Człowiek zachodzi w ciążę, Pan Bóg dzieci nosi.

Że coś jest nie halo zauważyłam jeszcze w szpitalu – zresztą musiałabym być mocno upośledzona, żeby nie skumać, że w żarcikach w stylu:

Lekarz: No, pani X, wszystko wygląda dobrze.

Położna asystująca: No, a na sali to tak dobrze nie wyglądało, hue, hue.

nie chodzi o moją urodę. I że hasełka typu nie było co zszywać i dobrze, że nie zaczęła Pani rodzić to nie są typowe oddziałowe pozdrowienia. Poza tym mój lekarz należy do kasty tych bardziej jowialnych i prostozmostu i już po dzieńdobry stwierdził, że jakby on umarł, to mam przekazać następcy, że absolutnie nie wolno mi zachodzić w ciążę przez minimum dwa-trzy lata. Na pytania, co dokładnie miały znaczyć porozumiewawcze spojrzenia nad moim łóżkiem, odpowiadał radośnie, że wszystko mi wyjaśni na wizycie popołogowej.

No i wyjaśnił. Radośnie, a jakże.

Wie Pani, bo ta Pani ciąża to trzymała się na otrzewnej, w sensie jak otworzyliśmy, to widzieliśmy dziecko, bo nie było mięśnia – tak się rozciągnęła stara blizna. Gwałtowniejszy ruch, nie daj boże upadek i mogła Pani pęknąć macica. A wtedy, no, umarłaby Pani. I dziecko. No, bo wie Pani, przy pękniętej macicy to się nic nie da zrobić, to dwie, trzy minuty są, więc sobie Pani może dzwonić na pogotowie.

Aha.

Nie spędza mi snu z powiek samochód, który mnie nie przejechał, gwałciciel, który wybrał ulicę obok, doniczka, która teoretycznie mogłaby mi spaść na głowę, ale nadal się trzyma balkonu. Macica, która nie pękła, należy do tej samej kategorii. Nie mam zamiaru przebudowywać darowanego na nowo życia. Żadne near death experience, a w ogóle experience tylko w tym sensie, że się będę musiała poważnie zastanowić nad Trzecim. Samotna, bosa pielgrzymka do buddyjskiego klasztoru na szklanej górze nie wchodzi w grę.

A jednak. Nie wywróciłam się, choć pies właził mi pod nogi codziennie. Nie zaczęłam rodzić, choć Braxton-Hicks mi to przepowiadał każdej nocy. Junior mnie nie zabił, choć waży trzynaście i pół kilo i czasem bardzo chciał na ręce.

Chyba sobie z tego wszystkiego loda kupię.

TSM

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Człowiek zachodzi w ciążę, Pan Bóg dzieci nosi.

  1. Dobrze jest znaleźć w tym dystans…choć ja pewnie wpadła bym w panikę i rozglądała się szeroko…czasem może lepiej jest nie wiedzieć wtedy i organizm zachowuje się podświadomi inaczej.. Ja bym ci postawiła nawet 5 lodów…

  2. Pingback: Ile kosztuje dziecko? | Taka Sobie Matka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s