Niepełnosprawni.

Gdybym nie została matką, nigdy nie zorientowałabym się pod jakim kloszem żyję. Gdyby nie spotkania na ławkach, coporanne ploteczki (cudze, bo ja się ciężko zadzierzguję), cały ten relaksik piaskownicowy, nigdy nie zdałabym sobie sprawy, że prawie połowa społeczeństwa, w którym żyję, jest niepełnosprawna.

Popularne są daltonizm (…no i założył jej te czerwone spodnie do różowej koszulki, no ja już nie wiem, jak do niego mówić, co ja będę miała w przedszkolu…) i aleksja (…no nie, kochana, ja go sama z tym mlekiem nie zostawię, jeszcze by mi ją otruł, no i co, że na etykiecie, na bank by przeczytał, na bank…). Dużo częściej, niż myślałam, występuje gigantyzm, przy czym okazuje się on być potencjalnie śmiertelnym dla wszelkich istot nim niedotkniętych – słyszałam o dzieciach, ale rozumiem, że kocięta na przykład też mają poskręcane karki (…no bo jak on go chwyci, tymi łapskami takimi wielkimi tego malutkiego…). Zdarzają się przypadki silnego splątania o nieznanej etiologii, czasem przeradzającego się w stany katatoniczne (…tak, tak, ten mój to też tak czasem stanie i się gapi jak wół na malowane wrota, no ręce opadają, ręce opadają…). Powszechny jest niedowład kończyn górnych (…przecież on nie przewinie/nie wsadzi do pralki/nie przebierze/nie pobuja/nie wytrze…) i dolnych (…pani, gdzie on pani z dzieckiem do sklepu/urzędu/przedszkola pójdzie…). Ślepota (całkowita lub częściowa) idzie w parze z niedosłuchem. Aż dziw, że tego wszystkiego jeszcze szlag nie trafił.

Ale najsmutniej mi zawsze, gdy słyszę o głębokim upośledzeniu umysłowym.

No, wie pani, co to się dzieje z tymi ludźmi… Co, nie słyszała pani? Znowu jakiegoś maluszka skatował… No, ona wyjechała do pracy na Zachód, a mąż, to znaczy nie mąż, konkubent to chyba był, został z synkiem, no i ten płakał, to on go bił, sąsiedzi do niej dzwonili, że płacze, żeby wracała, no i pobity był… No wie pani, jak to chłop, mały płacze, on nie wiedział, co robić, nie mógł wytrzymać, no to go trzasnął… A nie chciał pomocy, siostra chciała, teściowa, a on, że poradzi, no i widzi pani…

No nie wiedział, skąd miał wiedzieć. Przecież mu nie dała się dowiedzieć, żadna by nie dała, bo po co, a i tak na nic. I tak źle i krzywo. A że z deficytem, biedaczek, to go nie przejęło, że uderzony płaczący chłopczyk bardziej płacze, więc metoda chyba średnia. Ale co wymagać.

Chłop w końcu.

TSM

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Niepełnosprawni.

  1. Ciekawe, na ile ta „nieumiejętność” ich mężczyzn w zajmowaniu się dzieckiem wynika z faktycznej niechęci i strachu o swoją męskość takiego pana, a na ile z kobiecego „zostaw, nie umiesz”?

  2. Znałam chłopa (szczęśliwie w żaden sposób nie mojego), który będąc na stypendium w obcym kraju co 2 tygodnie latał do własnego z walizką pełną prania. Bo na stancji co prawda była pralka (do jego wyłącznej dyspozycji), ale no przecież to zbyt skomplikowane. Tego przypadku chyba nic nie pobije.

  3. Nie demonizujmy tak Panów. Jest wiele mężczyzn co świetnie sobie radzi z dziećmi. Albo i chciałoby sobie poradzić, a zaborcze matki na to z wyimagowanych obaw nie pozwalają na to.

    • O tym jest ten post:) czasem serio zastanawiam się, czy ja mam po prostu w życiu tak dobrze, że trafiam na ogarniętych ludzi, ale wychodzi mi, że ludzie w ogóle są ogarnięci, jak się im pozwoli i się od nich wymaga.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s