej, klikając w „starsze posty”, a że historia się z tego żadna chronologicznie nie układa, niewiele stracisz chyba, czytając od końca. Posty, które ja jakoś lubię bardziej, są w „o mnie”. A potem radzę skakać – tu ugryźć, tam polizać… Smacznego:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s