Piaskownicowy kontredans.

Miało być o czym innym, ale że mi onet wypluł do kolacji taką jedną matkę, którą czasem poczytuję, ta zaś pobudziła mi nie tylko perystaltykę, poczynię wyznanie: mimo dwóch lat starań kompletnie nie ogarniam piaskownicowego savoir vivre’u. Kom-ple-tnie.

Dzieci mają łatwo. Jedno z drugim nie zastanowi się nawet sekundy, czy to co robi jest właściwe i dobrze widziane. Im mniejsze, tym swobodniejsze, a i te starsze, choć skrępowane już mocno społeczną doniosłością tego, co powie Kasia z drugiej be, w piasku troszkę cofają się w rozwoju i zrzucają łańcuchy. Wyrwie grabki, wyśmieje, przyłoży, doskoczy, wyminie, pobiegnie, rozbeczy się, rozedrze, wywali – w zależności od upodobań, temperamentu, zamiarów, temperatury i tego, czy akurat jest piątek.

Problem w tym, że każde z dzieci ma swojego anioła stróża na krótszej lub dłuższej smyczy, będącego lżejszą lub cięższą kulą u nogi. I te anioły ponad głowami niczego nieświadomych (nie)winiątek wchodzą ze sobą w interakcje, obserwują się wzajemnie i zazwyczaj żyją w przekonaniu, że ci pozostali powinni jakoś inaczej pociągać za sznurki. Mocniej. Słabiej. W inną stronę. W ogóle jakoś. Najlepiej wcale.

Za każdym razem, kiedy wychodzę z Juniorem, czuję, jak oplatają mnie jedwabnymi rzemykami przydymionych swoich spojrzeń. Czuję, jak mi się te rzemyki na szyi zaciskają, jak ciężka, niewidzialna ręka Idealnego Rodzica przygina mi kark do ziemi, każąc w piasku szukać Idealnie Wychowywanego Dziecka. W powietrzu wiecznie wisi oczekiwanie: że coś zrobię (bo trzeba bronić młodych) albo że czegoś nie zrobię (bo dzieci najlepiej same się chowają), że powiem albo nie powiempozwolę albo nie pozwolę, że bezpośrednio smarkowi (bo to autonomiczna jednostka ludzka) albo tylko władzy rodzicielskiej (bo co mi tu pani dziecko będzie wychowywać).

Jak na złość, mimo czystych intencji, ja w tej piaskownicy wiecznie jak słoń w składzie porcelany. Niby podstawy znam (zapytaj, czy możesz się pobawić żółwikiem dziewczynki / nie zabieraj chłopcu rowerka / nie pij z cudzego kubeczka / nie jedz cudzej owsianki*), a mimo to faux pas goni faux pas: podchodzę do tej małej, co płacze, bo się paskudnie wyrypała na cukierkową mordkę z huśtawki (a tu ups!, akurat w ogniu bólu wykuwał się jej charakter); stanowczo oznajmiam zainteresowanym, że zabawa w „zachodźmy-drogę-temu-bobasowi-aż-się-popłacze” powinna już dobiec końca (no i to moje dziecko nigdy nie nauczy się samodzielności); z premedytacją pozwalam na kulturalne odebranie własnej foremki nowemu właścicielowi, gdy młody ma na to ochotę (wychowam takiego samego egoistę jak matka)… Gdyby Junior, wzorem wszystkich dzieci na placu, nie traktował mnie jak czegoś między natrętną osą a podręcznym dyspenserem napojów,  pewnie spaliłby się ze wstydu.

I ja się pytam – są na to jakieś hinty? Można kupić gdzieś kody i przejść ten level macierzyństwa szybko i bezboleśnie, zasejwować i  zapomnieć? Bo obawiam się, że w końcu oberwę łopatką.

TSM

*Złotowłosa to chyba najdurniejsza bajka świata.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Piaskownicowy kontredans.

  1. Ależ oczywiście, że są hinty. ja znam jeden i działa bez pudła. Piaskownica na naszym placu zabaw jest na samym środku, co latem oznacza patelnię. Nie ma szans, żebym usiadła na ławeczce w pobliżu bo się ugotuję (moim chłopakom to jakoś nie przeszkadza:)) więc idę sobie na dalszą ławeczkę, która jest w cieniu. Idę z książką. Lub gazetą.
    Będąc daleko mam prawo udawać, że nie dosłyszałam i nie zauważyłam. Działa bez pudła 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s